niedziela, 15 kwietnia 2018

Dublińskie ZOO




Wiosna, lepsza pogoda to i zaczynamy myśleć o wyjazdach. Ostatnia sobota miała być nie tylko w miarę ciepła, ale i słoneczna; słoneczna, to może zbyt mocne słowo, ale jak na tutejsze warunki, nie można narzekać.
Już w piątek zaplanowaliśmy wyjazd do dublinskiego ZOO. Skoro zaplanowaliśmy - dwie młodsze zrezygnowały z pójścia na urodzinowe przyjęcia do swoich koleżanek z klasy, na rzecz wyjazdu - to A. zakupił bilety online, żeby było szybciej i przyjemniej i następnego dnia pojechaliśmy na wycieczkę.
W ZOO nie byliśmy od dwóch lat, a jak pisałam już kiedyś, co roku pojawiało się coś nowego, coś co urozmaicało wizyty. Teraz też tak było.

Ot, choćby repliki drzew, które połączone są linami, po których przechodzą sobie małpy. To była dla mnie nowość.



Jak widać na zdjęciach, zbyt wiosennie jeszcze nie jest. Na zdjęciach z 12 kwietnia 2006 roku jesteśmy w ZOO ubrani w letnie rzeczy. Co za różnica :)


Na wybiegu dla fok, czy raczej basenie, zrobiono możliwość obsewacji tych zwierząt pod wodą.  Coś pięknego, kiedy tak z gracją pływają!



Flamingi urzekły Izabelkę, która zafundowała im całą sesję zdjęciową.



PO raz pierwszy udało się nam zobaczyć panterę śnieżną, która była tam zawsze, ale zawsze też ukrywała się gdzieś w swojej małej jaskini. Teraz leżała, ba, dwie leżały w pełnym słońcu i leniwie rozglądały się dookoła.
 

Przy okazji dowiedzieliśmy się, dlaczego pantera śnieżna ma taki długi i dość szeroki ogon. Otóż w mroźne dni, leżąc, owija nim sobie pysk, jak szalikiem. Chroni to ją przed ostrym wiatrem i mrozem.


Piękna, prawda?


W pawilonach z krajów tropikalnych, akwateraria też można podglądać do samego dna, czego wcześniej nie było.



Pojawiło się wiele interaktywnych zabawek, typu spreparowanych skór gadów, węży, itp., które można dotykać. Izę zafascynował szkielet węża, a potem bawiła się, naciskając przycisk i słuchając jak wypchany grzechotnik grzechocze końcówką ogona.



W kolekcji znajduje się czaszka hipopotama z dublińskiego zoo, który umarł po tym, jak jeden ze zwiedzających wrzucił mu jabłko; zwierzę udusiło się gdyż cały owoc utkwił mu w gardle. To pokazuje dokładnie, dlaczego nie wolno karmić zwierząt!

Repliki dinozaurów zafascynowały dzieciaki.









I na koniec nasza trójka już nie maluchów:


1 komentarz:

  1. Rodzinka w komplecie,piękne Zoo,a najstarsza panienka to mała Aneczka,pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń