sobota, 17 maja 2014

Siedmiolatka



Monika skończyła dzisiaj 7 lat.

Świętowaliśmy w swoim rodzinnym gronie, przy "kupnym" torcie lodowym:



Świeczki "niegasnące"...




...więc zabawy było sporo....



...a pomoc sióstr niezbędna!


Akcja zakończona sukcesem:



Monika zapytała, kiedy dostanie ten WŁAŚCIWY tort, to znaczy upieczony przeze mnie. Będzie i taki, ale za tydzień, kiedy zaprosimy gości. Póki co, Monika ma obiecaną wyprawę do kina - jutro, a dzisiaj, ze względu na przepiękną pogodę, pojechaliśmy do Dublina, do ogrodu botanicznego.


I tutaj, nasza dzisiejsza solenizantka, w kilku ujęciach:



Wiecznie roześmiana, z milionem pomysłów na psoty...



Gotowa gdzieś wejść, kogoś namówić na zakazane...




Nie mogąca ustać ani chwili spokojnie! Chwila, to dla niej za długo.



Zgłębiająca nieznane....





Gotowa zaryzykować kąpiel w stawie, byle tylko zobaczyć tego robaczka z bliska!




Pełna energii, biegnąca przez życie w podskokach...





I tylko czasami wyciszona i spokojna....

wtorek, 13 maja 2014

Bransoletki dziecięce



Któregoś dnia Gosia przyszła ze szkoły z prośbą, żebyśmy koniecznie pojechały do miasta i kupiły paczkę kolorowych gumek, z których plecie się bransoletki. I chociaż tego dnia nie miałam czasu, to już kolejnego dziecko nie popuściło i zakupiłam owe paczuszki z gumkami. Od razu trzy, bo wiadomo, że wszystkie dziewczyny zechcą robić to samo.

I oto one:



Monika jak wojownik przygotowany do bitwy: pomalowana na biało... To jedyne dwa zdjęcia dokumentujące jej ospę; Izabela nie ma ani jednego, bo powiedziała, że wygląda okropnie i chowała się przed aparatem. Ciekawe, że jak wymażą się błotem alo farbami, to nie mają takich oporów.


Małgosia już od początku wiedziała, jak to robić, więc szybciutko nauczyła mnie i dziewczyny. Ona też, jako najstarsza, miała najwięcej cierpliwości, a tuż po niej uplasowała się Izabela!, bo Monika niestety, chęci miała wielkie, ale prawie zero spokoju. Szybko rzuciła woreczek z kolorowymi gumkami i zniechęcona poszła robić coś innego. Izabelka, z drobną pomocą, plotła i plotłą bransoletkę. Przekładała te kolorki na swoich paluszkach i ostatecznie osiągnęła sukces.


Wyroby prezentowane niżej, to dzieło Gosi i moje, bo plecione były troszkę trudniejszą metoda(bardziej pracochłonną), z którą Izabela nie bardzo sobie radziła, a Monika słyszeć nawet o niej nie chciała.




Tutaj już widać jedną - cieńszą - bransoletkę Izabelki. Jest ładna, tylko nie aż tak pełna, jak ta obok:




Skoro już jestem przy Izabeli... Któregoś dnia była w bardzo złym humorze. W końcu, po zrobieniu kolejnej awantury, wysłałam ją na schody, aby usiadła i się uspokoiła. Wychodząc na korytarz odwróciła się do mnie i ze łzami w oczach wykrzyczała: Zrujnowałaś mi życie!

Gosia rozmawiając z Arturem powiedziała coś takiego: tato, jak jestem zła na ciebie, albo czasem krzyknę, to i tak cię kocham. To samo tłumaczyła kiedyś Izabelce, więc teraz ta, od czasu do czasu, wygłasza taką samą sentencję.


Odbiegając od dzieci....

Zakończyłam projekt pt. biała koronka:



Powstała koszula nocna dla Gosi, oczywiście... za duża. Za rok będzie w sam raz, ale teraz musi być zaprezentowana na wieszaku z wkładem ze sweterka.
Pomysł zrodził się, kiedy zobaczyłam ten materiał. Nie wiedziałam, czy koszulka będzie dla mnie, czy dla dziecka, ale ostatecznie padło na najstarszą.




Monika domaga się teraz swojej wersji i chyba będę musiała poszukać w swoich zbiorach jakiego  odpowiedniego materiału.

Ten podoba mi się bardzo. Delikatne gałązki konwalii na kremowym tle. Marzenie... Szkoda, że miałam go tak mało. Materiał to delikatne płótno, bardzo cieniutkie i niesamowicie przyjemne w dotyku.




piątek, 9 maja 2014

Dzieciaki, książka i zieloności w szkle






Izabela już zupełnie wyzdrowiała po ospie, za to w poniedziałek zaczęliśmy powtórkę z rozrywki, tym razem z udziałem Moniki. I o ile Iza przeszła całość gładko(bez temperatury, trochę krostek i krost, trochę swędzenia) to Monika.... To, co się z nią dzieje, to istna masakra. Wiem, to minie, szybciej, niż mi się wydaje, ale póki co, sam krem łagodzący swędzenie i przysuszający krosty to za mało. Dzieciak jest pokryty w całości bąblami większymi i mniejszymi, Nawet w buzi ją wysypało! Lekarz zaaplikował jej dodatkowe środki pomocnicze, ja poczytałam w necie, co by tu jeszcze zrobić, żeby ulżyć w niedoli i jedziemy!
Na zdjęciu, jedne z ostatnich dni przed chorobą.



Zaczęłam interesować sie koktajlami z warzyw i owoców. Coś tam kiedyś czytałam, dziś otworzyłam lodówkę i pierwsze, co wpadło mi w oczy, to szpinak. Wyjęłam i zrobiłam pierwszy pitny eksperyment. Przyznaję, że pierwszy łyk brałam z lekkim oporem i niedowierzaniem, że coś takiego da się przełknąć... okazuje się jednak, że nie tylko da się, ale jest to pyszne!



Zrobiony ze szpinaku, bardzo dojrzałego mango, jabłka i wody. Kielich mieści niespełna pół litra:) i smakuje o niebo, ba, o dwa nieba lepiej, niż wygląda.


W bibliotece udało mi się dorwać książkę - jedną z najnowszych, które dostali. Oboje z Arturem zamierzamy ją przeczytać. Tomiszcze ma tylko 780 stron :) więc trzeba się streszczać!


Książka jeszcze pachnie farbą, jestem drugą osobą, która ją dostała.

Do tego trafiły mi się dwa bezcenne nabytki, oczywiście w SH, za śmieszne pieniądze. Oto one:



Wzięłam ją ze względu na swoją ciekawość i ewentualne potrzeby naszych dzieci. Nigdy nie wiadomo, czego będą potrzebować w szkole. Wiem, że teraz google ma wszystko:) ale książka, to książka.

Kolejna pozycja to poezja irlandzka:


Ta książka to nie tylko wiersze do czytania, to także - jak mówi tytuł - głosy; dołączonych do niej jest pięć płyt z nagranymi utworami, które czytane są przez znane, wybitne postacie. Przy każdym wierszu zamieszczono zdjęcie i krótką notkę o osobie interpretującej wiersz:



Kim są ci ludzie?

Meavy Binchy(nieżyjąca od niedawna), bardzo poczytna pisarka.



Andrea Corr, jedna z sióstr ze słynnego irlandzkiego zespołu The Corrs:



To tylko dwie postaci... Książka pełna jest znanych muzyków, aktorów, projektantów, architektów, polityków i wielu innych, którzy w jakiś sposób stali się znani w tym kraju i poza nim.

czwartek, 8 maja 2014

Nowe nitki i próby ratowania szydełkowego klopsa



Mojej koleżancezabrakło kordonka... trzeba było złożyć zamówienie, a skoro tak, to nie omieszkałam wykorzystać sytuacji i wypróbować kolejne nici do szydełkowania. I oto one:




Piękne, błyszczące(100% microfibra, więc śliskie), kolor ecru?, kremowy? coś w tym stylu.


