poniedziałek, 26 marca 2012

Jeszcze o moich diabełkach

Moje dzieci lubią intensywne, pełne ruchu, biegania i krzyku życie. Są niezmordowane! Jazda na hulajnodze...





...czy rowerze...



...wcale, ale to wcale ich nie męczy. Wciąż są pełne energii.




Jak widać na powyższych zdjęciach, Gosia jeździ bez kółek pomocniczych, a Monika doczekała się swojego dorosłego roweru. Szaleństwo na parkingu zapanowało!


Wycieczki, po rowerowych szleństwach, też nie są w stanie ich wykończyć. Wybieramy długie, na kilka kilometrów trasy i nic.




Izabela porywała się nawet na wspinaczkę(nie wysokogórską, ale też wysoką). Na szczęście złapałam ją zanim te bale zaczęły się obluzowywać.


Potem kolejna zabawa za domem(pogoda wciąż nam dopisuje: 19 stopni w cieniu; najmłodsza niestety ma trochę kaszlu i stąd jej ubranie)...





...i Izabela ostatecznie padła...




...na chwilę. Na całe 10 minut! W każdym razie poleżała sobie na słoneczku i przez moment zapanował spokój. Błogi spokój, bo starsze też zniknęły.


I tu już inne zdjęcie: pozdrowienia dla Rodzinki w Polsce - tak chyba można zatytuować tę fotkę:




Gosia akurat była w dobrym humorze, podobała jej się sukienka i sweterek i raczyła ładnie zapozować. 


A jutro znów ma być minimum 19 stopni!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz