poniedziałek, 19 marca 2012

Rytuał czesania



...porannego czesania to istna masakra. Gosia już jest starsza i znosi to lepiej, ale Monika... płacz, krzyki, wrzask nawet. Ostatnio była na tyle dzielna, że udało mi się włosy rozczesać idealnie. Wyglądała ślicznie. O tak:





No właśnie... te kręcone włosy. Dramat, jeśli idzie o czesanie. A kupiłam już specjalnie grzebień z grubymi zębami, bo szczotka odpada, tak samo, jak gęste grzebienie. Wszelkie odżywki ułatwiające rozczesywanie... pozostawiam bez komentarza. Może z czasem Monika podrośnie i się poprawi, to znaczy będzie cierpliwsza? Jedyne co ją zmusza do wytrwania podczas tych "tortur", to chęć posiadania długich włosów. 

Gosia ma już zupełnie co innego na głowie (i w głowie): 




Gęste, grube, dość sztywne włosy. Czeszą się o niebo lepiej. Też pamiętam czasy, kiedy co ranek toczyłam boje. Nawet nie wiem, w którym momencie wszystko to się skończyło. Teraz Gosia wytrzymuje prawie wszystko; oto dowód:




Uwierzcie, stworzenie tego na głowie zajęło mi mnóstwo czasu. Nie jeden raz ją szarpnęłam, pociągnęłam jeden czy dwa włosy. Wytrwała. 


O Izabeli nie piszę, bo u niej na razie sianko. Jaśniutkie, bielutkie, można by rzec, ale sianko.

Napiszę za to o jej zasobie słów. Nie jest on wielki, bo na razie w główce zamęt. Angielski, polski... który wybrać? Angielski jest prosty w wymowie i sporo słów Iza wybiera z tego właśnie języka. Jej rówieśniczka Jessica(Irlandka), o miesiąc młodsza, mówi bardzo dużo. Z tym, że tam w domu jest tylko angielski. Porównajcie, co jest łatwiej wymówić:
ball(bol) czy piłka?
hi, bye czy cześć?
one, two, three czy jeden, dwa trzy?
look czy zobacz? itd, itd...
W każdym razie Izabelka stara się i mówi ile potrafi:

mle mle - mleko
ti(z ang. tea) - herbatę
gogo, momo - Gosia, Monia
ciocio - ciocia
dzień - to mówi dokładnie! zawsze kiedy się obudzi, a ja jeszcze leżę, Iza woła: mama, dzień! i trzeba wstawać.
mu - serek żółty, który uwielbia jeść; 
bla bla bla - czarownica
tati, tata, dadi - tata  

...i wiele innych słów, które sa niezbędne do porozumiewania się z nami.

Bardzo ważny w jej życiu jest samochód:) wystarczy, że słyszy słowo samochód, car, czy auto, od razu woła brum! i pędzi do wyjścia. Na parkingu bezbłędnie odnajduje nasze oba samochody i po prostu UWIELBIA JEŹDZIĆ! Ba, nawet próbuje prowadzić, kiedy siedzimy w aucie i czekamy. Ostatnim razem zablokowała kierownicę, prawie urwała drążek zmiany biegów(żartuję, ale szarpała nim nieźle), włączała kierunki, światła awaryjne i wszelkie pozostałe światła, jakie są w aucie, a na koniec odkryła klakson. Mój renault stał jak jakaś mini dyskoteka: dźwięk, światło, a do tego kołysanie się na boki:)


Mówiąc o jeżdżeniu: tęsknię już za wycieczkami. Nie mogę się doczekać, kiedy zaczniemy sezon! W tym roku będzie to troszkę bolesne, bo paliwo poszło strasznie w górę, ale... wolę sobie czegoś nie kupić, niż nie pojechać:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz