sobota, 2 maja 2020

Ach... pojechałoby się gdzieś...




...choćby do najbliższych Slieve Bloom Mountains... ale nie można. Co prawda z zakazu poruszania się dalej niz 2km od domu już zrezygnowano - teraz możemy pójść do 5km!!! Wow! ale do gór to wciąż za mało.
Dzieci do końca roku szkolnego zostają w domu. Czasem boję się, ze mimo pracy, którą dostają do wykonania, jednak sie uwstecznią. Muszę chyba zaordynować im coś dla lepszej pracy mózgu. Tyle, że i tak będę musiała to potem wyegzekwować... Czasem już mi się nie chce.

Ostatni projekt Izabeli:



Miała wybrać sobie dowolną roślinę i o niej napisać, narysować, itp. 

Kolejny to "coś" z odrzutów, śmieci, czyli recyclingowy projekt: 

 
Iza zrobiła rolex:)

Ja wpadłam w ciąg i piekę bułeczki, paszteciki, kleję pierogi....



Artur zabiera to wszystko do pracy... przynajmniej tyle ma z tego całego zamieszania...



W robótkach też ruch:




Wykorzystałam resztki włóczek bwełnianych i zrobiłam waciki do demakijażu:


Oczywiście waciki wielorazowego użytku.

Do tego dzierga się kolejna poszewka na podusię:



Wzór prościutki - do tego atrakcyjny. Tutaj też leci włóczka, której już raczej nie wykorzystam. Moje córki powyrastały z takich kolorów.

11 komentarzy:

  1. To mi się podoba - chwilę mnie tu nie było, a tu taka niespodzianka, dwa posty do nadrobienia :)

    Jak można wyrosnąć z takich kolorów? To ja jestem kilkukrotnie starsza od Twoich córek, a nadal je uwielbiam! ;)

    Ślinotoku dostałam, patrząc na te Twoje smakołyki! Czy to są bułeczki z makiem, bo jeśli tak, to uwielbiam! Pierogi to kolejne moje ukochane danie. Z czym je zrobiłaś i jakie są Wasze ulubione?

    Ja na szczęście już się otrząsnęłam z tego kulinarnego ciągu i przestałam piec :) Mam zamiar odstawić cukier na cały maj. Albo nawet dłużej. Dziś trzeci dzień detoksu, mam się nad wyraz dobrze ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. I znów zapomniałam dodać - przypomniało mi się, jak zerknęłam na pierwsze zdjęcie. Bardzo podoba mi się pismo Izy, zauważyłam, że jej "r" jest bardzo nietypowe. Chyba jeszcze nigdy się z taką jego wersją nie spotkałam. Nauczyciele jej za to nie karcą? A z projektu dowiedziałam się czegoś pożytecznego, więc ode mnie ma już szóstkę na dobry początek :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że moje córki jeszcze dorosną do tych kolorów, to taka faza. Tak mi się wydaje.

    Tak, to są właśnie bułeczki z makiem, ale były też z kapustą i grzybami i z serem...
    Pierogi dla mojego męża z owocami lub mięsem. Te sa z mięsem, które zawsze mi zostaje po rosole. Jak juz się rozpędzę, to przy okazji mięsnych robię z jagodami, a czasami z serem dla siebie. Ja lubię jeszcze ruskie, ale dla samej siebie nie robię.
    Podziwiam za detox... ja sie rozgrzeszam, bo robie od lutego treningi. I juz nie chodzi o to, żeby schudnąć - choć troszke spadło, ale o moja kondycję, a w zasadzie o mój kręgosłup. Poprawa na tym polu zdecydowana!
    Iza pisze to "r" tak, jak ich tu od dwóch lat uczą w kursywie. To jest narzucone i dla średniej, po 7 latach pisania "normalnie" nagle kursywa staje się upierdliwością.
    O, to przynajmniej nie pójdzie na marne to siedzenie i redagowanie... Iza się ucieszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ mnie teraz zaskoczyłaś! Myślałam, że we wszystkich irlandzkich szkołach wykazują się konsekwencją w nauczaniu formacji liter, tymczasem to pierwsza szkoła, o której słyszę, w której uczą takiego "r". Kursywa akurat jest normą, więc tu zdziwienia nie było.

      Mmm, mięsne to chyba moje ulubione! Choć generalnie wszystkie bardzo lubię, to jednak rzadko je robię, bo w mojej klasyfikacji pierogi zaliczają się do czasochłonnych dań, a tych z reguły unikam jak diabeł wody święconej ;)

      Treningi? No proszę, czego ja się dowiaduję! Szkoda, że trzeba Cię za język ciągnąć i że nie piszesz o takich rzeczach w blogowych postach, bardzo chętnie poczytałabym o tym, co robisz poza dzierganiem, szyciem, czytaniem, malowaniem ogródka, pielęgnacją roślin, pichceniem i pieczeniem :)

      Usuń
    2. To zaczęło się dwa lata temu, kiedy ci od edukacji podjęli decyzję, że dzieci lepiej będą się uczyc spellingów, jeśli będą pisały kursywa. I ok, nie ma problemu, ale zaczęli wymagać od dzieciaków w 5,6 klasie, zeby w miesiąc już płynnie pisały dokładną kursywą. Troche to głupie, bo jak robisz szybko notatki, to piszesz tak, jak masz we krwi, a nie nagle nową formą. w połowie roku już było lepiej u średniej, ale nadal typową kursywą nie pisze.
      Najmłodsza była w 2 klasie, więc szybko dośc się przestawiła.

      Ale zdziwiłaś mnie, że nie spotkałas się z tym, bo przecież kursywy, czyli i tego "r" uczą się z książek programowych. A małe "z" jest jak rosyjskie, pamiętasz?
      W naszej szkole kursywa nie była właśnie normą, dopiero od dwóch lat. W Polsce wszyscy najpierw musieli się nauczyc liter pisanych, a potem, w starszych klasach przechodzili na swój styl.

      Pierogi już dośc szybko robię, a poza tym wybieram czas, kiedy np. rozmawiam z rodzina przez telefon, albo oglądam film. wtedy nie wiedziec kiedy i mam kilkadziesiat sztuk. Ja nie bawię się w wałkowanie ciasta na placek i wycinania krążków. Dla mnie to strata czasu. Kiedys może o tym napiszę ;)

      Nie piszę o wielu rzeczach, a treningi... nie wydawały mi się istotne. Ćwiczę w domu, co drugi dzień, rano, czasem co trzy dni... jak popadnie. Ważne że działają cuda. Wiesz, ja zawsze uważałam że jestem niezniszczalna. Każda praca, ciężka, lekka, co to dla mnnie. I może to są tego konsekwencje? W kazdym razie ćwiczenia pomagają, a do tego masaż piłęczkami i wałkami - to już od A. mam, on to uskutecznia.
      I oczywiście spacery, długie spacery....

      Usuń
    3. U nas nie uczy się takiego "r" (nawet w czasie pisania kursywą wygląda ono normalnie), dlatego tak bardzo mnie to zdziwiło - jakoś podświadomie oczekiwałam konsekwencji w tej kwestii.

      O tak, napisz koniecznie - bardzo chętnie poczytam o tej niestandardowej metodzie wyrabiania pierogów, bo mnie one zawsze nieodłącznie kojarzyły się z wałkiem i pracochłonnością nawet pomimo tego, że mam takie oto urządzonko:
      https://www.google.com/imgres?imgurl=http%3A%2F%2Fimg1.garnek.pl%2Fa.garnek.pl%2F012%2F634%2F12634120_800.0.jpg%2Fmoja-chinska-maszynka-do.jpg&imgrefurl=http%3A%2F%2Fwww.garnek.pl%2Fslawek9%2F12634120%2Fmoja-chinska-maszynka-do&tbnid=Ovp8hXB-B4cwhM&vet=12ahUKEwiAzrS8n6bpAhUH4RoKHYGFAhkQMygRegUIARChAg..i&docid=nNl1gF0uaA7deM&w=773&h=800&q=maszynka%20do%20robienia%20pierog%C3%B3w&client=firefox-b-d&ved=2ahUKEwiAzrS8n6bpAhUH4RoKHYGFAhkQMygRegUIARChAg

      W moim rodzinnym domu mieliśmy też inne akcesoria, które znacznie usprawniały wyrób pierogów, ale moja mama chyba jednak najbardziej preferowała lepienie pierogów własnymi rękami, bo takie właśnie najczęściej lądowały na naszym stole. Ja z kolei - nawet jako dziecko - używałam często tej maszynki. Pewnie była to dla mnie atrakcja ;)

      Usuń
    4. No właśnie w Polsce jest troche inaczej z tą kursywą. Moją mamę zawsze dziwi "z", bo takie inne.

      Z klejeniem pierogów kiedyś wyskoczę:), choć myślę, że nie jestem innowacyjna.
      U mnie też jest wałek, tylko ja nie wałkuję całych wielkich placków i nie wycinam kółek, bo potem i tak zostają ścinki, które ponownie trzeba rozwałkowywać i tak na okrągło.
      Ja robię sobie wałeczek z ciasta - jak na kopytka, tnę na porcje i każdą porcję wałkiem rozciągam, nakładam nadzienie i sklejam. Idzie to znacznie szybciej, niz rozwałkowanie cienko placka, a poza tym, nie mam ścinków.
      Z tym, żekażdy może jestprzyzwyczajony do swojej metody, która wydaje się szybsza. Ja na godzinę robię 60-70 pierogów, zależnie od nadzienia. Kruche i rzadsze jest trudniejsze.

      Znam tę maszynkę i też ją mam:) i dzieci to czasem używają, jak je natchnie do pomocy.

      Usuń
    5. Pisząc u nas, miałam na myśli moje hrabstwo nie Polskę, bo po tylu latach w Irlandii zupełnie wypadłam z obiegu i nie wiem, jak wygląda edukacja w kraju nad Wisłą.

      Wow, to brzmi naprawdę imponująco! W takim przypadku ta godzina nie wydaje się być zbyt zniechęcająca, skoro aż tyle pierogów Ci wychodzi. Nie wiem, ile mnie by wyszło, bo nigdy nie mierzyłam czasu, myślę, że jednak znacznie dłużej by mi to zeszło.

      Całkiem fajny gadżet, lubię ją :)

      Usuń
  4. Działasz na kilku frontach.Ja też tworzę więcej kulinarnych rzeczy aż mi maki zabrakło.Dobrze że można na działkę wyjść.Rodzina ma już dosyć tej zdalnej nauki.Sa zadania typu upiecz babeczki lub gofry wg podanego przepisu czy zrób sałatkę lub wydrukuj cos tam i wpisz brakujące słowa.Bardzo dużo osób nie ma drukarek, nie każdy piecze i ma takie akcesoria .Czasami uważam to za głupie. Mój wnuk się buntuje bo nie ma jeszcze 13 lat więc sporo siedzi sam w domu.Rodzice pracują.Dziergadelka urocze a waciki pomysłowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, z tą szkołą to tak jest. Niby ok, ze dzieci nie tracą choć części materiału, ale często zajęcia nie są przemyślane. Mnie już czasem irytują te pomysły.
      Dziękuję za uznanie:)

      Usuń
  5. No właśnie, to egzekwowanie jest ponad moje siły...
    Poprzednio zapomniało mi się zostawić życzenia dla SOlenizantki - wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!

    Napisz więCej jak się sprawdzają te waciki wielokrotnego użytku. Nitka bawełniana zazwyczaj jest miękka jak się z niej robi ale po praniu staje się sztywna i nie bardzo sobie wyobrażam usuwanie maskary takim papierem ściernym. Czy każda bawełna się Do tego nadaje? Podoba mi się pomysł. Napisz więcej proszę!

    Motylek

    OdpowiedzUsuń