poniedziałek, 24 stycznia 2011

Tyle się dzieje...



...ale nie na drutach. W naszym życiu. W styczniu udało mi się zmobilizować dziewczyny do zrobienia kartek dla babć i dziadków. Jako tako poszło. Ja przygotowałam bazę, one kleiły resztę według uznania. Oto co wyszło:




Nie wszystkie kartki doczekały się zdjęcia, bo jakoś mi to umknęło. Wklejam przynajmniej jedno.



Któregoś dnia przeczytałam na blogu Rest o rocznicy śmierci Czesława Niemena. Od razu przypomniała mi się jego piosenka "Sen o Warszawie". Jest jedną z tych, które poruszają we mnie coś, co teraz tkwi ukryte głęboko, ale wciąż jest.

Swego czasu, Warszawę kochałam miłością bezgraniczną. Może to za sprawą dziadka, który tam mieszkał? Może dlatego, że zobaczyłam jej inne oblicze: nie to z zakurzonymi, brudnymi ulicami, bałaganem i smrodem? Warszawa dała mi się poznać od tej lepszej strony. Przez pierwsze 3 lata mojego studiowania, mieszkałam na Ursynowie, który był swoista "sypialnią" tego miasta. Okolice SGGW były zielone i naprawdę niezwykle przyjemne. Kiedy zaczynała się wiosna, można było zaszyć się w zieleni parku, który rozciągał się po drugiej stronie ulicy Nowoursynowskiej, wkoło pałacu Ursyna Niemcewicza. U nas mówiło się, że idziemy "na stary ogrodniczy", czyli dawny wydział ogrodnictwa. Ze Skarpy Ursynowskiej przynosiłam całe naręcza dzikich kwiatów. 
Poza Ursynowem lubiłam Łazienki, do których jeździłam namiętnie, Agrykolę, Ogród Krasińskich i wreszcie Krakowskie Przedmieście i Nowy Świat. 
Takich miejsc - o wiele mniejszych, ukrytych czasem zakątków - miałam kilka. W wolnej chwili gnałam tam, spacerowałam, czasem robiłam zdjęcia swoim starym zenitem, który dostałam od dziadka. 
W Hali Koszykowej zaopatrywałam się w tańsze książki, grzebałam wśród nich, spędzałam tam sporo czasu.

Teraz, kiedy słyszę piosenkę Niemena, powracają do mnie wszystkie te miejsca. Wracają wspomnienia dobre, piękne i te, które kiedyś "przybijały" mnie do gleby. 

W pewnej chwili moje uwielbienie dla Warszawy jakby przygasło. Nie chcę pisać kiedy i dlaczego tak się stało. To przeszłość. Natomiast to, co pozostało, to uczucie, że Warszawa jest "moim miastem", w którym zostawiłam "najpiękniejszy mój świat" i w którym śniłam swoje "kolorowe sny".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz