piątek, 24 kwietnia 2009

Dzieciowato

Zupełnie niespodziewania wybraliśmy się na wycieczkę. Oczywiście do Emo - najbliżej , najszybciej i najwygodniej - a to ważne w przypadku moich córek, które nie przepadają za jazdą samochodem.

Po raz pierwszy jechały same z tyłu:





Już na wstępie park ukazał kolejną odsłonę kipiącej zieleni i kwiatów:




Monika pod wpływem wrażeń, karmienia ryb, kaczek, łabędzi i obąbków(gołąbków) założyła ręce z tyłu i tak spacerowała przez chwilę:





Potem były już kwiaty i szaleństwa:









Monika nie mogła się oprzeć i zbierała z ziemi opadłe kielichy rododendronów:


Była nimi zachwycona; zarówno kształtem, jak i zapachem.


Przy każdej kolejnej wizycie odnajdujemy kolejne urocze miejsca, niezwykłe, trochę bajkowe scenerie:









Zakątek, w którym niedługo zagoszczą paparocie:




A tu stary cedr, który zwiesił ramiona aż do ziemi i utworzył mini kryjówkę:




Monika "złapana" w obiektyw:




Brzozy wyglądają teraz uroczo:



A błękitne dywany...


... ciągną się nieprzerwanie.


Gosia mogła się wyszaleć na rozległych trawnikach, po których u nas się chodzi i na których się piknikuje:





Stare drzewo obrośnięte mchem, który teraz wyraźnie się zazielenił:




Wysoko w koronach drzew, znaleźć można rosnące paprocie:


Tutaj: jasnozielone, najlepiej widoczne na lewym konarze.


Dodam tylko, że dziewczyny padły wieczorem ze zmęczenia, a ja miałam dzięki temu czas i skończyłam czytać "New moon". Dziś zaczynam "Eclipse", czyli "Zaćmienie".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz