czwartek, 9 kwietnia 2015

Slieve Bloom Mountains kolejny raz



Przez te dwa tygodnie niewiele udało mi się zrobić w domu, nie tknęłam ani jednej robótki, a wszystko za sprawą wycieczek, których odbyliśmy kilka i jeszcze conajmniej jedna nas czeka.
W związku z zaistniałą sytuacją, kolejny wpis na temat tutejszych "okoliczności przyrody".


Wyjazd w pobliskie góry Slieve Bloom.



Spacer udany, choć widać jeszcze że przyroda nie nadąża za zmianami temperatur. Wszędzie goło i tylko mchy i porosty ratują widoki swoją zielenią.



Wkoło ścieżki grzązko, a momentami nawet stoi woda:



Na drodze znacznie lepiej i tam już moje maluchy pomykały całkiem, całkiem



Ja zamykałam pochód i pilnowałam, żeby nikt się nie zgubił. O ile na tej drodze to nie stanowi zagrożenia, o tyle podczas wspinaczki po nieco stromym zboczu, trzeba mieć na uwadze dopilnowanie dzieciaków.



Ulobiona pozycja do zdjęć - statua wolności w wykonaniu Najmłodszej.



Kwitną podbiały, jakby to była wczesna wiosna, a tymczasem temperatury nie schodzą poniżej 20 stopni;



Podczas całej wyprawy szedł spór między dziećmi, a Arturem, czy osiągnęły już zaawansowany stopień chodzenia po górach, czy średni.



Artur wręcz je podpuszczał i co chwila stwierdzał, że one są dopiero początkującymi wędrowcami.



Ostatecznie stanęło na tym, że plasują się na środku i to już je nieco uspokoiło!

Zejście w dół tą ścieżką byłoby znacznie atrakcyjniesze wizualnie, gdyby to był koniec kwietnia lub maj. Zieleń zalałaby krajobraz.



W skalnym korycie rzeki zrobiliśmy sobie postój, piknik i odpoczynek. Dzieci wykorzystały to na zabawę i oczywiście już na samym początku skończyło się to poślizgiem na skale i plaskaczem w wodę. W krótkich odstępach czasu takie upadki zaliczyły wszystkie trzy; legginsy i skarpetki suszyły się na krzakach, a one boso chlapały się w wodzie. I nawet, jeśli są dość odporne na zimno, to górska rzeka je pokonywała; za każdym razem, kiedy wchodziły do wody, wyskakiwały już po 30 sekundach(wiem, bo specjalnie było to liczone). Sama sprawdziłam i mogę potwierdzić, że woda była lodowata, więc po godzinie zabawy założyły swoje wilgotne ubrania(tu musze odnotować przy następnej okazji, żeby wziąć zapasowe) i ruszyliśmy w drogę powrotną. Dzieci nie zachorowały, jeśli ktoś miałby wątpliwości:)




Przy końcu ścieżki, dzięki temu, że nie było tyle liści na drzewach, dopatrzyłam się jeszcze jednego, małego wodospadu:



Miejsce czarowne, szczególnie po południu, kiedy słońce oświetla zielone głazy,a  woda rozpryskuje się na kamieniach, tworząc kaskady diamentów.



Wycieczkę uważam za naprawdę udaną. Dojazd około 30 minut, spacer 2-3 godziny(zależnie od czasu piknikowania i wyboru szlaku oczywiście), potem jeszcze jeden piknik na parkingu przy stolikach i powrót do domu.
Dobrze jest mieć takie góry "pod ręką".

8 komentarzy:

  1. Myśmy byli wczoraj wiczorem na pierwszym dłuższym spacerze i właśnie żaliłam się, że szkoda, że nie ma u nas żadnych górek... Takie w zasięgu 30 min samochodem byłyby idealne:-)
    Fajne są te Wasze wycieczki:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przyznaję, że dobzre jest mieć takie góry "pod ręką"

      Usuń
  2. zdjęcia przecudowne, naprawdę podziwiam Wasze wypady, macie widać bakcyla.

    OdpowiedzUsuń
  3. Góry to nie moja bajka, ale okolice piękne, szczególnie wodospad!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja z kolei kocham wszystko: góry, morze, jeziora, łąki, lasy... byle jak najdalej od ludzi:) specjalnie towarzyska nie jestem.
      jeśli ten wodospad Ci się podoba, to szkoda, że nie widziałaś pozostałych. Tym razem nie robiłam zdjęć trzem innym, które zawsze mijamy na tej trasie.

      Usuń
  4. Dwie piękne wycieczki i wspaniałe zdjęcia.
    Dziękuję za możliwość wycieczkowania z Wami w piękne okolice.
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję Splociku, zapraszam na kolejne, wszak na pewno będą.

      pozdrawiam

      Usuń