środa, 1 kwietnia 2015

Serwetka, która zjadła mi nerwy




....a przynajmniej wiele mnie kosztowała!

Kiedy zaczęłam szydełkować, wszystko układało się ładnie, cały środek leżał równiutko, jednym słowem - idealnie.







Potem zauważyłam, że jakby przybywa mi tego wszystkiego na obwodach i zaczyna się z lekka falować.



...nic to, pomyślałam, naciągnie się! Wiele razy podczas pracy wydawało mi się, że serwetki jest za dużo, a potem, po zblokowaniu, wszystko ładnie się wyprostowywało.



Przebrnęłam już przez pierwsze okrążenie tych "aniołków w sukienkach", jak je nazwałam, przerobiłam setki pikotków  na ich rękawach, więc nie uśmiechało mi się teraz pruć tego dzieła!




Po drugim okrążeniu "aniołków" i kolejnej porcji pikotków, zaparłam się i dociągnęłam pracę do końca, po czym odłożyłam serwetkę do blokowania i tak czekała ponad pół roku. Wczoraj ostatecznie krochmaliłam to nieszczęście i zaczęłam upinać... I już wiedziałam, że to nie to. Wyszło, jak wyszło; nie da się jej rozpiąć na płask, powstają fale. Nie jest źle, ale według mnie traci wiele uroku.




Spakowana, czeka na oddanie w dobre ręce. Już w piątek powędruje do naszych przyjaciół, którym się podoba.

Nić - bawełna 100%
Szydełko 1,5

6 komentarzy:

  1. Cudo ! Przepiękna serweta - śliczny wzór :-) Bardzo mi się podoba.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczna serwetka.
    A mi się właśnie taka podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale wygląda ładnie ! Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  4. I tak jest śliczna.
    Tylko obdarowanej osobie musisz dołączyć instrukcję prania i suszenia serwetki.

    OdpowiedzUsuń
  5. mnie się podoba,widać tak miało być.

    OdpowiedzUsuń
  6. Serweta wyszła piękna. Gdybyś nie powiedziała o co chodzi, to pewnie nikt by tego nie zauważył. Ale wiem co czujesz - mam niestety to samo ;-).

    OdpowiedzUsuń