poniedziałek, 20 sierpnia 2012

19 sierpnia minął



19 sierpnia Izabela przyjęła sakrament Chrztu Świętego w kościele Św. Michała w Portarlington. 


Uroczystość była skromna: 7 osób dorosłych i 4 dzieci. Byli tylko Dana(chrzestna matka), Plunket(chrzestny ojciec) z żoną, dwójka naszych przyjaciół z synem i my.

Izabelka od rana pomykała w sukience:  




W kościele nie tak łatwo było ją ujarzmić, bo kręciła się wszędzie i chodziła własnymi ścieżkami(w tle Gosia i Monika):



Dopiero tata wziął ją na ręce...




...zapozowali łaskawie do zdjęcia...




...i przez chwilę był spokój...



Opaska-wianuszek długo nie gościła na głowie, a nawet jeśli, to szybko zmieniała położenie:




W końcu się zaczęło:



Dostaliśmy miejsca w ławkach: 



Jeszcze kilka fotek " na luzie":



...a potem ksiądz usadził nas w ławce z chrzestnymi:




Wszystko przebiegało gładko do momentu polania głowy wodą. Izabela nie bardzo zgadzała się na takie trzymanie...





...a kiedy poczuła lejącą się wodę, w kościele rozegrała się mała tragedia. Izabela była przekonana, ze ksiądz zaczął mycie głowy i wściekła się! 



W momencie powrotu do pionu, wciąż płacząc i ściskając mnie za szyję, obrzuciła księdza wściekłym spojrzeniem:




I tata, który ja trzymał podczas polewania głowy wodą, nie wrócił już do łask:




Izabela została u mnie na kolanach i nie było mowy o żadnym podaniu ręki księdzu "na zgodę":




Po zakończeniu obrzędu, zrobiliśmy sobie kilka zdjęć z księdzem, i takich rodzinnych, i...ruszyliśmy do domu na małe przyjęcie.


 Na stole gościły maki i haftowany len:    



Było jeszcze kilka rzeczy, parę przekąsek, trochę słodkości i tort, którego nie mam na zdjęciach, bo zniknął:



Cieszę się, że wszystko poszło gładko; za rok kolejna impreza - 1 Komunia naszej Małgosi.

środa, 15 sierpnia 2012

Ostatnia notka przed imprezą





Impreza już w niedzielę. Menu przygotowane, prace rozpisane na poszczególne dni, więc nie powinno być niespodzianek. 

 
Dziś tylko kilka fotek moich działań - ukończonych i tych w trakcie. 




Na początek coś na chrzest: "white shawl" czyli taka polska biała szatka. Tutaj jest to po prostu biały szal, kocyk, płótno, coś, co nakłada się dziecku na ramiona podczas ceremonii. Pytałam znajomych Irlandek gdzie mogę to nabyć, ale one stwierdziły, że przecież mogę sobie zrobić na drutach bądź szydełku. 

Zrobiłam.






Dwie nitki: jedna złamana biel, druga coś z błyskiem:



A poniżej wzór, który szybko się dzierga:




Ukończyłam szalik na chłodne dni:



Siostra dostała zrobiony na szydełku, ja mam swój na drutach, ale kolor identyczny:



I wzór:



Bardzo prosty, ale wymagający ciągłego liczenia i liczenia. Wiele razy podpruwałam, bo nagle zabrakło mi jednego oczka.


Ukończyłam też szydełkowego cosia, czyli chodniczek do łazienki. Nie było w sklepach takich kolorów, to sobie zrobiłam:




Trzy nitki i najprostsze półsłupki:



Wszystko to bawełna, więc chłonie wodę doskonale.



A niedawno zaczęłam kolejny łazienkowy chodniczek - pętelkowy:



Też trzy nitki, więc wychodzi mięsisty, ale do jego ukończenia... jeszcze chwilka.


Teraz znikam robić gołąbki:)

wtorek, 7 sierpnia 2012

Jakaś zajęta jestem ostatnio






...i to nie z powodu dzieci, czy przygotowań do chrztu. 


Mam trzy robótki narzucone na druty czy szydełko. I wszystko robię prawie w jednej chwili. Najostatniejsza rzecz ma być oczywiście zrobiona jak najszybciej. Nie pokażę jej jeszcze, bo nie chcę zapeszyć robótki. 

Póki co, mała zajawka szydełkowego dziergadełka:






Jak widać jest długie, ale niezbyt...





Ma lekko wypukłą fakturę, ale nie za mocno...





Przebija w nim trochę niebieskiego, ale nie za dużo...


Cóż to jest? Zobaczymy

niedziela, 5 sierpnia 2012

Tort orzechowo-czekoladowy





Sprawdziłam następny przepis na tort. 

Kolejne ciasto, które gwarantuje brak zakalca - jest całościowo wilgotne zaraz po upieczeniu, do tego ciężkie i intensywnie orzechowe. Dodajmy do tego jeszcze rum i czekoladę...







Całości nie pokazuję, bo już nie ma. Pozostało tylko trochę. Rano zdołałam zrobić zdjęcie połówce - tort skończyłam przygotowywać wczoraj wieczorem - i całe szczęście.
Jak widać nie jest ozdabiany, bo nie o to chodziło. Chciałam tylko wypróbować przepis.




Podobno nadaje się do zamrożenia - właśnie sprawdzam. Zobaczymy jak zachowa się po rozmrożeniu. 

Ciasto wlałam do swojej dużej tortownicy(25 albo 28cm) i wypełniona była ona pod sam wierzch - dosłownie. Nie urosło jednak dużo, może ok. 1cm powyżej. Tort pochłania cały tuzin jaj i prawie pół kilograma zmielonych orzechów włoskich. Mąki w nim nie ma. 

Masa, którą jest przełożony, zrobiona została z masła i czekolady. Zastanawiałam się nad tym połączeniem, ale jest doskonałe; może za sprawą minimalnego dodatku rumu? Jak widać na zdjęciach, masy używa się bardzo oszczędnie - porcja z przepisu wystarcza dokładnie na cienkie posmarowanie dwóch krążków. I więcej jej nie potrzeba. Do tego polewa czekoladowa na wierzch i... można próbować.

Artur skrytykował ten tort - podobnie, jak kawowy. Nie jest rewelacyjny - to jego słowa. Ja z kolei od razu go polubiłam za orzechy i czekoladę. 

Wiem już, że ciasto upiekę dzień wcześniej, żeby ostygło na spokojnie. 



A z wieści ogrodowych... 




Kolejny powojnik zaczyna kwitnienie - 'Polish Spirit' - kolor jest zdecydowanie ciemniejszy, niż pokazują zdjęcia. 

Poniżej zapowiedź tego, co będzie dalej...




Czy ja już wspominałam, że uwielbiam powojniki?

piątek, 3 sierpnia 2012

Czas ucieka...





...nie mogę powiedzieć, że niepostrzeżenie, ale w zawrotnym tempie! Dopiero zaczynały się wakacje. Wzięłam głęboki oddech od codziennego, porannego pośpiechu(bo nie od porannych pobudek, niestety), a tu już początek sierpnia! Niesamowite.



Ogród kwitnie, czasem zbieram kwiaty do wazonu i choć zetnę dwie, trzy gałązki, przynoszę naręcz kwiatów. Nie trwają długo, ale są moje własne.
 



W tle przygotowania do sierpniowej imprezy - chrztu Izabelki. Powoli gromadzimy wszystko, co potrzebne... załatwiamy formalności- w minimalnej ilości tutaj, a czas płynie...




Sukienka już jest...




A tu przyszła bohaterka imprezy:








niedziela, 29 lipca 2012

Powojniki



Kwitnie na całego. Jedne kwiaty opadają, kolejne się rozwijają. 





Wciąż wypuszcza nowe pąki, które są zapowiedzią kolejnych purpurowych piękności.



Po przeciwnej stronie drzwi kwitną ostróżki:




Wyrosły na półtora metra, niektóre nawet więcej i niedługo chyba mnie przerosną:) Niestety, tutaj wiatr sieje zniszczenie i część gałęzi łamie się pod jego wpływem. 

Niebieski powojnik - pełny, już wytwarza kolejne pąki, tym razem w wyższych partiach, więc będą bardziej widoczne. A na tyłach ogrodu... niedługo rozwinie kwiaty kolejna niespodzianka:)



sobota, 28 lipca 2012

Małosolne ogórki...



...czy to rarytas? U nas tak. 


Po raz pierwszy od 7 lat jadłam ogórki małosolne. Typowe małe ogórki gruntowe(nie te sałatkowe) mogę kupić tylko w polskim sklepie. I to muszę trafić na świeżą dostawę, żeby móc nastawić na kiszenie. W innym wypadku wszystko idzie do wyrzucenia.


Ogórki były tu od zawsze, ale nie zamierzałam jeździć do innego miasta pociągiem, a potem na piechotę wracać z siatami ogórków; aż tak się nie poświęcałam - nigdy, nawet dla takich ogórków. W tym roku postanowiłam spróbować, jako że mam możliwość podjechania autem pod sam sklep:)


Oto rezultaty moich prób:





Ogórki są wspaniałe!




Do zakiszenia wykorzystałam słoik po słodyczach.




Dziewczyny nie były specjalnie zachwycone takimi przetworami:) ale moja siostra i ja...