poniedziałek, 28 czerwca 2010

Sobotnia wycieczka



Ostatniej soboty wybrałam się z dwiema starszymi córkami na krótki-długi spacer do Emo. Pogoda była fantastyczna.

Z parkingu weszłyśmy prosto pod kopułę z koron drzew:





Dziewczyny biegały, skakały, obserwowały owady:




Przy tych ogromnych drzewach były takie malutkie:




Powitały nas też kwitnące różaneczniki:



...które przepięknie pachniały...




...ciekawie wyglądały nawet po przekwitnięciu...




...opadłe kielichy zdobiły trawę...




...a te na krzakach nosiły ślady po niedawnym deszczu...





Dziewczyny musiały "zaliczyć" cyprys, czyli wspiąć się między jego konary:






Cyprys wielkoszyszkowy jest naprawdę wielki:



Ja nie potrafię zrobić mu ładnego zdjęcia, bo to, nie oddaje uroku:



Najróżniejsze odmiany jaśminowców:




I Gosia zbierająca ich drobne kwiatki:



W cieniu też coś kwitło, tu np. pierwiosnki:



i naparstnice:



Ale inne kwiaty też znalazły dla siebie trochę miejsca:






"Zadowolona Gosia":



Jezioro prawie całe jest zarośnięte trzciną i skrzypem - to ten bardziej zielony na pierwszym planie:



Łabędzie kąpały się, kiedy przyszłyśmy nad wodę:




Nieopodal rosły grzyby - nie wiem jakie:




Potem wracałyśmy cienistym tunelem, podziwiając widoki obok:



A przy wyjściu pożegnały nas lipy, które niedługo zakwitną:


I tu wywiązała się rozmowa na temat polskiej i angielskiej nazwy miesiąca lipca. Gosia próbuje to wszystko ogarnąć, ale czasem ma problemy. Ciągle i niezmiennie pyta(zarówno ona, jak i Monika) czy u dziadków też teraz jest lato?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz