środa, 25 maja 2011

W końcu udało się



...i wzór jest taki, jaki powinien być. 


Tym razem zrobiłam go z podwójnej nitki, wybrałam też grubsze druty:



Do tego dołożyłam dwa rzędy, które poprzednio jakoś nie wydawały mi się konieczne, a które decydują o wyglądzie. Czy prawidłowym? To już kwestia upodobań. Poprzednia próbka też była ok, ale ja chciałam osiągnąć konkretny efekt, stąd moje dalsze podejścia.

 



Wzór jest bajecznie prosty i według mnie efektowny.


To, co podoba mi się w szczególności, to jego mięsistość:



poniedziałek, 23 maja 2011

Skończyłam...



...to, czego pozostało najmniej na ostatnim odcinku pracy.


Wieczorem wyciągnęłam maszynę do szycia i skończyłam pokrowiec na jedno z trzech siedzisk kanapy. Siłą rozpędu zaczęłam szyć kolejne rzeczy i tu nagle niespodzianka. Dzieci płaczą. W sumie trudno mówić o zaskoczeniu, kiedy ma się dzieci. Musiałam po prostu odłożyć wszystko do następnego razu. 
Chyba to mnie najbardziej wkurza w szyciu; za każdym razem rozpakowuję wszystko i pakuję po krótkiej chwili. Upycham do pudełek, na półki, składam maszynę. Czasem odnoszę wrażenie, że więcej czasu spędzam na składanie i rozkładanie całego bałaganu, niż na samo szycie, ale nie o tym miało być...


Dziś wielki dzień. Zakończyłam pracę nad serwetką, którą zaczęłam szydełkować zaraz po urodzeniu Izabelki. Wyczynem to to nie jest, przyznacie. Praca zajęła mi ponad rok! Mniejsza o to. Dziś nastąpił finał, ostatnie oczko, chowanie nitek i... tym razem nie odłożę pracy do szuflady:) Serwetka ma już swoje przeznaczenie. 
Dziś tylko krzywa, pognieciona zajawka: 





Do tego pokrowiec na poduszkę, na jaśka, może lepiej tak to określić(kocham czerwień za jej "pozowanie" do zdjęć):


Wykonany z resztek włóczek(granatowa to wełna, która byłe przędziona przez moją babcię!). Tył nie nadaje się do pokazania; tworzą go kwadraty, które pięknie nie wyszły, dlatego posłużyły do zrobienia czegoś, czego się często nie ogląda:))


I jeszcze próbka wzoru, do którego dotarłam dzięki xhaftx - dziękuję:


Wyszła trochę inaczej, niż pokazywali, ale już wiem, co źle zrobiłam. Myślę, że wykorzystam ten wzór na kolejną serię szalików. Jeśli będzie wychodził naprawdę ładnie, pokuszę się o zużytkowanie szlachetnej wełny, którą posiadam na stanie. 

sobota, 21 maja 2011

Tu wciąż jestem

Od wielu lat pisze na blox.p, co nie przeszkadza, że czasem chce coś zmienić, wypróbować nowe możliwości. Już raz założyłam bloga, potem skasowałam, ale jak to bywa, wracam ponownie na bloggera.


Póki co, wciąż piszę TUTAJ

Z szycia wzięta


Powinnam wstawić zdjęcia z imprezy urodzinowej Moniki - skończyła 4 lata, ale nie mogę. W imprezie uczestniczyły inne dzieci i nie będę publikować ich zdjęć na moim blogu. Zainteresowanym prześlę na maila lub przez skype. 



Tym razem o szyciu będzie, ponieważ czas mnie nagli, a inne prace mogą sobie poczekać. Powolutku więc kończę szydełkową serwetkę i coś tam jeszcze, gdy tymczasem do kolejki wepchnęły się rzeczy "na wczoraj".


Czapeczka do zeszycia:




Wygląda trochę krzywo, ale wszystko skoryguje szycie. 


Wzór to takie drobne kwiatuszki:





Kolejne dwa materiały - bawełny:









Ten z pierwszego zdjęcia pierwotnie była koszulą nocną; dostałam ją na wyprzedaży za 1 euro. Kupiłam ze względu na kolor i to, że potrzebowałam takiej bawełny do sukienki:
 




Odcięłam górę:



I wstawiłam na jej miejsce haftowany w kwiatki, bawełniany top - zbliżenie kwiatków powyżej. Top był praktycznie nie używany (nie oszukujmy się, ale w Irlandii upały nie trawają miesiącami, zatem nie ma szans na pełne wykorzystanie wszystkich letnich ciuszków, które dziewczyny mają). Postanowiłam to zmienić, szyjąc sukienkę. Łatwiej wtedy narzucić sweterek, bolerko i wykorzystać ubranie.





Jeszcze nie zeszyłam wszystkiego, ale tak ma to wyglądać:



Myślę, że całkiem nieźle, o ile wszystko ładnie się ułoży.

piątek, 20 maja 2011

Lustro



Kolejne lustro, które wypatrzyłam przypadkiem. Potrzebowałam takiego niezbyt dużego do pralni, która też pełni funkcję łazienki na dole. Skoro łazienka, to przydałaby się jakaś szklana tafla... Wydumałam sobie, że nad umywalką powieszę coś w kształcie elipsy, najlepiej w ładnej ramie.

Od chwili podjęcia decyzji, a w zasadzie skrystalizowania się moich oczekiwać co do wyglądu lustra, zaczęłam poszukiwania. Nie jakieś niecierpliwe. Patrzyłam to tu, to tam. Nic mnie nie nagliło. Pewnie dlatego któregoś dnia zobaczyłam to:



Właśnie takie, jakiego szukałam, za całe 5 euro:)


Proszę nie patrzeć na nieporządek, który się odbija w szkle:)) To nasze "najpotrzebniejsze" ubrania, które muszą wisieć na dole. 



Jeszcze kilka detali. Zdjęcia co prawda rozświetlone nieco, ale za to lepiej widać szczegóły:










poniedziałek, 16 maja 2011

Zapomniane zdjęcia



Jakoś tak mi umknęły, a przecież miałam wstawić.

Monika "pracująca", tzn. gra na laptopie. Gra polega na nauce literek na szczęście, bo innej chyba już bym nie zdzierżyła.





Iza przygotowana na słońce:




I huśtawka - dawno temu, kiedy było u nas lato:) Wszystkie trzy i wszystkie zadowolone - co najważniejsze.




To zdjęcie było zrobione podczas polowania na pisanki:





I ostatnie dwa - plac zabaw - huśtawki:







niedziela, 15 maja 2011

Zmiany w ogródku



Podjechałam ostatnio do naszego pobliskiego ogrodnika. Zakupiłam "kilka" sadzonek. Znalazły się tam lobelie, o których szeroko pisałam w tamtym roku. Sprawdziły się doskonale, zatem tym razem też wzięłam od razu 8-pak. 

Zaryzykowałam z rośliną, której przyznam, nie kojarzyłam. Jest to Diascia barberae, zwana tu popularnie twinspur(dwie ostrogi?). Ślicznie kwitnie i dość dobrze się rozrasta. 



Wylądowała w skrzynkach przed domem, razem z pełną odmianą stokrotki i różową pelargonią.






Z różowobiałych stokrotek też jestem zadowolona, wypełniają skrzynkę po brzegi:




W rogu ogrodu rośnie czosnek olbrzymi(którego ogromne liście zjadły mi ślimaki w ciągu trzech dni! coraz bardziej skłania mnie to do zakupu jakiegoś środka, bo dalie mam ścięte do ziemi, maciejka wykoszona jednej nocy, pierwiosnki... szkoda gadać) 
Wracając jednak do zdjęcia. Na pierwszym planie lawenda - niedługo będzie kwitła, a tuż przed nią szałwia:


Kolorowe ptaszki sprawiają radość Izabelce, kiedy machają skrzydłami na wietrze, albo wręcz wirują wkoło własnej osi.

Wzdłuż granicy z sąsiadami posadziłam szałwię - Salvia nemorosa 'Sensation Deep Blue' - to ta przy słupie oraz kolejną lawendę, ale tym razem z białymi kwiatami i bardziej cytrynowym zapachem: 



Po drugiej stronie słupa też jest kawałek grządki, ale na razie nie ma co pokazywać, bo ślimaki wpierniczyły mi pędy dalii. Zostały smętne kikuty. Żeby nie było tak smutno, posadziłam żółte bratki. Rozświetliły ten zakątek ogrodu niesamowicie! Żółty kolor ma to do siebie, a na rabatach pięknie wygląda w połączeniu z fioletowym bądź niebieskim. Z fioletem daje najlepszy efekt.
Bratki są na razie malutkie, ale znając nasz klimat, mam nadzieję na szybki rozrost:





Kolejne zdjęcie - czosnek olbrzymi - jego kwiat, który prawie przekwita:




Natomiast na tyłach domu powiększa się mój ogródek w pojemnikach. Dołączyła do niego mięta - Mentha suaveolens variegata .

To ta mniejsza, białozielona. Ta większa roślina w tle, to też mięta. Zebrałam już pierwszy pokos, systematycznie dodaję do wody z cytryną. Pychota!

 

Nowa odmiana ma mieć trochę inny smak. Zobaczymy. Muszę przesadzić ją do większej donicy. 
Obok mięty, widać uciętą doniczkę z przetrzebioną bazylią. Oprócz tego, na tyłach domu trzymam jeszcze kilka skarbów, o których niedługo...