sobota, 30 kwietnia 2011

Trzeba wziąć się w garść...



...a nie marudzić. 


Dziękuję Wam za te wszystkie komentarze, za wszystkie miłe słowa... 


Nie wróciłam jeszcze do tego dawnego swojego "ja", ale tak naprawdę nie mam czasu się nad tym zastanawiać. W sumie nie wiem, dlaczego nagle mnie wszystko przybiło. To nie tak, że siedzę, myślę i ubzdurałam sobie coś z braku zajęć. Mój nastrój pogarszał się i pogarszał, aż pękłam; ale dośc o tym.


Wyjęłam maszynę i zaczęłam troszkę szyć. A tutaj niemiła niespodzianka. Nitka rwie się przy pierwszym ruchu. Sprawdzała ustawienia napięcia nitki górnej, nawet dolną sprawdziłam, zmieniłam igłę, zmieniłam nić... żadne zabiegi nie pomagają. Zdarzy się, że po kilku centymetrach dopiero nitka jest urwana, ale najczęściej na początku. 
Z tego wszystkiego miałam plany, a wyszło znów, jak wyszło. Obiecałam sobie, że już nigdy nie pożyczę maszyny na czas nieokreślony. Teraz jest, jak jest.

Zmieniłam firaneczkę w kuchennym oknie. Został mi kawałek materiału po szyciu zasłon do jadalni. Zmontowałam całość po uprzednim przemyśleniu koncepcji, zszyłam, powiesiłam i... okazało się, że źle to zrobiłam. Zapomniałam o jednym punkcie. Firanka, w moim zamyśle, miała być marszczona. Zapomniałam jeszcze raz przeciąć na pół materiał. Zamiast tego podłożyłam szerszą zakładkę na pręt, na którym jest powieszona. Jeszcze w trakcie szycia zastanawiałam się, dlaczego wyszła mi dłuższa, niż planowałam?
Trudno.  




Ten materiał ma urok tylko wtedy, gdy jest z podszyciem, które wyeksponuje delikatne kwiaty. Nie zrobię podszycia, skoro chciałam maksymalnie krótką firankę, żeby zabierała jak najmniej światła. Gdyby była marszczona, tak, jak planowałam, okno wyglądałoby ciekawiej.





Rankiem firanka wygląda tak, jak na powyższym zdjęciu. Dopiero popołudniowe słońce rozświetla ją i dodaje uroku. Takie jest moje zdanie.




I jeszcze widok z zewnątrz. Może dlatego, że poprzednia firanka była suto marszczona, okno wydaje mi się teraz puste? Sama nie wiem.


Stąd też poczyniłam przygotowania do przemodelowania dawnej firanki. Zobaczymy co mi wyjdzie tym razem:



Dziewczyny poszły spać, ja rozłożyłam ten kawałek materiału na podłodze i przypięłam delikatnie niebieskie tasiemki. 




Kolor tasiemek jest zdecydowanie ciemniejszy, ale tu słoce wszystko wybieliło. 


Teraz tylko życzę sobie, żeby maszyna zaczęła ze mną współpracować:) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz