środa, 8 lipca 2009

Powolny postęp



Zazdrostka sunie do przodu. Niezbyt szybko, bo tysiąc innych spraw dookoła mnie. W każdym razie widzę jakieś efekty i dzięki temu praca nie poszła jeszcze w kąt.

Dwa dni temu:



Pierwszy 100g kłębek kordonku Ariadny zbliża się do końca, a ja mam 3 motywy. Myślę, że jeszcze około pół następnego da się zrobić z tego, co zostało. Jak na razie zazdrostka mierzy 44cm długości, a na szerokość okna wciąż jej przybywa; obecnie jest to 42-43cm. 

poniedziałek, 6 lipca 2009

Ciastolina



Jakiś czas temu trafiłam na bardzo ciekawy blog - ciekawy szczególnie dla tych, którzy mają małe dzieci i chcieliby pobawić się z nimi w jakiś inny sposób, zrobić coś z niczego. 

Filth Wizardry podpowiada, podsuwa wiele pomysów. Niedawno przeczytałam tam o wyspie dinozaurów. Efektem tego było zrobienie na szybko bardzo prostych tras, dróg z ciastoliny:



 


Oczywiście nasze dróżki to zupełna prostota w porównaniu z "Dinosaur Island" ale też moje dziewczynki są trochę młodsze(a przynajmniej jedna) i niecierpliwe; z trudem udało mi się zrobić choć tyle. Klocki lego już ułożyły same, a później... zaczęły zabawę.

Przy okazji dodam, że zakupione stoliki i ławka świetnie spełniają swoje zadanie. W ławce dodatkowo jest skrzynia na zabawki. Jedyny mankament to to, że mebelki malowane są farbą wodną(tak ocenił stolarz) i stąd łatwo przebarwiają się pod wpływem np. farb. 

środa, 1 lipca 2009

Szal po raz drugi



Udało mi sie w końcu skłonić męża do zrobienia zdjęć. Nie wyszły tak, jak chciałam, nie pokazują wszystkich możliwości tego szala. Muszę jednak zaznaczyć, że jego szerokość jest inna od założonej we wzorze, stąd te problemy. 



Zaczynając go dziergać, przede wszystkim nastawiałam się na takie noszenie:



...ale do tego jest zbyt wąski. 


Tu, narzucony na ramiona - trochę je osłania:






Jako tradycyjny szalik:



...chyba powinien spełnić zadanie, zwłaszcza, że jest zrobiony z przyjemnej wełny.


Na tym zdjęciu chyba najwyraźniej widać wzór, który przy tym kolorze, jest dość trudny do wyeksponowania:






Podsumowując: jestem częściowo zadowolona, bo szal jest naprawdę ładny. Poza tym ten wzór robiło się nadzwyczaj przyjemnie i chyba skuszę się na jeszcze jeden - tym razem odpowiednio szeroki, żeby w pełni go wykorzystać. tak jak pokazują na knitty.com


hrabina.ee, środa, 01 lipca 2009

niedziela, 28 czerwca 2009

Lato w pełni


Od dwóch tygodni, a może nawet dłużej, mamy prawdziwe lato. Korzystamy z tego ile się da i na ile sił wystarczy.

Kilka dni temu wybraliśmy się ponownie do Tullamore, tym razem rekreacyjnie i wylądowaliśmy na placu zabaw. Jest on bardzo podobny do naszego, niemniej jednak, moje córki znalazły tam wiele atrakcji. Największą frajdę sprawiało im bieganie po podwieszonym mostku:


Chwiał się na wszystkie strony i dzięki temu dawał mnóstwo wrażeń.


Kolejna atrakcja to fontanna, która jest też małym basenem dla dzieciaków(a przynajmniej tak ją wykorzystują):


Woda co jakiś czas "znika" wśród płyt, by po chwili wytrysnąć niespodziewanie. Często gęsto prosto w twarz jakiegoś dziecka - Monika to zaliczyła. 

 
Większe i mniejsze dzieci biegają między strumieniami wody:




...albo kąpią się w dość płytkich zbiornikach po obu stronach:





W Portarlington aż takich atrakcji nie ma. Za to ostatnio natknęłyśmy się na huśtawkę nad rzeką. Jest to gruby, tkany pas, zawieszony na drzewie. Obie dziewczyny wręcz przepadają za tą rozrywką:





Monika jest mniejsza i znalazła swój własny sposób na huśtanie:






Kiedy jest strasznie gorąco, dużo czasu spędzamy w parku, pośród drzew, które dają choć trochę wytchnienia. Obie dziewczynki uwielbiają przytulać się do drzew, obejmować je, a najchętniej by na nie weszły:



Gosia zawsze jest chętna do pomocy, gdy chodzi o takie zabawy. Chce, żeby Monika zrobiła wszystko, tak, jak ona.






