poniedziałek, 27 kwietnia 2015
Projekt szkolny
Nie ma to jak projekty na ostatnią chwilę. Pokaz mody z lat 20, 30, 40, itd. Pani powiedziała: może rodzice mają jakieś ubrania? Może coś się znajdzie w SH? Z taką rewelacją przyszła Gosia do domu. Panna miała w głowie, że uszyję jej suknię z 1900 roku, długą, obfitą, dopasowaną w części górnej, itp. Na to nie miałam czasu, materiałów i pomysłu. Stanęło na najprostszym: power flower.
Projekt na godzinkę, gdyby wyciągnąć maszynę. Nie chciało mi się jednak rozkładać tego wszystkiego i postawiłam na szycie ręczne, tym bardziej, że przy okazji oglądałam program "Dzika Skandynawia" na NG.
Szycie to prowizorka, ale na jeden pokaz w klasie nie chciało mi się aż tak bardzo starać.
Do wykonania stroju wykorzystałam dwie pary legginsów(czarne i niebieskie) oraz moją sukienkę w kwiatki i bluzeczkę letnią Gosi.
Spodnie dzwony to pół legginsów i dół sukienki zamieniony na nogawki. Góra stroju to legginsy przekształcone w bluzkę z doszytą plisą, którą ostatecznie pocięłam na paseczki; Nogawki legginsów tworzą rękawy, do których doszyłam falbany z pociętego T-shirtu. Dekolt wykończyłam tym, co zostało z mojej sukienki.
Oczywiście nie mogło zabraknąć napisu. Na nieszczęście, PEACE był za długi i musiał wystarczyć LOVE. Artur skrytykował czarny kolor, ale nie mogłam psuć dobrych, jasnych legginsów(Monika i tak zadba o to bardzo szybko), więc stanęło na czarnych. W sumie chodzi o ideę, a nie dokładne odwzorowanie strojów.
Nogawki miękko układają się w dzwony, ale są dość długie. Mam nadzieję, że Gosia nie wywali się na pokazie. Pozostały jeszcze buty....
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
No to koturny, koniecznie!.. Albo rzemykowe sandałki. *^v^*
OdpowiedzUsuńŚwietnie uchwyciłaś ducha lat 70-tych - dzwony, falbany, kwiaty, opaska na rozwianych włosach, a to najważniejsze.
niestety, nie mam takich butów, a nie było czasu iść do SH. Gosia podjęła decyzję, że bebirze zółciutkie baleriny i tyle:)
UsuńCudowne lata siedemdziesiąte! Jesteś niesamowicie pomysłowa, strój wyszedł genialnie:-)
OdpowiedzUsuńdziękuję bardzo. przyznam się, że podchodziłam do niego jak pies do jeża.
Usuń