czwartek, 23 kwietnia 2015

Wicklow Gap, Miners Road, Co. Wicklow część 2



Druga część wycieczki w Górach Wicklow. Etap nieco trudniejszy - tak myślałam na początku, mając na uwadze dzieci, szczególnie 5-letnią Izabelkę. Okazało się, że nie straszne im żadne góry, żadne głazy i wąskie ścieżki.

Gosia pozostawała w tyle, razem ze mną, odpoczywając za każdym razem, kiedy ja skupiałam się na zdjęciach.



Po drodze mijaliśmy ze dwa maleńkie strumienie; dla dziewczyn, przechodzenie po kamieniach nad wodą, było największą frajdą!



Wysoko, nieco po prawej, widac białe plamki; są to dwa wodospady do których nie dotarliśmy, bo Artur obrał drogę na szczyt. Natomiast po lewej widać granicę koryta rzeki górskiej, kiedy jest ona pełna wody. W tej chwili szumiało jej tylko trochę na kamienistym dnie...



...tam, gdzie spływała z większych głazów, tworzyły się mini wodospady, takie dla wróżek i skrzatów:)



Patrząc wstecz.... jezioro coraz dalej, my coraz wyżej.



Chwila odpoczynku na łyk wody i na zdjęcia. Monika nie leniła się, tylko stukała kamieniem w kamień, aby pozostawić swój ślad:) twierdziła, że jak następnym razem tu będzie, to na pewno znajdzie tę delikatną, białą kreseczkę, którą udało jej się wykuć w granicie. Iza też nie mogła usiedzieć na miejscu, skakała między skałami w poszukiwaniu... no właśnie, czego? Sama nie wiedziała.



Tutaj zdecydowanie lepiej widać koryto rzeki, w tej chwili prawie suche:



I szczyty, do których coraz bliżej... Po tych pionowych skałach wspinała się czwórka ludzi. Z naszej perspektywy wyglądali jak mróweczki i tylko dzięki jaskrawym kurtkom, które mieli, udało się nam ich przypadkowo wypatrzeć.



Iza i Monika na czele wyprawy!


Podczas tej wędrówki na szlaku, spotkaliśmy jeszcze dwójkę dzieciaków z rodzicami. Poza tym wspinali się tylko dorośli. Monika oświadczyła z dumą, że w takim razie one są już w stopniu zaawansowanym w chodzeniu po górach!




Krajobraz na razie smętny, szaro-żółto-bury. Gdybyśmy przyjechali tu w maju, wszystko ożyłoby dzięki dzieleni. Nie wykluczam, że wrócimy w to miejsce, bo bardzo nam się podobało. Poza tym chcielibyśmy dotrzeć do samego końca, czyli wejść na górę, gdzie biegnie trasa, którą jedziemy do doliny.
Artur żałuje, że samochód sam nie może wrócić z parkingu i czekać na nas na górze:) Moglibyśmy wtedy zrobić jeszcze jeden spacer, a tak...



...czekała nas droga powrotna w dół i martwiłam się tylko o to, żeby żadna z nich nie skręciła nogi między skałami.
Zauważcie, jak prawie puste koryto rzeki, które pokazywałam wcześniej, w dole już zapełnia się i wpada do jeziora całkiem sporą szerokością.



Artur był bardzo niezadowolony, że nie doszliśmy na górę. Iza i Monika na pewno dałyby radę, bo dosłownie frunęły po ścieżce. To Małgosia marudziła i w pewnej chwili miałam już dość ciągłego ponaglania, proszenia i zapewniania, że to już niedaleko. Nie wiem dlaczego tak zaczęła kaprysić? Może silny wiatr, który z każdym metrem się wzmagał, tak na nią wpłynął? W każdym razie zdecydowałam, że zawracamy.



Zeszliśmy na dół bez przygód. Ot, ze dwa czy trzy razy najmłodsza się pośliznęła na kamieniu, potem Monika zjechała na siedzeniu, ale obyło się bez obrażeń i płaczu. Dzieci miały solidne adidasy na nogach i tylko cieniutkich wiatrówek nam brakowało, bo wiatr naprawdę przewiewał wszystko.

Urok meandrów rzeki:



A tutaj znak, tuż przed szlakiem górskim, informujący o końcu trasy spacerowej:



I pomyśleć, że taki wysoki Artur, jest taki maleńki na tle gór, bardzo niskich gór:



Energia nie opuszczałą dziewczyn; już nie szły wytyczoną trasą, tylko znajdowały swoją własną, miedzy skałami. Oczywiście pozwalaliśmy im na to na własne ryzyko i niektórzy patrzyli na to krytycznym wzrokiem, ale kiedy dzieci mają się nauczyć, że w górach jest niebezpiecznie?



Mikroskopijna Iza na skałach:


Po szaleństwach postanowiła jednak odpocząć przez minutę i pozowała do zdjęć.



A tu taki napis:




I na koniec to, co zafascynowało dzieci: Moniki cień w okularach. Iza stwierdziła, że Monika ma dziurę w głowie i słońce przez nią świeci:) Nic innego na razie do niej nie trafia, choć dziury nie widzi.


6 komentarzy:

  1. Fajne kamienie, coś podobnego jak w naszych Górach Świętokrzyskich, tylko nasze góry porośniete drzewami, a tu taki niesamowity czysty krajobraz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i takie właśnie widoki jednym się podobają, a inni uważają za pustkę, która przygnębia. Dla mnie są to wspaniałe wyprawy z wielu względów.

      Usuń
  2. Jakbym tam z Wami pojechała, to spokojnie można by mnie zostawić nad tą piękną wodą, za żadne skarby nie poszłabym wspinać się po skałach, za to w wodę mogę patrzeć godzinami i mi się nie nudzi. *^v^*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Irlandia jest w połowie jak najbardziej dla Ciebie :) wody wkoło wyspy dużo, do każdego krańca w miarę blisko, po drodze mnóstwo rzek, strumieni, nawet jezior...



      Usuń
    2. A wiesz, że już prawie do Ciebie jechałam?.... *^v^*
      Mąż był ostro rekrutowany, jednocześnie przez firmę w Dublinie i w Warszawie, no i tak się złożyło, że na razie przyjął ofertę miejscową. Ale kto wie, co los podsunie nam za jakiś czas... ^^*~~

      Usuń
    3. nic nigdy nie wiadomo, może faktycznie tak się zdarzy:) póki co, to ja pierwsza zjawię się w PL :) dzieciaki już odliczają tygodnie - lepiej wygląda liczba, a ja gromadzę upominki. i też czekam!

      Usuń