Kiedy idziemy już ulicą, dziewczyny raczej pilnują się nas, a tuż przed jezdnią zatrzymują się i mówią "stop":


 



Czekają na nasze pozwolenie, czyli "go". Dopiero wtedy przebiegają na drugą stronę. Monika bardzo lubi powtarzać "stop & go"; czasem biegnie i wyśpiewuje to na całe gardło.


Niekiedy udaje się zrobić moim córkom całkiem ładne zdjęcia:



...kiedy mają na to ochotę...



...albo nie wiedzą o tym.




Za nami bilans dwulatka. Szczerze powiedziawszy, to powinien być zrobiony już dawno(Monika w maju skończyła 2 lata) i dostaliśmy list w odpowiednim czasie, tyle że... zapomnieliśmy o tym. Poszliśmy z miesięcznym opóźnieniem, choć nie uważam, żeby miało to jakieś szczególne znaczenie. 
Monika rozwija się prawidłowo - wedle słów naszej pielęgniarki środowiskowej. Została też obmierzona:

waga - 12,5kg
wzrost 90cm - tu strasznie zadziwiła panią, że taka wysoka.



A my... Mój małżonek wraz z sąsiadem grają w tenisa, ja biegam(już od ponad miesiąca i to systematycznie), trochę pływam i coś czuję, że będę musiała jeszcze grać w tenisa:))



I na dziś tyle wieści.

 



sobota, 27 czerwca 2009

Pierwszy etap za nami


Małgosia wczoraj zakończyła przedszkole. Ten dzień nie różnił się zbytnio od pozostałych poza tym, że na koniec dzieci dostały certyfikaty ukończenia i pamiątkowe książeczki.


Gosia, po przyjściu do domu, dumnie wręczyła mi certyfikat:






Pokazała też książeczkę, którą pani z przedszkola wykonała dla każdego dziecka: 






W książeczce znalazły się zdjęcia z przedszkola:





Wklejone zostały ich niektóre "zabawowe nauczanki", np. cyferki:






...oraz kilka innych, szczególnych prac:





Teraz przed nami następny etap. 

Mieliśmy już spotkanie w szkole. Zaproszeni zostali rodzice z dziećmi. Maluchy poszły do swoich klas - Gosia jest jedyną Polką w swojej grupie - i miały około godziny na poznanie się z nauczycielką, rozmowy i zabawę. W tym czasie rodzice spotkali się z panią dyrektor, która wygłosiła pogadankę "o wszystkim", po czym wręczyła każdemu koperty ze spisem książek, zeszytów, części uniformu.

Dziś Gosia dostała pierwszą koszulę:





Zostały do kupienia koszulki, spódniczki lub sukieneczki, podkolanówki, rajstopy, pantofle, ubiór sportowy i najważniejsze: sweterki z wyhaftowanym emblematem szkoły. Trochę tego jest...

wtorek, 23 czerwca 2009

Zdradzone szydełko


Od jakiegoś czasu szydełko nie widziało światła dziennego, bo odłożyłam je zupełnie na rzecz drutów. Dwa dni temu przypomniałam sobie o zazdrostce i przysiadłam do niej na chwilę. Wiele nie podgoniłam, ale drugi kwiat już się wyłania:



Przyznam, że jestem zadowolona z efektu, który zaczyna być widoczny. Podoba mi się to połączenie ażurów. Myślę, że dzięki temu uda mi się ją skończyć w przyzwoitym czasie.

poniedziałek, 22 czerwca 2009

Monasterevin



Dziś wybraliśmy się na mały piknik do Monasterevin w Co. Kildare. Pogoda nam dopisała - było pięknie. Momentami nawet zbyt gorąco, choć rankiem, kiedy poszłam na swoje bieganie, nic tego nie zapowiadało. 

Nie robiłam zbyt dużo zdjęć, bo czas spędzaliśmy dość intensywnie: piłka, ganianie, odbijanie piłeczek... Dziewczynki były w ciągłym ruchu. Starałam się uchwycić to, co pozostało statyczne:
















W tym zdjęciu chodziło mi o fale na wodzie, a nie o kwiaty:)











To liście grążela żółtego, który rośnie też w Polsce.