wtorek, 6 listopada 2012

Miał być komin



...a wyszła stodoła!


I żeby nie było, robiłam próbkę! I z niej jasno wynikało, że ma być tyle właśnie oczek. Kiedy już skończyłam dzierganie(podczas pracy coś mi szeptało, że to źle wygląda!) i założyłam na szyję... okazało się, że nawet jako luźna sukienka jest na mnie za szerokie:) Nic to! Nie wolno Ci się poddawać, powiedziałam sobie po chwili, kiedy już paskudne przekleństwa skończyły tłuc się w mojej głowie. 

Zawinęłam ósemkę i próbuję używać mój twór jako tzw. komin:)


A oto opisane powyżej "dzieło":



Zaprezentowane na Gosi...




...i na mnie.


Leżąc na stole wygląda jak siedem nieszczęść, taka kupka nie-wiadomo-czego.




Na pewno podoba mi się kolor, wiadomo, jakiś tam odcień niebieskości; Caroline zachwyciła się kwiatkami:


 
Jest niemożliwie mięciutki i oczywiście cieplutki, a to chyba jedna z najważniejszych cech.


Na kwiatki wykorzystałam włóczkę 'Romance'. Wyszła do ostatniego metra. Do tego dołączyłam koraliki z jakiegoś naszyjnika. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz