piątek, 15 grudnia 2017

I już jesteśmy na półmetku




Aż wierzyć mi się nie chce, że to połowa grudnia.

Dziś Izabela miała swoje jasełka w szkole. Po raz pierwszy wystawiano je na scenie, specjalnie przygotowanej na takie okazje. Po obu stronach sceny jest zaplecze, gdzie dzieciaki się przygotowują - za czarną kotarą. Tło podwieszane, zależnie od okazji:


Kotara, która skrywa to, co się tam dzieje tuż przed występem...


W końcu, po tylu latach, jest tak, jak być powinno. Choć muszę przyznać, że tzw. sala teatralna w mojej szkole średniej, całe lata temu!, byla o niebo lepsza, ale nie ma co narzekać. Za panowania poprzedniej dyrektorki i tego byśmy się nie doczekali. Co ciekawe, teraz jest zdecydowanie mniej składek, loterii i innych form zbierania pieniędzy, a mimo wszystko więcej rzeczy szkoła zakupuje. Oto, co znaczy sprawne zarządzanie.

Po występie był czas na zdjęcia. I tu siostry poszalały...



Iza w przebraniu owieczki. Może przebranie, to zbyt mocne słowo, ale po wyszydełkowaniu czapki nie pomyślałam o niczym innym.



Zdjęcie z nauczycielką Iza musiała mieć:



...i do tego z naszym nowym dyrektorem, którego najmłodsza bardzo lubi. I chyba z wzajemnością, bo nie nie przepuści on okazji, żeby z nią nie porozmawiać; jak jeszcze i ja się nawinę, to też zawsze jakiś temat wyskoczy. I tylko naszego nazwiska nie potrafi dobrze wymówić....


W domu tymczasem....

Pierniki brukowce już zapakowane w puszkach(Iza i Monika toczyły kulki, a Gosia lukrowała):


KOcham ten przepis za wszystko: za łatwość robienia, za szybkość i za smak.

Pierniki wycinane to wspólna praca - Artur tutaj też dołączył i miał, w ich powstaniu, ogromny udział. W zasadzie gdyby nie on, to nie wiem, czy bym je upiekła. Miałam gorszy dzień, ciasto mnie wkurzało - tak, miałam ochotę rzucić nim z całej siły o ścianę!, a małżonek zakasał rękawy i między zabiciem jednego wroga, a drugiego(grał cały czas w jakąś grę), załadowywał tace z ciastkami.
Lukrowanie i ozdabianie to już dwie młodsze - najstarsza stwierdziła, że nie ma 5 lat, żeby się w to bawić.
To olbrzymie serce, to wyraz mojej rozpaczy. Został mi kawałek ciasta, którego już nie miałam ochoty wałkować i wycinać, i wałkować, i znowu wycinać... z całości rozklepałam serce i tyle :)


Coś mnie podkusiło i kupiłam tutejszy zestaw suszonych owoców w brandy. Jak już je miałam - całe kilo - to wyszukałam przepis na Moje wypieki i... upiekłam  angielskie ciasto bożonarodzeniowe. Oczywiście w moich owocach za mało było brandy, a w domu jej nie miałam. Za to miałam whiskey - wiem, to co innego, ale bardziej zależało mi na podbiciu smaku alkoholem - i nie zawahałam się jej u żyć. Alkohol w trakcie wyparowuje, a aromat zostaje i o to chodzi.

Ciasto wychodzi cieżkie - zabić bym chyba nim mogła, gdybym miała taką potrzebę, ale przy tym bardzo delikatne i przyjemne w jedzeniu, szczególnie z gorzką kawą czy herbatą. I oczywiście jest strasznie słodkie - osobiście uważam to za największą zaletę, bo dla mnie nie ma rzeczy zbyt słodkich.
Myślałam, że mój małżonek się ucieszy, że tak się postarałam, a on popatrzył na gotowy produkt i westchnął z rezygnacją. W pracy ma to ciasto teraz prawie non-stop, bo Irlandczycy kupują gotowce i przynoszą, a w dodatku to nie jego "cup of tea". Zjadł kawałek z taką męczeńską miną, że zakazałam mu podchodzić do talerza, bo jeszcze jedno westchnięcie i nie ręczę za siebie.


W końcu upiekłam mu drożdżową gwiazdę z makiem, a tamto zjadłam sama(dzieci też nie polubiły).
W sumie nie wiem dlaczego tak im wszystkim nie smakował ten wypiek...  Czego w nim nie ma... morele, śliwki, wiśnie, rodzynki, sułtanki, porzeczki, skórki pomarańczy i cytryny, orzechy... i wiele innych. Zgromadzić te wszystki produkty, to już trzeba się nieźle ogarnąć w sklepie.

Zmieniłam ustawienie w pokoju dziennym ze względu na choinkę. Nijak nie chciała nam się zmieścić, w jadalni też zabrakło dla niej miejsca, bo ścianę zabudowaliśmy półkami... w końcu poprzesuwałam kanapy i fotele i jest...



Pojawiły się też akcenty zimowo-świąteczne:



Pozawieszaliśmy światełka gdzie się dało, dodałam do tego ostrokrzewu i już jest inaczej.


Śnieżynki na tle okna mają swój moment:


Dołączyły do nich sople lodu(umownie tak je nazywamy):



Na parapecie rosną tulipany do zakwitnięcia, ale na pewno na święta nie wyjdą; nic to, będą później:



A w ogrodzie ciemiernik. Tym razem w lekko bordowym odcieniu. Biały, który kisi się w domu, dołączy do niego na wiosnę:


Miłego weekendowania!

15 komentarzy:

  1. Aj,pieknie to wszystko wygląda,ja też po wypiekach,choinki jeszcze nie ma,za to prezenty popakowane ,schowane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja w tym roku musiałam wcześniej, ze względu na nietypową sytuację. ale w sumie to się cieszę

      Usuń
  2. Alez u Ciebie swiatecznie!
    U nas juz stoi choinka, a pod nia ulokowal sie nasz ukochany prezent (Kicia - upatrzyla sobie iejsce pod choinka do spania).
    No i powiesilam swiatelka na zewnatrz. Tak radosniej wraca sie po zmroku do domu kiedy swieca...
    Wypieki raczej sobie odpuszcze, za to dopadlam w sklepie czekoladki MADE IN POLAND - dzieci wcinaja az im sie uszy trzesa!
    Pozdrawiam serdecznie!
    Motylek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobrze, że kotka nie wspina się po drzewku, tylko grzecznie spi na dole.
      Jak światełka wiszą, to od razu robi się przyjemniej, bo zimowe ciemności wpływają depresjonująco.
      a co to za czekoladki? i naprawdę takie dobre, czy dlatego ze z PL to dzieci jedzą? bo moje mają fiksację na wszystko co polskie, co ma polskie kolory, albo godło, itp.koniecznie trzeba to kupić, żeby wspierać polski produkt - tak mi jakiś czas temu powtarzały:)

      Usuń
  3. Bardzo swiatecznie ... az milo popatrzec. A u mnie swieta odlogiem leza, bo ja leze z angina. Musze sie troche ogarnac i bigosu i ogorkowej ugotowac (jego ulubione), bo syn do domu przyjezdza (na dwa tygodnie!!!) w srode. Beda swieta jak znalazl!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to zdrowia życzę!!!!
      z takimi odwiedzinami, to faktycznie święta będą świąteczne

      Usuń
  4. Hrabino, ale mnie rozbawiłaś tymi perypetiami z pieczeniem, z wybrednym mężem, w dodatku cały czas grającym [jakbym o moim czytała!] i z potencjalnie śmiertelnym ciastem :)

    Przesympatyczna owieczka z Izy! I jaka rezolutna - pełen luz w towarzystwie nauczycieli. Nie do pomyślenia w mojej polskiej szkole podstawowej.

    U mnie w domu też już świątecznie się zrobiło, mam choinkę od ponad tygodnia i bardzo dobrze mi z tym. Trzeba cieszyć się bożonarodzeniową atmosferą, tak szybko przemija!

    Szkoda, że nie pokazałaś zdjęć z przemeblowania w świetle dziennym, ale to tylko taka mała uwaga na marginesie. Nic, czym należałoby się przejmować.

    Serdecznie pozdrawiam z ciepłego, domowego zacisza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no mój to ma skrzywienie na punkcie gier... niejeden konflikt o to był, ale to nie temat na dyskusję....
      Iza jest super odważna i wyluzowana z nauczycielami, ale może dlatego, że ciągle powtarzałam im, że nei ma się co bać nauczycieli, że trzeba rozmawiać i sama rozmawiam z nimi z równej pozycji. Nie czuję się gorsza, zahukana, jak duża część rodziców, którzy boją się dyskusji z nauczycielem, nie mówiąc o jakiejkolwiek konfrontacji.
      Kilka dekoracji wprowadza atmosferę i podnosi ducha, a światełka i świeczki, to już szczególnie.
      Akurat takie zdjęcie miałam, poza tym, czasem lepiej nie widzieć wszystkiego w światle dnia; nie umniejszaj znaczenia swojej opinii! dobrze, ze zwróciłaś na to uwagę.

      Usuń
  5. Kochana, jak dobrze, że to napisałaś, bo sprawiłaś, że nie poczułam się wyalienowana :) U nas podobnie. Wiesz, jak mnie to wkurza, jak Połówek non-stop w coś gra na komórce? To już zakrawa na jakieś uzależnienie. W pracy się tym zajmuje, a po powrocie do domu to samo - jak nie PS4 to telefon. Obłęd! Jak go kiedyś zabiję, to już będziesz wiedzieć, za co siedzę w pace ;)

    Nauczyciel też człowiek :)

    "Czasem lepiej nie widzieć wszystkiego w światle dnia" - rozbawiłaś mnie tym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie jeste jedyna... choć po latach trochę się poprawiło, to i tak wkurza mnie to jego znikanie w świecie wirtualnym.to tak, jakby życie tu i teraz nie było tak ekscytujące.

      u mnie dom nie zawsze jest "na cacy" przygotowany, więc jak mnie najdzie chwila na robienie zdjęć, to muszę czasem spuścić zasłonę ciemności :)

      Usuń
  6. Ta scena robi wrażenie! :-) W szkołach mojej córki nigdy nie było porządnej... za to ta w mojej była brzydka ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aż taka wielka nie jest, ale w porównaniu z "tą, której nie było wcale", jest super :)

      Usuń
  7. Wszystko jest piękne (pierniczki, ciacho, scena), ale i tak rządzi Iza - wesoła, temperamentna, roześmiana, szalona "owieczka" (to czapa jest the best, do tego biały sweterek i już jest najlepsze przebranie).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję w imieniu najmłodszej. :)

      Usuń
  8. Bardzo lubię przeglądać blogi podróżnicze. Jestem pod wrażeniem i na pewno będę częściej tutaj zaglądać.

    OdpowiedzUsuń