czwartek, 25 grudnia 2014

***


Święta płyną, czas mija... a jak to było  w dniu Wigilii?

Dziewczyny, po wcześniejszych ekscesach, sprężyły się i stanęły na wysokości zadania. Od rana bawiły się pięknie, żebym miała czas na wszystko. A wszystko to znaczy... rozdałam(czyli rozwiozłam, prawie jak listonosz) ostatnie karty z życzeniami dla znajomych i sąsiadów, zawiozłam ciasto czekoladowe naszemu rzeźnikowi(taki drobny prezent, który nawet nie miałam pojęcia, że tak go wzruszy!), a potem zabrałam się za ostatnie gotowania.
Kiedy już kuchnia się zwolniła, wyjęłam zastawę przeznaczoną na specjalne okazje, wyciągnęłam walizkę  z naszymi platerami i dzieciaki zaczęły mi pomagać w dekoracji stołu. Już po 13 - nawet zegar w tle to potwierdza - miałam gotowy stół! Po raz pierwszy odkąd mam dzieci, tak wcześnie udało mi się ogarnąć ze wszystkim.Aż sama siebie podziwiam...



Gosia wpadła na pomysł usadzenia wszystkich przy stole, ale ponieważ Izabela ciągle zmieniała zdanie na temat tego, gdzie najlepiej siedzieć, Gosia zrobiła karteczki z imionami, wśród których znalazło się też miejsce dla gościa:


Karteczki nie są wyszukane, ale proszę jej wybaczyć, to była praca na ostatnią minutę.

Pod choinką znalazły się prezenty. Zostały pozaznaczane, które przyszły z Polski od jednych i drugich dziadków, od chrzestnych... Chyba w tym roku Mikołaj przymknął oko na niektóre wybryki dziewczyn, skoro okazał się taki szczodry.


Oczywiście po kolacji wigilijnej nastąpiło rozpakowywanie prezentów - części, bo dzieciki oszalałyby z nadmiaru szczęścia - i ogólna radość. Nawet o mnie Mikołąj pomyślał:



Na stół wjechały też ciasta: dla każdego jego ulubione, tzn.: Izabela - czekoladowe mississippi, Monika - sernik, Gosia - makowiec, Artur - szarlotka(ale nie czosnkowa tym razem :) - to takie nawiązanie do wakacji w Polsce)



Tylko dwa razy do roku wysilam się na takie pieczenie dla każdego, no chyba, że mamy jeszcze jakieś imprezy. Poza tym z ciastami raczej skromnie. Tuż przez świętami nabyłam nową tortownicę, bo poprzednia zaczęła mi się rozpinać. Wydawało mi się, że jest podobna - 30cm, ale okazało się - po grubości sernika, że jest o 5cm większa w średnicy od poprzedniczki. Sernik wyszedł dosyć cienki. Z pozostałymi foremkami nie miałam niespodzianek.

Pierwszego dnia Świąt rozwinęło swe kwiaty czerwone  hippeastrum:


Białe dopiero za około miesiąc będzie gotowe do kwitnienia.



Za oknem też kolorowo, bo pierwiosnki obsypały się kwieciem. Do tego młoda trawa, która właśnie odbiła po koszeniu:




A na oknie nowy pelargoniowy przychówek:



Ściana ostatecznie ubrana kartami świątecznymi, bo na kominku już nijak nie mogłam więcej wcisnąć. Zastanawiam się, czy na stałe nie wkręcić mini haczyków w futrynę i biblioteczkę? Nie musiałabym wtedy dziurawić ścian.



A dzieciaki rano, po odpakowaniu reszty prezentów, zasiadły nad sprzętem elektronicznym...



...i całą godzinę mogły sobie pograć, każda w swoim kątku:



Artur tymczasem dzielnie spędza czas w szpitalu, raczy się świątecznym jedzeniem, które mu spakowałam i delektuje podróżą pustą autostradą(przynajmniej w drodze do pracy ). Do tego personel kuchenny też dba o niego, więc chłopak nie głoduje. Żeby mu się nie nudziło, wszak dziś ruch mniejszy, wziął mój czytnik do pracy i w wolniejszej chwili coś tam sobie przejrzy.

6 komentarzy:

  1. wspaniale wyszło, dziewczyny pieknie sie zachowały, bawcie się dalej, u mnie dzisiaj spokój a jutro nalot,

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze,że pojechał autem jest szansa,że czytnik wróci;)
    Fajne te Wasze święta:) Pozdrawiamy z Mazur

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem pełna podziwu dla tego jak jest to u Ciebie wszystko zorganizowane i ogarnięte:)Święta jeszcze trwają , więc życzę wszystkiego co najlepsze dla całej Waszej rodzinki i wszelkiej pomyślności w Nowym Roku:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Wiola, poza tym ogarnięciem, to i wiele krzyku i kłótni było; ale trzeba przyznać, że dzieciaki już starsze, to wszystko idzie lepiej, szybciej, sprawniej...

      pozdrawiam

      Usuń
  4. Pięknie wszystko przyszykowaliście, stworzyliście wspaniałą świąteczną atmosferę, aż miło patrzeć na Twoje zdjęcia:) Córki macie genialne i szczodrość Mikołaja w żaden sposób nie nie dziwi. Pozdrowienia dla Was Wszystkich!

    OdpowiedzUsuń