czwartek, 6 stycznia 2011

Bardzo dawno temu...



Chyba dwa lata minęły od tej chwili, gdy zeszyłam ze sobą kawałki materiału. Dziś wyglądają tak:



Funkcjonują jako podkład na podłogę. Ważne to było szczególnie wtedy, gdy Iza była sporo mniejsza i siedziała lub leżała(głównie to drugie) na panelach. Ostatecznie pracę zakończyłam chyba ze dwa lub nawet trzy miesiące temu, tylko jakoś nie miałam czasu na pokazanie. Dziś narzuta dosuszała się na oparciu kanapy, więc przy okazji cyknęłam fotę. 
Kwiatki biegnące po skosie są naszyte. I tu nauczyłam się jednego: należało to zrobić przed zeszyciem wszystkich kwadratów, bo byłoby to łatwiejsze. Przed skończeniem pierwszego kwiatka, miałam ambitny plan aplikacji na każdym niemalże kwadracie. Później się rozmyśliłam. Oczywiście pomysł z aplikacjami przyszedł mi do głowy, kiedy zobaczyłam zeszytą całość:) Może, gdybym była bardziej wprawna w szyciu, zrealizowałabym swój plan, ale w mojej sytuacji wolałam nie ryzykować.

Przy okazji grzebania w pudłach - bo takie wciąż w naszym domu funkcjonują - znalazłam dawne hafty. Pierwsze, jakie wykonałam w Irlandii. Nie miałam wtedy dosłownie niczego, więc w pasmanterii zakupiłam gotowe zestawy. Wtedy zniechęciłam się strasznie do haftu na podmalowanej kanwie. Dziś wyjęłam obrazki z ramek i zastanawiam się, jak je wykorzystać. 




Pomysł już mi świta w głowie, gorzej z czasem realizacji. Mam jednak nadzieję, że skoro narzuta ujrzała światło dzienne, to i z obrazkami mi się uda.




W najbliższym czasie pokażę też moją dawną pracę na drutach. Wczoraj wieczorem skończoną. Zima i chłód mnie pogoniły:))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz