czwartek, 22 czerwca 2017

Szkoła dobiega końca....




...a nasz ogród kwitnie. Do tego wszystkiego mieliśmy przepiękne lato przez kilka dni. Wczoraj dobiło u nas do 30 stopni :)

W szkole raporty już rozesłane do uczniów, a w zasadzie do rodziców, na konta mailowe. Teraz trwają dni sportowe, wypady na krótkie spacery, zbieranie książek i zeszytów ze szkolnych półek, porządkowanie, itp.

Monia przyniosła makietę normańskiej twierdzy, którą robili na zajęciach plastyczno-historycznych:







Ja skończyłam kocyk i pracuję nad kolejnym :)



Wzór dobrze rozpisany, ale potrzebuje modyfikacji. Zdałam sobie z tego sprawę, kiedy łączyłam poziome pasy.




Może być używany na obie strony tak naprawdę, bo starałam się schować dokładnie wszystkie nitki i... wyobraźcie sobie, że robiłam to na bieżąco!!!!!



Moje hodowane zimą fuksje, teraz przesadziłam, obgoliłam pnie(dalej musze usuwać odbijające pędy) i niedługo zacznę się cieszyć drzewkami fuksjowymi...



...czyli, nazywając po imieniu - fuksją w formie piennej:


Pierwszy raz sama zdecydowałam się na taki eksperyment, o którym przecież kiedyś, lata temu, się uczyłam :)



W skrzynkach w tym roku pelargonie o dwubarwnych liściach:





Oczywiście lobelia...


Kilka pelargonii kwitnących, ale tym razem naprawdę mało.



Liliowce zaczynaja swój czas kwitnienia. W tym roku dokupiłam sobie 3 kolejne - o innych kolorach.



A tutaj - pojedynczy kwiat funkii:



Powojnik wielkokwiatowy właśnie przekwita...


...za to purpurowy wchodzi w fazę największego wysypu kwiatów:


Poziomki daja nam regularny "plon", który znika momentalnie!



I na koniec - królowa ogrodu:


Tutaj dwa dni wcześniej:




Całość kwitnienia obserwowana i pilnowana przez "naszego" kota, który generalnie należy do sąsiadki, ale pomieszkuje pół na pół u nas :)


Populacja myszy jest dobrze kontrolowana i my ich nie mamy, gdy tymczasem sąsiedzi walczą czym się da :)


15 komentarzy:

  1. Chowanie nitek tylko na bieżąco:-)
    Kocyk fajnie wyszedł, kiedyś chciałam taki zrobić, ale po pierwszym elemencie dałam sobie spokój, jakoś mnie to serduszko nie zadowoliło, albo coś pochrzaniłam z opisu.
    Dzieciakom strasznie zazdroszczę wakacji!
    Kocio pięknie ubarwiony, wygląda na pieszczocha:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ja niestety nie zawsze jestem tak skrupulatna, co oczywiście potem przeklinam :)
      możliwe, że miałaś inny schemat, ale nawet ten bym z lekka zmieniła.
      Kocica to nie taki pieszczoch, generalnie nienawidzi, kiedy się ją dotyka. Dlatego przychodzi do naszego ogrodu :) tu ma spokój

      Usuń
  2. Kocyk jest słodki, ciekawe jaka będzie modyfikacja następnego,kwiaty masz zawsze rewelacyjne,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :)następny kocyk to już nie szydełko, a materiał i maszyna.

      Usuń
  3. Kocyk z elementow - ponad moje mozliwosci (o zasobach cierpliwosci nie wspomne...).
    Zdjecia kwiatow - cudowne!!!!
    A i kotek Was sobie przysposobil widze...Taki slodziaszek - czy to Ona?
    A u nas NIE MA poziomek! Buuu!!!
    Motylek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nie takie ponad Twoje umiejętności, na pewno nie! to tylko właśnie kwestia cierpliwości.
      Kocica przychodzi do nas na trawę, albo taras i odpoczywa od tych, co ją ścigają, żeby głaskać :)
      a co się stało, że poziomki nie obrodziły?

      Usuń
    2. Poziomek tutaj nie ma. Kolezanka przywiozla Simonaobie z Polski - innego sposobu nie ma.
      Motylek

      Usuń
  4. Rewelacja.
    Piękne masz roślinki w ogrodzie.

    OdpowiedzUsuń
  5. A wiesz, Aniu, że myślałam o Tobie wczoraj, kiedy zwiedzałam Mountmellick? Miasteczko udekorowane jest robótkami na drutach, a wszystko w ramach yarn bombing. Swoją drogą, świetna inicjatywa, jestem jak najbardziej na tak!

    Mam oczywiście w planach pokazanie tego na blogu, ale, kurczę, mam ostatnio nawał roboty w pracy, a w domu gościa z Polski i mało czasu na blogowanie. Nawet jeszcze urlopu nie zdążyłam opisać...

    Trzymaj się ciepło! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz... tak blisko byłaś! może kiedyś zdarzy się nam spotkać na kawie :)? ale piszę to bez presji, nie odbieraj tego jak ciśnienia... ot, może kiedyś się zdarzy...
      ja mam teraz tyle na głowie, że nawet nie wiedziałam o czymś takim - ale właśnie na necie wyczaiłam, że oni maja to co roku :) pomyśleć, mieszkam za miedza i nie wiedziałam.

      ja też nie pisze o wycieczkach ani o niczym innym, bo końcówka roku to dla mnie gorący czas.

      pozdrawiam!

      Usuń
    2. Kto wie? Nigdy nie mów nigdy :)

      Ja zupełnie przez przypadek się o tym dowiedziałam. Pewnego dnia po prostu przejeżdżaliśmy przez Mountmellick, jadąc do mojego ukochanego HomeStore, i te dekoracje na tyle mnie zainteresowały i zaintrygowały, że parę dni później zjawiłam się w Mountmellick uzbrojona w aparat i z zapasem czasu na spokojne zwiedzanie. Muszę przyznać, że to był bardzo fajnie i przyjemnie spędzony czas.

      Gorący dosłownie i w przenośni ;) U nas dziś było bardzo ciepło, choć na szczęście nie tak gorąco, jak jeszcze tydzień temu.

      Usuń
  6. Kocyk rewelacyjny ! Zagladając do Ciebie dzisiaj, pomyślałam, że na pewno będą kwiaty - ta uwaga mimochodem - "uczyłam sie kiedyś" - dobrze świadczy o polskim szkolnictwie wyższym !!

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobrze zajrzeć i poczytać co u Was. Wakacje za pasem...
    Aniu, a w Irlandii raport jest tylko na maila wysyłany, czy dostajecie potem jakieś świadectwa? U nas też poprzedni tydzień upłynął pod znakiem afrykańskich upałów. A wakacje mamy dopiero 21 lipca.
    Kocyk bardzo mi się podoba.
    Kwiaty cudne - na dodatek potrafisz je pięknie sfotografować.
    Ach, ta róża...:)
    Pozdrawiam z Holandii:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne kwiaty :) Kotek widać spełnia swoje zadanie :) Mysz nie ma co szukać :)

    OdpowiedzUsuń