poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Wielki dzień



Nadchodzi ten szczególny dzień dla Małgosi i dla nas. PIERWSZY dzień w szkole. Sama to przeżywam chyba bardziej niż ona. Ona po prostu cieszy się, że spotka przyjaciół z przedszkola. Już mi mówiła, że w dniu, kiedy pokazywano dzieciakom ich klasy, kiedy poznawały nauczycieli i mogły się trochę pobawić w ich przyszłej szkole, spotkała Eve i Ann - dziewczynki z playschool. Teraz nie może się doczekać jutra. 

Ja z kolei zastanawiam się, kiedy ten czas mi uciekł? Dopiero byłam w ciąży, dopiero ją urodziłam i uczyłam się wszystkiego od podstaw(co z tego, że przeczytałam mnóstwo mądrych czasopism, skoro nic nie zastąpi praktyki?). Kurczę, pamiętam jak dziś, te wszystkie nieprzespane noce. Wtedy, na samym początku, wydawało mi się, że nie dam rady, nie przejdę przez to, bo jak można nie spać kolejną noc i funkcjonować w dzień? Pamiętam te wszystkie krosteczki, wysypki, zaczerwienienia i otarcia... A jutro już moja duża dziewczynka zacznie pierwszą szkołę; co prawda jest to klasa juniorów, jeszcze będzie dużo zabawy, ale nauki też trochę będzie. 

Na drzwiach wisi mundurek, w szafie czekają czarne pantofle, a w jej pokoju plecak z książkami. Wszystko już czeka... na jutro, na wielki dzień. Wielki dla nas, a przecież zwykły dla innych.  



Czy Wy też tak przeżywałyście, kiedy Wasze dziecko zaczynało swoją pierwszą szkołę?  

sobota, 29 sierpnia 2009

Pewnego dnia...




...po prstu czujesz, że nadchodzi. Kto? Co? Jesień. 

Niby drzewa zielone i długo jeszcze pozostaną takie, słońce świeci tak samo jasno, dzień się kończy po 20-tej... Jednak coś już wisi w powietrzu.

Kilka dni temu otworzyłam rankiem okna i poczułam właśnie TEN zapach. Jesienny. Znacie go?

Tak, jesień powoli się do nas zbliża. 

niedziela, 23 sierpnia 2009

Dzieciowato



Gosia, za chwilę dosłownie, zaczyna szkołę. Wszystko już przygotowane: książki, zeszyty, mundurek. Resztę dokupują w szkole: jakieś farby, kredki i inne tego typu rzeczy. My dajemy na to składkę zaraz pierwszego dnia. 

Póki co, zakończył się tzw. obóz wakacyjny w przedszkolu. Ostatniego dnia dzieci mogły przyjść przebrane, jeśli chciały. Oczywiście, że Gosia chciała. Wyciągnęłyśmy sukienkę księżniczki(jakżeby inaczej?) i zaczęłyśmy przymiarkę. W tym momencie włączyła się Monika. Ona też chciała się przebrać! I to natychmiast. O ile pół roku temu nie interesowały jej takie przymiarki, tak teraz nie było opcji, że ona nałoży normalne ubranie. Poszłam więc do szafy i wyciągnęłam kolejny strój(w stroje zaopatrzyła je ciocia - siostra męża - przy okazji naszego ostatniego pobytu w PL). Oto efekty przebierania:



Widać, że Małgosia znacznie podrosła przez te pół roku. Sukienka jest stanowczo za krótka, ale na przedszkolny bal nie była zła.




Monika zachwyciła się rękawiczkami - z tego powodu ręce nosiła sztywno podniesione. 







Monika bardzo lubi tę czerwoną opaskę i przy wszelkich okazjach nakłada ją na głowę. Do tego, któregoś dnia pożyczyła okulary Małgosi i oto jakie przeistoczenie:


 




Mała "gwiazda" skacząca po kanapie.


Małgosia od kilku miesięcy interesuje się książkami z dużą ilościa tekstu. Chętnie słucha długich bajek, które potem opowiada Monice. Z Polski, co raz ktoś z rodziny, bądź znajomych, podeśle nam taką książkę. Tu kupujemy anglojęzyczne, które opowiadamy dzieciom. 
Monika na długie historie jest jeszcze za mała, ale książki proste bardzo lubi. Uwielbia wierszyki, które "wchłania". Swego czasu wciąż recytowała "Kaczkę dziwaczkę", "Na wyspach bergamutach" czy też "Hu hu ha nasza zima zła".

Efekt zamiłowania do książek jest następujący:





Książki nie mieszczą się już na półkach. Te mniejsze wkładam w pudełka dopasowane rozmiarowo. Co jakiś czas wymieniam książki na te schowane w szafach, żeby dziewczyny "odkryły" na nowo to, co już znają.

czwartek, 20 sierpnia 2009

Do przodu



...wciąż posuwa się obrabianie kwadratów z materiału.

Najpierw było tak:

Po obszyciu brzegu igłą pociągnęłam rządek półsłupków.



W tej chwili przybyło troszkę więcej:

Kolejny rząd to słupki z 2 oczkowymi przerwami.


Wiem, że praca idzie wolno, ale w tej chwili tracę serce do wszelkich robótek. W głowie tysiąc innych planów...

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Sałatka



Ze względu na to, że moje córki uwielbiają surówkę z ogórkiem i pomidorem, dość często robię całą jej salaterkę z kilkoma innymi dodatkami.




W wersji lekkiej są to same warzywa z oliwą; kiedy chcę, żeby zjadły coś pożywniejszego, dokładam uduszone i pokrojone piersi kurczaka.


Ogólnie przygotowanie wygląda tak:

- kilka liści sałaty lodowej;
- pół ogórka;
- 2 pomidory;
- 1 cebula lub połowa pora;
- posiekany koperek lub majeranek
- oliwa z oliwek
- sól, pieprz

Sałatę rwę na kawałki, ogórek obieram i kroję na plasterki lub jeszcze drobniej, pomidor podobnie. Cebulę kroję w piórka(por na plasterki).
Wszystko wrzucam do salaterki, zalewam oliwą, wsypuje koperek(majeranek), dodaję sól, pieprz i mieszam. 

Przygotowując surówkę z wkładem mięsnym, zazwyczaj doprawiam czosnkiem przeciśniętym przez praskę(2 ząbki, bo lubimy dość czosnkowe dania). 


Wymieszane warzywa muszą odstać 20-30min. żeby "przejść" swoim zapachem. 


Dziewczyny zajadają się tym daniem, a według mnie jest dość lekkie i specjalnie nie obciąża żołądka. Podczas upałów prawie codziennie robiłam ją sobie na kolację - w wersji bezmięsnej. 

wtorek, 11 sierpnia 2009

Krążki


W wolnej chwili powstały kolejne materiałowe krążki:



Sprułam Małgosi chustkę, powycinałam kwadraty, a z pozostałych resztek zrobiłam kółka:




Myślę, że moga być przydatne w przyszłości. Wystarczy dodać jakiś koralik, guzik na środku i powstanie kwiatek; można ponaszywać je na poszewkę jaśka, jako ozdobę... jedynym ograniczeniem jest nasza wyobraźnia.