...w tej chwili spokój, jeszcze spokój.
Zakupiłyśmy razem z Izabelą rybę, a nawet dwie.
Niedawno sprzedawali całe łososie, dość spore, przy czym zeszli z ceny o połowę. Skusiłam się na dwa takie po 2,5kg każdy. W tym roku na święta będzie zatem łosoś, a nie karp, którego miłośniczką jestem tylko ja.
Izabela towarzyszyła mi przy całokształcie prac. Łosoś był wypatroszony, więc ta "przyjemność" mnie ominęła, ale już skrobanie łuski i odcinanie płetw, głowy i dzielenie... tak, zrobiłam to sama, mimo że jeszcze za dwa lata temu nie byłabym w stanie.
Kilka dni temu upiekłam też makowy zawijaniec.
Rozwałkowałam jakoś za szeroko i stąd ten zawijas na końcu ciasta:
Po upieczeniu wszystko się prawie wyrównało:
I tylko z ilością maku przesadziłam, a może za cienko rozwałkowałam w środku? W każdym razie nie wyszły ładne warstwy makowo-ciastowe:
Takie trochę to wszystko zawalone, jakby ruina, ale w smaku rewelacja, więc mniejsza o większość. Jeden od razu poszedł tego samego dnia; drugi pocięłam i zamroziłam, żeby nie bawić się przez wigilią.
Swoja drogą wypróbowałam nowy przepis na drożdżowe ciasto i nie przewidziałam, że tym razem wyrośnie aż tak! Powinnam to była podzielić na 4 placki, wtedy i kształtniejsze by wyszły i ładniej może ułożyłoby się ciasto w środku.
Dzięki znajomej blogowej Rest, wypróbowałam błyskawiczne pączki dla dzieci. Rest, one są rewelacyjne! 20 minut i miałam około 40 pączuszków, niemalże takich jak drożdżowe. Dzięki za zalinkowanie tamtej strony.
Może Wy znacie, ale ja dopiero poznałam stronę Skutecznie.TV i jestem zachwycona.