piątek, 19 grudnia 2014

Spotkanie wigilijne w szkole polskiej


W czwartek po południu udaliśmy się - po raz trzeci w tym tygodniu! - do sąsiedniego miasteczka na polską Wigilię połączoną  z występem świątecznym naszych pociech. Od dwóch tygodni dziewczyny jeździły na próby - to znaczy były wożone, aby teraz wystąpić przed wszystkimi rodzicami.

Dorośli ze swej strony przygotowali poczęstunek, a szkoła polska drobne upominki dla każdego dzieciaka, w tym dla rodzeństwa tych, którzy uczęszczają na zajęcia. Stąd Izabela, mimo że jeszcze nie jest uczennicą placówki, też otrzymałą podarunek.

Ja upiekłam nieśmiertelne ciasto czekoladowe, które na ogół cieszy się niesłabnącym powodzeniem. Żeby nie było takie wysokie, a raczej obszarowo większe, wybrałam największą formę. Ciasto wyszło niższe, ale za to o niebo podzielniejsze. Izabela wystartowała do niego zaraz na początku poczęstunku, bo to jej ulubiony deser. Wpałaszowała aż dwa kawałki.




Zanim jednak do poczęstunku doszło, dzieciaki popisywały się swoimi wierszykami i śpiewem kolęd i piosenek bożonarodzeniowych. Wszystko odbywało się na takiej scenie:



Jak widać na poniższych zdjęciach, Monika była niezwykle znudzona oczekiwaniem, w dodatku oczekiwaniem w pozycji siedzącej, bez możliwości szaleństw.



Co i raz rzucała mi niespokojne spojrzenie z pytaniem w oczach: kiedy się to skończy?



Dzieci recytowały i śpiewały pięknie. Wprowadziły niesamowity nastrój, który chwytał za serce, przypominał nam o tym, że tam, w Polsce, nasze rodziny też się przygotowują do tego wielkiego święta. Przyznam, że nie raz łezka zakręciła się mi w oku.... Będąc tak daleko dopada nas co i raz nostalgia, próba uchwycenia tego, co nieuchwytne, przeniesienia do nas... i niby to ten sam czas, wszystko tak samo wygląda czy to tutaj w Irlandii, czy w Polsce, a jednak jest odczuwane inaczej.

 Izabela przygadała sobie chłopaka - syna naszych sąsiadów z osiedla; siedzieli tak sobie na ławeczce i rozmawiali o swoich sprawach:



Po poczęstunku, a w zasadzie w trakcie jego trwania, dzieciaki pobiegły na salę, żeby szaleć. Izabelka wyciągnęła klocki - skąd? - nie mam pojęcia, i zaczęłą je sobie ukłądać.



Prezentowała też co i raz swoje umiejętności na scenie:


Pani Honorata(właścicielka szkoły) oddała sale do użytku dzieci i naprawdę przymykała oko na wszelkie szleństwa. Dzieci biegały, skakały, wymyślały najróżniejsze zabawy i wesoło spędzały czas.

Do domu wróciliśmy po 20-tej. Dla dziewczyn był to wieczór pełen wrażeń. Obie zastanawiały się, czy nie zapomną tekstu, miały trochę tremy, ale na koniec stwierdziły, że bardzo im się to wszystko podobało.
Zapomniałam napisać, że było też dzielenie opłątkiem, życzenia... Opłatków dostarczył polski ksiądz pracujący w pobliskiej, irlandzkiej parafii.

2 komentarze:

  1. Najważniejsze, że, choć daleko od kraju, pielęgnujecie polskie tradycje. Mam wrażenie, że w Polsce Święta już nie są tak oczekiwane i celebrowane. Boże Narodzenie jest w sercu, nieważne gdzie się jest, ale jak się je obchodzi.
    Monika najlepsza ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniałe popołudnie, cudowny wieczór i nastrój, te święta jednak mają coś,to sie czuje.Dziewczyny sprawdziły sie na 100 %.
    Aniu, Tobie i całej rodzinie-Wesołych Świąt i wspaniałego Roku 2015.

    OdpowiedzUsuń