Szydełka bylo bardzo mało ostatnimi czasy. Chyba najwięcej prac powstało w okolicach wiosny. W zasadzie to chyba jeszcze mam ze dwa szale, które nigdy nie doczekały się zdjęć, podobnie, jak szydelkowy bieżnik z elementów. Miałam się za to zabrać i czas przeleciał. Teraz z kolei jest tak brzydka pogoda, że zrobienie zdjęć na zewnątrz jakoś mnie nie kusi.
jakiś czas temu zaczęłam koc....
Zygzaki, odcienie zieleni, przełamane bielą i fioletem. Jeszcze daleka droga przede mną, bo to zaledwie 70-80 cm długości.
Ukończyłam kolejny projektpod tytułem: malowanie mebli.
Miałam dwie stare szafki ikeowskie na buty. Oryginalnie całe były w kolorze okleiny na drzwiczkach - tak jak to widać na obrazku poniżej. Zdjęcie zrobiłam w momencie, kiedy już pomalowałam obudowę na szaro.
Szarym kolorem malowałam górę 3 razy. Dzięki temu uzyskałam powierzchnie, o którą mi chodziło:
Farba kredowa pozwala na uzyskanie takiej struktury, jeśli komuś na tym zależy.
Drzwiczki malowałam już zwykłym duluxem do drewna.
Potem całość pokryłam lakierem w jednej szafce, a drugą zabezpieczyłam woskiem. Chcę zobaczyć, króra będzie lepiej się trzymać. Już na pewno wiem, że wosk zdecydowanie bardziej mi odpowiada, ale pytanie, jak odporny będzie na wszelkie zarysowania. Zanim stwardnieje, należy czekać od miesiąca do półtora. W tym czasie trzeba obchodzić się z meblem raczej delikatnie.
I zdjęcie obu szafek:
Takie trochę byle jakie ujęcie, ale w korytarzu nie dość, że jest wąsko, to i ciemno.
Kolejny projekt do malowania to komoda w pokoju dziennym. Zamówiłam uchwyty i czekam.
Mam za sobą kolejną przeczytaną książkę.
Kupiłam ją dawno, dawno temu, w czasach, kiedy mój angielski czytany był na tym właśnie poziomie. Teraz przeczytałam ją tylko dlatego, żezaczęłam i niektóre wątki mnie wciągnęły. Była to jednak ostatnia książka tej autorki. Do ćwiczenia angielskiego dobra, ale to już nie mój typ historii. Zbyt udelikacony, momentami infantylny.
Teraz zaczęłam ksiażkę " Historia pszczół"
Kupiłam ją, bo chciałam zapoznać się ze stylem tej autorki. Widziałam inną pozycję: "Śnieżna siostra", ale w mojej opinii cena jest na razie za wysoka, żeby kupić nie wiedząc czego się spodziewać.
W "Historii pszczół" prowadzone sa trzy wątki: jeden toczy się w Chinach, w 2098, kiedy nie ma już praktycznie żadnych insektów, drugi w USA, w 2007, na farmie pszczelarskiej i trzeci w Anglii, w 1851. Ten ostatni przdstawia nam bohatera, który był zainteresowany życiem owadów żyjących w koloniach(pszczoły, mrówki, osy) i z jakichś powodów porzucił pracę naukową, zajmując się rodziną i codziennymi problemami.
Interesuje mnie, w jakim momencie te wątki będą połączone, bo jak widać wspólnym mianownikiem są pszczoły.
W wakacje kupilam sobie książkę, na którą zdecydowałam się pod wpływem chwili:
Jeszcze nie wiem co z tego wyniknie, na razie podczytuję sobie. Zawsze słyszałam, że mój małżonek jest uczulony na jad pszczół, ale właśnie w wakacje został albo użądlony przez trzmiela, albo ugryziony przez osę i nic z tego nie wynikło. Może przeszła mu alergia?
Sama, osobiście, nie obawiam się pszczół. W dzieciństwie nie raz byłam użądlona i był to jakby naturalny porządek rzeczy, jeśli biegało się boso po łące, w ogrodzie, wśród kwiatów. Czasami siedziałam na gałęzi, wśród kwiatów wiśni czy jabłoni i obserwowałam pracujące pszczoły.
Ostatniego lata pracowałam trohę na plantacji malin u moich rodziców. Krzaki były w pełni rozkwitu, a jednocześnie owocowania. Oznacza to, że pracuje się z pszczołami, trzmielami i innymi owadami, które zbierają nektar, fruwają tuż obok ciebie. Moje dłonie, ramiona, nie raz były muśnięte, czy nawet "zderzyły" się z owadem. Oczywiście to też duża porcja szczęścia, że nie przygniotłam, nie chwyciłam żadnej pszczoły czy trzmiela, kiedy tysiące ich fruwa wkoło.
Nie wiem, jak trzmiele, ale pszczoły wyczuwają nasze feromony strachu i zaczynaja być niespokojne, poddenerwowane. Dlatego zabierałam najmłodszą Izabelę i tłumaczyłam jej, że pszczół nie należy się bać. One same z siebie nie zaatakują.
Izabela teraz, kiedy podrosła, zaczęła się trochę obawiać użądlenia(nie wiem skąd ten nagły strach się wziął?), ale chyba powoli do niej dotarło, to co mówiłam, bo po pierwszym niepokoju, biegala na maliny bez zastanowienia.
Co ciekawe, Monice nigdy myśl o strachu przed pszczolami nie przyszła do głowy. Ona ma jakieś naturalne podejście do zwierząt i ten świat zwierząt właśnie, akceptuje ją od razu. Tak było zawsze i tak nadal jest. W rodzinie nie jedna osoba stwierdziła, że może weterynaria jest jej przyszłością?
Minęła przerwa na Halloween. w wolnym czasie obejrzałyśmy z Izabelą - kolejny już raz - trylogię "Władcy pierścieni". Uwielbiam ten film.
Teraz przymierzam się do zakupu książki Tolkiena "Silmarillion". To dopiero będzie uczta.