poniedziałek, 12 marca 2012

Spontaniczna wyprawa



...taka "na szybko", wiecie, nie zastanawiasz się długo, tylko wrzucasz na siebie co pod ręką i jedziemy! 

Tym razem Artur spał, a my pojechałyśmy na wycieczkę do lasu. Są w nim wyznaczone 3 szlaki spacerowe. Wybrałyśmy jeden, potem zmieniłyśmy na kolejny i tak sobie wędrowałyśmy po wczesnowiosennym lesie. Wyprawa miała miejsce na początku lutego, stąd jeszcze tyle szarości.



Nie obyło się bez ciągłego dopinania kamizelki, poprawiania czapki, itp. rzeczy:




Starsze dziewczyny wyrwały do przodu i nawet tak bardzo nie obawiały się już tego oddalenia. Oczywiście na każdym kroku znajdowały coś NIESAMOWIECIE CIEKAWEGO! Monika pochylała się nad każdym stworzonkiem i najchętniej utuliłaby go w swoich paluszkach. Czym to by się skończyło dla tegoż stworzenia? Każdy chyba może się domyśleć. Dżdżownice z naszego ogrodu już wypowiedziałby się szeroko na ten temat! 





Gosia szukała kwiatków i zbierała wszelkie ciekawe listki i gałązki. Dołączyła do niej i Monika - z braku robali - nie mam pojęcia? Artur zawsze powtarza, że to ciągnięcie z lasu liści i gałęzi czy też przydrożnych chwastów i późniejsze magazynowanie tego w domu, to skrzywienie po mnie i moich ogrodniczo-przyrodniczych zapędach. On się wścieka, ja im pozwalam, a samochód wygląda jak wygląda:) Dobrze, że to kombi i ma duży udźwig:) 

W lesie są stoliczki i ławeczki dla ewentualnego odpoczynku, może relaksu ze śpiewem ptaków w tle(nie wyobrażacie sobie, jak u nas drą się ptaki! mam na myśli - śpiewają. Budzą mnie około 5 rano i świergolą. Trwa już to od początków lutego). Gosia, jak widać, potrzebowała odpoczynku:





Dwie młodsze też przysiadły: jedna ze starą, świerkową gałązką, a druga z ciastkiem ryżowym. Aż mnie dziw bierze, że tak zgodnie "trwały" obok siebie. To prawie niemożliwe. Monika przyniosła gałązkę do naszego ogrodu, posadziła i z niezachwianą wiarą czeka, aż urośnie z tego takie ogromne drzewo, jak te, które widziała w lesie. 





Na koniec , do pozowania, została tylko Iza; w zapatrzeniu swoim nie zauważyła, że spadł jej kaloszek:)





Tak..., a później, po tym wszystkim, zostało tylko błoto w samochodzie, które niedawno pazurami wyrywałam:), kilka zdjęć i wspomnienia chwili w naszych głowach....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz