czwartek, 27 stycznia 2011

Znowu piątek



Aż trudno mi w to uwierzyć, że kolejny tydzień strzelił. Minął tym szybciej, że tyle spraw trzeba było załatwić. Jedne z pozytywnym skutkiem, inne nie. 

Monika nie pójdzie do szkoły, taka jest oficjalna decyzja dyrektorki. Poczekam jeszcze do końca lutego, potem zobaczymy. W każdym razie włosów z głowy rwać nie będę, skoro już tak się stanie. Pewnie, że byłoby mi łatwiej - odwieźć obie do szkoły na tę samą godzinę i koniec. Może jednak Monice potrzebny jest jeszcze jeden rok? Może ona psychicznie nie radzi sobie z byciem w przedszkolu? Może za rok byłoby inaczej? Pytania, pytania, pytania i ani jednej odpowiedzi. 


Gosi wypadły oba dolne zęby. Wypadły już bardzo dawno temu, tylko nie miałam czasu o tym pisać. Oczywiście pomogła im bardzo. Kolebała nimi i kolebała:)




Potem zaczął jej w tym "kiwaniu" pomagać Artur. Kiedy już ząb wisiał na jednym włosku pokazywali mi i się cieszyli, kiedy odwracałam wzrok. Nie wiem, jak Wy, ale mi się słabo robi, dosłownie dostaję ucisku jakiegoś w żołądku, kiedy widzę taki chybotający się kawałek czegoś przynależnego do naszego ciała. Mniejsza z tym. Zęby wypadły, "kiwają" się następne. W szkole dosłownie licytacja: komu więcej wypadło! Evie pokazała mi dziś swój ząb, który wypadł w szkole. Trzymała go z taką dumą i uśmiechem:)


Zdjęcie poniżej mało ostre, ale wstawiam, bo muszę pokazać, jak Izabelka zaczepia śpiącego tatę. Podnosi się i ciągnie koc:
  




A na kolejnym...




...tata leży, dziecko bawi się komórą.


I wreszcie to, co wydarzyło się dwa tygodnie temu:

 

Iza wstała do pionu. Teraz już porusza się przy stabilnych przedmiotach, jeśli tylko stoją dość blisko siebie. 


Ponieważ zyskała dużą swobodę działania, można powiedzieć, że biega po kuchni. Którymś razem zmywam sobie naczynia, Iza bawi się na podłodze i... taka cisza zapadła. Cisza mnie zawsze niepokoi - nienaturalna jakaś jest. Wychylam się i co widzę? Dziecko popchnęło sobie drzwi balkonowe, one się otworzyły i świat poza nimi oczarował Izę. Siedziała tak sobie na podłodze, na przeciw tych drzwi i aż buzię rozchyliła z zaskoczenia, zachwytu...?


I jeszcze dwa zdjęcia z wycieczki styczniowej do Emo:





I moja trójca:





Podzielę się z Wami jeszcze moimi doświadczeniami związanymi z dużym samochodem i dziećmi. Otóż mając 7-siedzeniowe auto, czasami ma się też problem z dziećmi, które chcą siedzieć tylko w bagażniku i wszystkie w jednej chwili. Jedynie Iza jeszczenie protestuje i siedzi na tyle. Wiecie kiedy problem się zaognia? Kiedy masz mało czasu na dojechanie gdzieś tam i jesteś sama z czwórką dzieci, 3 plecakami, kocykiem i wózkiem. 

Tak było ostatnio. Artur w pracy, Dany nie ma, a ja pół dnia wożę dzieci.

Uwierzcie, że rozwiązywanie konfliktów, przypinanie pasów, ładowanie wszystkich sprzętów, zajmowało więcej czasu, niż sama jazda. Oczywiście dało się to wszystko ogarnąć, a jakże. Przy czym nic to w porównaniu z dalszym zamętem, w domu Ann i Davida. 

Wychodzimy z domu, przy aucie już wzrasta napięcie, bo drzwi od bagażnika obstawione przez trójkę dzieci.
Evie i Gosia oświadczają, że jadą w bagażniku, Monika też tam chce, bo z tyłu już nie jest tak fajnie. W końcu, po namowie, siada na swoim miejscu. Wszystkie cztery pozapinane, drzwi zablokowane.
Jedziemy do domu Evie, żeby przebrała się na gimnastykę. Jej ojciec, David, wcześniej już o tym wiedział, więc wpadam tam, przeświadczona, że wszystko pójdzie gładko,a on nie ma przygotowanego dosłownie nic. Zaczyna się: a gdzie masz ubranie? Nie wiem. A może w pokoju? Nie. A może to weźmiesz?...itd. W tym czasie moje dwie dziewczyny rozbiegają się po domu, który traktują prawie jak swój. Ja sadzam Izę na podłodze, biorę miseczkę z jedzeniem i karmię, zostawioną przez Davida, Jessicę. Wpada Monika bębniąc na gitarze, Gosia gdzieś gania z Evie po domu... chaos! Dobrze, że przezornie wyjechałam pół godziny przed zajęciami. Po 20 minutach wychodzimy z domu, zagarniając wszystkie dzieci i tym razem jest mi łatwiej, bo David zapina dzieciaki w bagażniku, a ja te na tylnych siedzeniach. Jeszcze tylko hala sportowa, ponowne przypięcie - już tylko dwójki dzieci - i do domu. Koniec dnia! David odbiera dziewczyny po zajęciach:) 

Oczywiście nie ma tak każdego dnia, ale raz w tygodniu się zdarza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz