niedziela, 17 kwietnia 2011

Znowu biegam



...po dwóch tygodniach przerwy, kiedy to Artur wizytował Polskę. 

Zaczęłam wczoraj, wczesnym rankiem. Może nie takim wczesnym, bo o 7 rano, ale dla mnie to wciąż prawie zabójcza pora, zważywszy na częściowo nieprzespane noce. Ponieważ kondycję mam trochę lepszą, niż kiedy zaczynałam swoją przygodę z joggingiem, wybrałam trasę przez miasto. Już nie bałam się, że nagle dostanę zadyszki, albo padnę gdzieś pod ścianą, bo oddechu nie będę mogła złapać.
Przebiegłam 3km. 
Dziś było lepiej, bo pokonałam trasę jeszcze dłuższą - ponad 4km. Przeskoczyłam swoją barierę, jak to określa Artur. W pewnym momencie myślałam, że już nie dam rady zrobić ani jednego kroku, wypluję płuca, albo coś podobnego. I nagle... wszystko przeszło i mogłam biec i biec. 
Jutro klejny dzień i znów przerwa, bo Artur idzie do pracy. I oby tak dalej. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz