Po raz pierwszy jechały same z tyłu:
Już na wstępie park ukazał kolejną odsłonę kipiącej zieleni i kwiatów:
Monika pod wpływem wrażeń, karmienia ryb, kaczek, łabędzi i obąbków(gołąbków) założyła ręce z tyłu i tak spacerowała przez chwilę:
Potem były już kwiaty i szaleństwa:
Monika nie mogła się oprzeć i zbierała z ziemi opadłe kielichy rododendronów:
Była nimi zachwycona; zarówno kształtem, jak i zapachem.
Przy każdej kolejnej wizycie odnajdujemy kolejne urocze miejsca, niezwykłe, trochę bajkowe scenerie:
Zakątek, w którym niedługo zagoszczą paparocie:
A tu stary cedr, który zwiesił ramiona aż do ziemi i utworzył mini kryjówkę:
Monika "złapana" w obiektyw:
Brzozy wyglądają teraz uroczo:
A błękitne dywany...
... ciągną się nieprzerwanie.
Gosia mogła się wyszaleć na rozległych trawnikach, po których u nas się chodzi i na których się piknikuje:
Stare drzewo obrośnięte mchem, który teraz wyraźnie się zazielenił:
Wysoko w koronach drzew, znaleźć można rosnące paprocie:
Tutaj: jasnozielone, najlepiej widoczne na lewym konarze.
Dodam tylko, że dziewczyny padły wieczorem ze zmęczenia, a ja miałam dzięki temu czas i skończyłam czytać "New moon". Dziś zaczynam "Eclipse", czyli "Zaćmienie".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz