...i to dosłownie. Monika ostatnio bardzo polepszyła czytanie w szkole polskiej. Zgłosiła się nawet i przeczytała tekst z efektem widocznym na zdjęciu.
Ciesze się bardzo, ponieważ był moment, kiedy moja średnia naprawdę nie chciała chodzić na zajęcia do polskiej szkoły, a każda praca domowa była okropnym doświadczeniem. Teraz jest zdecydowanie lepiej.
Co prawda już w pierwszej klasie zaklina się, że nie będzie chodziła do drugiej, ale myślę, że to minie. W końcu Gosia co roku mówiła że to już ostatni rok, a dotrwała do 4 klasy. Może pójdzie też do piątej? Natomiast najmłodsza już od początku krzyczy, że nawet pierwszej klasy nie zacznie. Dlaczego? Bo nie. Na szczęście to tylko fochy 5-latka:), który średnio raz w tygodniu przychodzi do domu i mówi: "mamo, postanowiłam, że już nie będę chodzić do przedszkola". Następnego zaś ranka dzielnie maszeruje na zajęcia:)
Dumna jestem też z siebie, bo w końcu przygotowałam pojemniki do kuchni. Są niezwykle pojemne, szczelne, ale ich powierzchnia aż się prosiła zainteresowanie. Generalnie były to puszki po mleku(z zamierzchłych czasów, kiedy przestałam Izabelę karmić piersią, a ona musiała jeszcze dostawać jakieś mleko), więc były fabrycznie pomalowane w firmowe wzory.
Kilka takich puszek pomalowałam Duluxem do metalu, ale teraz nie chciało mi się tego rozkładać na kilka dni, wszak jedna warstwa nie wystarczała. Okleiłam je więc cieniutkim papierem pakowym w kolorze kremowym - ikea opakowywała tym jakieś elementy mebli - i nakleiłam maki z serwetek. Na razie powierzchnia jest tylko zabezpieczona rozcieńczonym PVA, ale potrzebuje lakierowania, to pewne.
Teraz skupiam się na szyciu, a to z kolei jest proces powolny, wymagający dokładności i spokoju, czego nie zawsze można oczekiwać przy trójce swoich, i kilku wizytujących, dzieciakach w domu.


