wtorek, 16 maja 2017

Codzienność okraszona kwiatami



Po pięknej pogodzie pojawił się deszcz. Skorzystałam z okazji i zrobiłam kilka fotek. Potem zakwitły mi irysy i też je obfociłam. Dzisiejszy wpis przepleciony więc będzie zdjęciami kwiatów.




Szkoła nieuchronnie zbliża się do końca. Dyrektor właśnie rozesłał maile z ostatnimi wiadomościami majowymi.
Podoba mi sie jego podejście do tych spraw: wszystkie informacje zebrane na dwóch stronach, krótko, zwięźle i przejrzyście. Do tego nie ma tych ton papieru, które do tej pory dzieci przynosiły ze szkoły ze wszelkimi informacjami. To jest duży plus dla nowej władzy.
Generalnie uważam, po prawie 9 miesiącach rządów nowego dyrektora, że udało mu się tchnąć więcej życia w szkołę. Zyskała ona już podczas tych kilku miesięcy. W końcu strona internetowa działa, jak należy, będzie też można dokonywać płatności kartą, a nie wysyłać pieniądze w kopertach.




Oprócz oczywistych świąt i okazji(np. Halloween), dyrektor wprowadził dodatkowe atrakcje i dni szczególnie celebrowane, jak np. Dzień Wody(projekty do zrobienia i przebieranki), Dzień Książki(przebieranki), tydzień sportu - całe 5 dni najróżniejszych aktywności prowadzonych przez różnych sportowców.




Minusem jest zorganizowanie wycieczki dla 6 klas na dwa dni. Nie zostało to skonsultowane z rodzicami, a znaczący jest koszt takiej imprezy. Mimo mojego niezadowolenia, musze mu oddać sprawiedliwość - organizuje dwa kiermasze w szkole, które mają zasilić budżet szkoły, a w zasadzie 6 klas. Zarobione pieniądze zostaną dołożone do wycieczki i tym sposobem szkoła obniży koszt wyjazdu.


Poniżej powojnik montana, odmiana pełna:

Zbliżenie na jego kwiaty:



Mamy już wyznaczone terminy egzaminów z angielskiego i matematyki: 24 maj i 1 czerwca. Potem zacznie się już takie odklepywanie lekcji :)
Aż wierzyć mi się nie chce, że to już końcówka! A dla Gosi koniec podstawówki! Trzeba będzie obmyśleć coś na pożegnanie...



Ponieważ pogoda raz dopisuje, a raz nie, wybieramy się tylko na bardzo krótkie, lokalne spacery. Zdjęć aż tak dużo nie robię, bo Iza anektuje aparat :) Poza tym, razem z Arturem, cieszymy się otaczającą zielenią i spokojem. Chłoniemy wiosnę, która teraz przeżywa swoje najlepsze tygodnie.



W planach mamy wizytę w Dublinie i to już w ten weekend. Jest to połączenie załatwiania interesów i przyjemności. Artur spotka się z Plunketem, ja pójdę z dziećmi do muzeów, a potem muszę koniecznie obejrzeć maszynę do szycia, którą małżonek dla mnie wypatrzył. Było ze trzy obstawione modele: janome, brother i singer.


Mój mąż, jak już się z czymś uprze, to koniec. Janome nie jest dostępna na europejskim rynku - ten konkretny model. Potem poszedł jakiś brother na tapetę. W końcu A. zadzwonił do sklepu z maszynami w Dublinie i przeprowadził dyskusję ze sprzedawcą, po ktorej to okazało się, że ma dla mnie wymarzony model. Nie za drogi, nie za tani, bez elektroniki, z 23 ściegami(bo prawda jest taka, że potem i tak używa się kilku; to tak jak z pralkami i milionem programów do prania).



Moja przyszłościowa maszyna to singer 4423 heavy duty. Obejrzałam recenzje z Australii,a  potem okazało się, że Intensywnie Kreatywna też o niej co nieco powiedziała. Chyba klamka zapadła, tym bardziej, że cenowo nie jest aż tak wyjechana w kosmos...Dublin pokaże, czy sie pokochamy z singerem czy nie :)





5 komentarzy:

  1. Pięknie,rześko i kolorowo,

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne te Twoje rośliny!
    Maszynę do szycia posiadam, właśnie Heavy Duty i jestem z niej zadowolona. Niestety jest to opinia osoby szyjącej dość sporadycznie :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. mam nadzieję, że ta maszyna będzie strzałem w dziesiątkę:) ważna jest Twoja opinia, bo to już kolejna dobra na temat tego modelu.

    OdpowiedzUsuń
  4. O!Maszyna! A dasz się przejechać jak przyjadę?;)

    OdpowiedzUsuń