sobota, 18 kwietnia 2009

Przez długi czas...



... nie miałam pojęcia o książce "Twilight". Do momentu, kiedy mój mąż namówił mnie na obejrzenie filmu. Od tego wszystko się zaczęło. 
Tuż przez Świętami kupiłam w tutejszej księgarni "Twilight" i - na szczęście - zaczęłam czytać dopiero w Wielką Sobotę, poświęcając na to każdą wolną chwilę. Gdybym zaczęła czytanie przed świętami, podejrzewam, że w domu nie byłoby nic ugotowane, upieczone czy cokolwiek. 
Dwa dni temu małżonek przezornie zakupił część drugą - "New moon", za którą już się zabieram. Stąd też na blogu nie pojawiają się robótki i podejrzewam, że przez jakiś czas się nie pojawią. Czytanie zawsze było dla mnie zajęciem numer jeden i nawet najciekawszy projekt robótkowy nie był go w stanie przebić.

Uprzedzam ewentualne słowa krytyki: nie dyskutuję z opiniami na temat tej książki. Jednym się podoba, innym nie musi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz