piątek, 27 listopada 2020

Mija drugi tydzień...

 



...pełen napięcia. 

W połowie listopada nasza średnia córka zaczęła pisanie sprawdzianów w szkole średniej. Cały tydzień upłynął pod tym znakiem. Taka mini sesja na miarę średniej szkoły. I nawet bym o tym tak nie myślała, gdyby nie podejście Moniśki do nauki. Żeby nie było, ona lubi szkołę, ale nie jako szkołę, tylko miejsce, gdzie się miło spędza czas ze znajomymi. Plus jazda autobusem w kolejnym doborowym towarzystwie... a nauka, to tak mimochodem. 

W tym tygodniu zaczęła przynosić rezultaty sparawdzianów. I powiem Wam, że spodziewałam się znacznie gorszych wyników, zważywszy na ilość czasu, jak poświęciła na naukę. Z części przedmiotów dostała ponad 90%,  a co najlepsze, z historii, choć przez wszystkie lata podstawówki kulała z tego przedmiotu. Teraz zdecydowanie odpowiada jej nauczyciel. Powiedziała, że lubi jego lekcje, że zainteresował ja tym przedmiotem. 

Generalnie Monika woli przedmioty prowadzone przez mężczyzn. Uważa, że są sprawiedliwi w ocenianiu i nie chowają urazy, czy nawet nienawiści, jak to jest w przypadku jednej z nauczycielek. I tu się absolutnie z Moniką zgadzam. Sama wiem, że potrafię dlugo pamiętać jakieś głupoty, które zrobiły moje dzieci, co więc dziwnego, że obce osoby tak robią? Niektóre nauczycielki ze szkoły podstawowej,  nie mogły odczepić sie od Moniki i robiły z niej kozła ofiarnego. Mam świadomość oczywiście, że moja córka jest skręcona, gadatliwa i to wkurza(ile razy ja tracę cierpliwość, choć jest moim dzieckiem;) ale wiele razy słyszałam, że one mają odpowiednie wykształcenie(którego ja nie posiadam, stąd moje problemy w wychowniu), żeby zrozumieć dzieci, pracować z nimi; wielokrotnie dawały mi rady, do których same się nie stosowały...  Przyznam, że odetchnełam, kiedy Monika tak dobrze zaadoptowała się w szkole, a teraz poczułam ogromna ulgę widząc jej wyniki. Moje dziecko zauważyło teraz, że jej praca - może i nie najlepsza czasem - jest zauwazona i doceniona, czego nie mogła osiągnąć w szkole podstawowej. Cokolwiek wtedy zrobiła i tak było źle, więc w szóstej klasie nawet sie już nie starała.  

Gdzieś z tyłu glowy miałam cały czas obraz Moniki, jaki malowały mi nauczycielki z podstawówki. Tak bardzo ją skreśliły, że obawiałam się jej startu w  nowej szkole. Cieszę się, że poszła do innego miasta(ona też jest z tego ogromnie zadowolona) i ta zła opinia nie powędrowała za nią do kolejnej szkoły. To by się już ciągnęło do końca, tak, jak widzę dzieje się teraz z niektórymi jej koleżankami.


Dość jednak szkoły! 


Dzisiejszy dzień powitał nas pięknym słońcem po bardzo mroźnym, oszronionym poranku. Teraz, kiedy jest zima, doceniam to, że w oknie króluje zielistka. Patrząc na jej nieustanny wzrost, można zapomnieć, że na zewnątrz wszystko jest zahibernowane i czeka na wiosnę.  



W szklanym pojemniku leży papirus i ukorzenia się - miejmy nadzieje, że do tego dojdzie, bo sadzonki przyszły tak zmaltretowane, że szkoda gadać: 


Dla papirusa właśnie zakupiłam żelowe kulki, które pęcznieja i potem oddaja wodę roślinom. Pięknie wyglądają w szklanych pojemnikach:


Na razie siedzą tam sadzonki innych roślin 


...ale zapas kulek mam...
 
...więc dobrze by było, żeby papirus zdecydował sie wypuścić korzenie. Wystarczy choć jedna, dobra sadzonka:)


W tym tygodniu szyłam...

Wyciągnęłam zapasy materiałów, szczególnie tych, które miałam w próbnikach i stwierdziłam, że albo zacznę z nich szyć, albo musze je oddać, żeby nie leżały.

Powstały podkładki na stół - zawsze na nie jest potrzeba, bo brudzą się i lecą do prania, więc nieustannie jakieś "doszywam". 





Uszyłam też kolejne poszewki na poduszki, żeby też nie spieszyć się ciągle z praniem i prasowaniem.





Tył zawsze robię na zakładkę, a tutaj musiałam kombinować z kawałkami materiałów:






I tył poszewki:


Kolejna:


Uszyłam też, w zasadzie zaczęłam i będę kontynuować, komplet świąteczny z błyszczących materialów. Zaprezentują to jednak innym razem.

Jak się łatwo domyśleć, koc na razie leży nieskończony, ale cieszę się, że jednak z szyciem poszłam do przodu. Koc mogę kontynuowac na spokojnie, kiedy coś oglądam lub rozmawiam. Z szyciem już tak się nie da.

I kolejna książka podróżnicza, tym razem inny autor: "Cień jedwabnego szlaku"


 Autor zaczyna podróż w Chinach, w miejscu spoczynku przodka Chińczyków - Żółtego Cesarza i kontynuuje ja przez kilkanaście krajów. Podróżuje różnie: autobusami, ciężarówkami, autostopem... czyli zupełnie inaczej, niż autor poprzednich książek, który skupił się na kolei.


4 komentarze:

  1. Spory uszytek.Bardzo piękne tkaniny wykorzystałaś.Ogromne brawa dla Moniki za wyniki.To jest smutne jak nauczyciel Cię skreśli , miałam tak z matematykiem , z automatu zakładał że odpisywałam i była pała.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziékujé w imieniu Moniki:) Tak, smutne, że tacy nauczyciele się zdarzają. Na sczęście teraz jest lepiej.

      Usuń
  2. Ladne podkladki i ladne poszewki. Podkladek nigdz dosc, sama cos wiem na ten temat...
    Jesli chodzi o pamietliwosc... Moj eks malzonek wraz ze swoja rodzicielka zdecydowanie plasuja sie na pierwszym miejscu. Nigdy nie spotkalam bardziej apmietliwych osob, ktore NIGDY nie wybaczaja najmniejszego potkniecia.
    Dobrze, ze Monika zmienila srodowisko, pod wieloma wzgledami wyszlo jej to na dobre!
    Motylek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tak jest z tymi podkładkami, nigdy za wiele.
      Cieszę się OGROMNIE że Monika zaczęła z czystą kartą w nowym mieście, w nowej szkole.
      Myślę, że ludziom pamiętliwym jest zdecydowanie trudniej żyć, nie mówiąc jak zatruwają życie innym

      Usuń