piątek, 14 stycznia 2011

Takie tam


Znalazłam moje prawo jazdy. Teraz, żeby go nie zgubić, trzymam w tylnej kieszeni spodni. Moja siostra nie może wyjść z podziwu, jak można było doprowadzić dokument do takiego stanu, w przeciągu jednego roku. Według mnie, nie wygląda tak źle, przybrało półokrągły kształt i trochę się pogięło:




Tak, tutaj mamy dawne, papierowe prawa jazdy - takie książeczki, składające się na trzy(Dana ma takie samo, tylko w kolorze zielonym, jako że jest uczniem na drodze. Nie pamiętam, czy ma tam literę "L" czy też nie.). 
Corina powiedziała, że źle zrobiliśmy wymieniając nasze europejskie na krajowe, bo będą nam naliczać punkty karne - czego mój mąż już doświadczył. Pisałam Wam o tym? 

Artur zawsze krzyczy na mnie, że zbyt szybko jeżdżę i zarobię mandat. Pewnego dnia przychodzi list. Otwieram, a tam zdjęcie rejestracji naszego auta. Myślałam, że zemdleję. No tak, spełniły się jego słowa! Nic, poza tym zdjęciem rejestracji i wysokością mandatu, nie widziałam. Po chwili uspokojenia popatrzyłam na datę - no tak, on był w pracy, czyli ja jeździłam. Pięknie! Zaczęłam intensywnie myśleć, jak to zrobić, żeby nie wiedział o mandacie. Przez czas opracowywania planu, emocje opadły jeszcze bardziej i spojrzałam trzeźwym wzrokiem na list. Ba, zaczęłam go nawet czytać, co zaowocowało tym, że dowiedziałam się ile punktów karnych otrzymam oraz... poznałam miejsce wykroczenia: Dublin, wcześnie rano. Nie wyobrażacie sobie ulgi, jaką poczułam! To był jednak Artur. Do dziś śmieję się z  niego, że jak się jeździ nieprzepisowo, to trzeba wiedzieć gdzie:) Poza tym, tu ludzie jeżdżą dość szybko i tak jakoś "wchodzi się " w to, tym bardziej, jak zna się drogi na pamięć. 
Od pamiętnego mandatu mój małżonek nie przekracza prędkości NIGDZIE! Jedziemy, a za nami sznur aut, bo nie mogą go wyprzedzić:) 


Teraz z innej beczki.

Mój kolejny pasek z ozdobną klamrą:



Piękny. W międzyczasie dokupiłam chyba 4 kolejne. Kocham takie klamry.



Poniżej projekt naprawy sukienki:




Monika wzięła ją raz do przedszkola. Czym pobrudziła? Nie mam pojęcia, w każdym razie nie spiera się, a ponieważ ciuch się jej podoba, trzeba coś wymyślić. Będzie haft na plamach.


I jeszcze jedno:





Znaleźliśmy się w posiadaniu fotela. Takiego głębokiego, wygodnego, marzenie po prostu! Ann nie mogła zmieścić jednego u siebie i zapytała, czy my byśmy nie chcieli. A my oczywiście chcieliśmy. Teraz tylko lampy do czytania brakuje i nasz pokój zacznie przypominać wyglądem czytelnię:) Tak, zaczynam się poważnie zastanawiać nad jeszcze jednym regałem na książki. Jego miejsce byłoby we wnęce, za fotelem. 
 I kiedy już jestem przy książkach to wspomnę, że kupiłam ostatnio "My name is red", " Sea glass", "Shanghaj girls" i " This year it will be different". Czy ktoś mi pożyczy trochę czasu?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz