niedziela, 22 lutego 2015

Sobotnie Emo



Pogoda była piękna, aczkolwiek chłód doskwierał, szczególnie w Emo, gdzie od jeziora wiało potężnym zimnem. Po pierwszym szoku skóra przyzwyczaiła się do tego i wszyscy: i dzieci, i my, czerpaliśmy radość  z pobytu na zewnątrz; dzieciaki znowu dostały zastrzyk energii po takim dotlenieniu.

Wybraliśmy dłuższą drogę - wkoło jeziora. Tak wczesna wiosna nie jest jeszcze superatrakcyjna, ale i tak słońce dawało czadu i rozświetlało, może nie ponure, ale zimowo ciemne krajobrazy.


Wszystkie ustrojstwa, przygotowane dla dzieciaków, zostały zaliczone wielokrotnie:


Chwila odpoczynku na ławeczce...



...i dalej do zabawy...



A tymczasem w tle szumiały trzciny...



..w niektórych miejscach przeświecało lustro wody...



Tata brał czynny udział w zabawach:





...a ja "chwytałam" momenty...



Monika niezmordowanie pokonująca przeszkody:



Bardzo podoba mi się ten pomysł z wykorzystaniem drzewiastych gigantów i przekształceniem ich w swoistego rodzaju plac zabaw, usytuowany wzdłuż trasy spacerowej.


Dzięki temu dzieciaki nie czują znudzenia spacerowaniem, mogą wyładować swoją energię na ekstra dodatkach.
Jak widać niżej, Gosia nagle obraziła się na cały świat. Na szczęście na chwilę tylko :) Czasem trwa to o wiele, wiele dłużej, a weszłą w taki wiek, kiedy łatwo ją "zranić" i obrazić.


Jeszcze tylko "armata" i ostatnia zabawka zaliczona:



Pozostało bieganie po nieskończonych połaciach trawników, między drzewami....



Ja natomiast, próbowałam skupić się na fotkach, ale z rozgadaną Izabelą było to prawie niemożliwe. Artur kiedyś skomentował, że w momencie, kiedy włączy się jej gadanie, nic nie jest w stanie tego przerwać. Nawet jedzenie! Między nimi trzema, mówi najwięcej, coś jak jej tata. U niego w  pracy ludzie komentują to tak: otwieram drzwi, słyszę w oddali rozmowę i już wiem, że dziś Artur ma dyżur. W poprzednim miejscu  pracy było podobnie, aczkolwiek nieco inaczej:) Ludzie komentowali: wchodzą, czują na korytarzu zapach tostów i kiełbasek i już wiadomo, że Artur i Plunket(jego/nasz przyjaciel i prawie rodzina) są dziś w pracy.


Ostatnie ujęcia takiego trochę smutnego parku, w szacie zimowej zieleni:


Za chwilę będzie już inaczej:




4 komentarze:

  1. Zielono-omszałe drzewa bardzo nastrojowe. *^o^*
    Widać już nieśmiałą wiosnę!

    OdpowiedzUsuń
  2. piekny wypad, dzieciaki mają już smykałkę wędrowania wszczepioną, a za porady tortowe dziękuję, nie wiem jakby się to miało gdyby dodać soku cytrynowego? to zapewne byłby zbyt leisty,raz w zyciu jadłam naprawdę tort z kremem cytrynowym, był to krem też na bazie masła i już się więcej z takim nie spotkałam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajne te momenty uchwyciłaś, drzewne place zabaw rzeczywiście wyjątkowe, super rodzinny wypad:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ładne zdjęcia! Moje dzieciaki też mają niespożyte pokłady energii, no i oczywiście, Emilii buzia się nie zamyka - może tak mają te najmłodsze...

    Emilia zobaczyła te zdjęcia i stwierdzła "Byliśmy tam!" ... No tak, byliśmy w parku (niebawem wpis) tylko trochę w innym zakątku świata...
    Pozdrawiam wiosennie,
    Motylek

    OdpowiedzUsuń