poniedziałek, 28 października 2019

Robótkowo



Jestem w trakcie szydełkowania kocyka, czy raczej koca.

Postanowiłam wykorzystać wszystkie włóczki, które mi zalegają w pudłach. Układałam je w różnych kompozycjach, aby jakoś dopasować kolory. Niektóre same z siebie "lgnęły" jedna do drugiej, ale inne już niekoniecznie. Dodatkowo wypadałoby,żzeby nici były podobnej grubości.

Nabrałam łańcuszek początkowy, który wydawał mi się odpowiedni do takiego przedsięwzięcia i pojechałam ze słupkami! Teraz widzę, że to będzie solidny, ogromny koc, narzuta praktycznie.



Tuż przez party halloweenowym w szkole podstawowej, musiałam "nakręcić" trochę róż.  Czarnych oczywiście. Przyczepione zostały do sukienki i spinek. Zdjęcie na tle "koca w toku", tyle, że rozświetlone, bo robione na szybciocha.




Zakończyłam też pracę nad kwiatowym kocem.




Wyszedł nie dość, że pokaźny, to jeszcze i ciężki.


Zużyłam na niego cały zapas jasnozielonej włóczki, którą kupiłam przez pomyłkę(sklep już nie zmienił mi zamówienia) - całe 8 motków po 900m każdy! Tyle, że robiłam podwójną nicią. Do tego poszedł cały, ale to dosłownie cały, zapas białej włóczki, który miałam w domu. 2 motki ciemnozielonego - tak naprawdę każdy w trochę innym odcieniu, ale w całości tego nie widać.




Wzór tworzyłam podczas dziergania, nie posiłkując się schamatami, czy opisami. Może nie jest idealny, ale za to kolorystyka przypadła do gustu Izabeli. Wszystkie zdjęcia robiłam przed "wygłądzeniem" robótki. Potem wzięłam żelazko i parą delikatnie wyrównałam i naciągnęłam koc. 


W świele słońca jest całkiem jaskrawy. Najbardziej cieszy mnie to, że udało mi się wykorzystać - do ostatniego centymetra, żarówiastą, zieloną nić. Do niczego mi nie pasowała, po prostu do niczego!






Najnowsza moja praca - szopa pomalowana na jasny szary kolor.


Już od wiosny nosiłam się z tym projektem, ale potem była komunia, więc stwierdziłam, że nie będę zaczynać pracy tuż przed uroczystością. Następnie przyszły wakacje i moje ciągłe podróżowanie, a w końcu złapała mnie jesień.
I wtedy, przypadkiem, zgadałam się z naszym sąsiadem budowlańcem, na temat odnawiania szopy, płotu, itd.
Ponieważ jemu zostało całe mnóstwo farby do metalu, a w dodatku w kolorze mi pasującym, podarował ją nam. My się kiedyś zrewanżujemy opieką nad psem :)

I tak współpraca sąsiedzka kwitnie i każdy jest zadowolony.

12 komentarzy:

  1. Dobry sąsiad to skarb.Koc w kwiatuszki jest piękny. Tez lubię wykorzystywać wszystko do zera.To zielonkawy z kwiatkami ma właściciela. Będzie pięknie wyglądał na łóżku Izy.Kolejny to rodzinny czy kolejna pociecha ma chrapkę na niego
    Pozdrawiam i czekam na kolejny gotowy koc.Ja ostatnio dużo w roli niani.Maluchy robią i 7 razy pobudke.Nasz 2 latek z soboty na niedzielę wstał o 3 w nocy i zasnal o 5 tej rano oczywiście budząc 3 miesięcznego bobasa.Tych akcji mają sporo .wtedy syn przyjeżdża do nas idzie spać a my zajmujemy się Olkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.

      Z maluchami to niestety tak bywa. Oj pamiętam kiedy Monika była niemowlakiem, Gosia małym dzieckiem, a mąż poszedł do pracy... próbowałam je kłaść spać o podobnych porach, żeby mieć chwilę. I popatrz, wszystko przeminęło...

      Usuń
  2. Własny projekt koca jest super. :)
    Nowa narzuta będzie również ciekawa, ale najważniejsze, że zagospodarujesz to, co zalega.
    Sąsiedzka współpraca zawsze jest na wagę złota, zatem opłaca się żyć z sąsiadami na dobrej stopie. :)))
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, już bardzo tęsknię za opróżnieniem pudeł. I jak na razie nie kupuję nic.

      Usuń
  3. Fajngo masz sasiada! A odnowiona szopa wyglada jak nowa!

    Koc wyszedl super, ta zarowiasta zielen wlasnie do niego pasuje. Moze ciezki, ale to nic, moje dzieci lubia ten ciezar koca, chyba daje im dodatkowe poczucie, no nie wem czego, bezpieczenstwa?

    Ten kolejny koc tez zapowiada sie dobrze.
    Ja nieustannie pracuje nad pozbyciem sie resztek, glownie przerabiajac je na czapki, ale kiepsko mi idzie. Albo dochodzi do cudownego rozmnozenia sie klebkow, ktore lgna sie jak kroloiki...
    Pozdrawiam jesiennie,
    Motylek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z szopy bardzo się cieszę. Już potrzebowała tego jak kania dżdżu :)

      Resztki znikają, bo postanowiłam nie dokupować niczego. Chyba wolę wydawać na książki.

      Usuń
  4. Podzielam zdanie Izy!

    A to piękne zielone cudo, zwane kocem, idealnie pasowałoby do mojej kuchni jako... obrus, bo tak się składa, że niedawno zniszczyłam jeden nieumyślnie piorąc go w zbyt wysokiej temperaturze ;)

    Dobra robot(k)a, Aniu! Podziwiam Twój talent!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha,ha, ha. Gdyby był ładniej zrobiony, to bym Ci nawet podarowała, bo Iza zmienia zdanie co chwila i już koca nie chce :) Niestety, wady pozostały nawet po naciągnięciu, a takich rzeczy między ludzi nie wysyłam.
      Z daleka jednak wygląda dobrze, więc nawet zachwyca kolorami :)

      Usuń
    2. I tak jest piękny! :) A za dobre chęci serdecznie dziękuję, kochana! :)

      Usuń
  5. Znam tę radość z wykorzystywania zalegających włóczek:-) Powodzenia z wielkim kocem!

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękny koc w kwiatuszki. Super wygląda.

    OdpowiedzUsuń