Zrobiłam nawet próbkę serwetki w serduszka i już teraz jestem zachwycona efektem, aczkolwiek wiem, że będzie to też ciężka praca ze względu na śliskość nitki. I oczywiście na pewno taka paczuszka mi nie wystarczy, więc w przyszłości - dość dalekiej - szykuje się kolejne zamówienie. Chyba, że się rozmyślę.




Skarpetka z nowej włóczki ma się dobrze, dość szybko przybywa, mimo że to jednostajny wzór; oglądam sobie przy tym filmy, więc nawet nie odczuwam monotonii.



Teraz sukienka plażowa. Odprułam materiał, i za radą mojej koleżanki, ułożyłam spore zakładki z przodu i z tyłu; zakładki dokładnie się stykają, umocowane są na płasko i przyciśnięte szydełkowym karczkiem(co ja się namęczyłam z tą cienizną przy układaniu i fastrygowaniu!). Do tego zasznurowałam, w tej chwili też tylko prowizorycznie, dekolt. Dzięki temu mogę sukienkę obniżyć podczas wiązania, a co za tym idzie, na miseczki przypada ta znacznie mniejsza część.


Oczywiście to wszystko sprawiło, że karczek z przodu biegnie pod biustem, aby bokami zacząć opadać w dół, odsłaniając plecy. W sukience na plażę to nie przeszkadza, wręcz jest wskazane. Co bym zrobiła w innej sytuacji?  Chyba musiałabym dopasować część materiałową suwakiem i dopiero wtedy dorobić górę. Prawdopodobnie trzymałaby się wtedy wysoko, ale to tylko moja teoria.



I wstępna prezentacja na stroju kąpielowym:)


Widać, że zakładki ułożyły się kompletnie na płasko i o to mi właśnie chodziło!

wtorek, 6 maja 2014

Szydełkowy klops



Zaczęłam sobie kiedyś szydełkowac ażurową górę, która miała być częścią narzutki-sukienki plażowej. Wczoraj poskładałam wszystko razem i... klops! za duże na mnie.


Za szeroka jest na mnie część szydełkowa, choć mierzyłam ją kilka razy. W biuście za dużo przestrzeni... musiałabym tam jeszcze ze dwa implanty wsadzić, żeby to wypełnić! Poza tym chyba zakładeczki, choćby najdrobniejsze, nie sprawdzą się przy mojej figurze. Może drobne marszczenia? Takie naprawdę minimalne?
Oryginał, który mnie zainspirował wyglądał tak(zdjęcie z sieci, nie mam pojęcia czyje):



Piękny, prawda? U mnie można by było jeszcze zrobić łańcuszek na szydełku i zasznurować górę, jak gorset. Może to by coś zmniejszyło w obwodach? Sama nie wiem. Nie zabierałam się za dorabianie muszelek u podstawy szydełkowej góry, bo i tak chyba to spruję. Trudno. Dobrze, że zrobiło się to szybko. Nie żal czasu.


Na drutach za to postępy:


Druga para skarpetek, z których połowa już za mną. Tym razem zupełnie gładkie ze zwykłym ściągaczem na górze. Prezentacja całości już wkrótce - mam taką nadzieję.

niedziela, 4 maja 2014

Światło ranka



Złapałam kilka promieni wiosennego - u nas już letniego - słońca, kiedy wczesnym rankiem zeszłam na dół. Wiczorem ktoś nieszczelnie zasłonił okno i... widok był warty uwiecznienia, tym bardziej, że główną rolę grały tam ukochane róże.


















piątek, 2 maja 2014

Zaszalałam włóczkowo



Zamówiłam z tureckiej firmy Yarn Paradise włóczki. Na szczęście opanowałam się w porę i nie obciążyłam zbytnio naszego konta....

Dostałam piękne mieszanki wełny:



Angora design



Angora premium


Baby antiallergic



Cashmere gold


Merino gold


Z pierwszej zaczynam już robić kolejne skarpetki. Myślę, że mieszanka szarości ładnie się ułoży. Taką mam cichą nadzieję. Z ostatniej włóczki - merino - powstała pierwsza para skarpetek, które już Wam zaprezentowałam(w postaci jednej ukończonej skarpetki). Dziś zrobiłam ostatnie oczko w drugiej skarpetce i obie powędrowały na półkę.