piątek, 28 października 2016

Szkolna zabawa...




...była udana.

Malowałam dziewczyny chyba ze 40 minut, ale wyszły zadowolone, co mnie cieszy najbardziej. Monika co prawda stwierdziła nagle, że chciałaby taką twarz, jak Gosia, ale... trochę na to za późno. Zaklepała strój najstarszej na następny rok.





Po minie widać, że Monia średnio zadowolona; potem jednak się rozkręciła i w szkole już zupełnie zapomniała, że chciałaby co innego.



Gosi makijaż  trzymał się przez cały dzień. Po lekcjach chodziły jeszcze z koleżanką po osiedlu i się popisywały.



Spódnica też wytrzymała i czeka na poniedziałek.



Iza natomiast wyciągnęła sukienkę, która jej uszyłam 3 lata temu do przedszkola! Teraz szaleje w niej po domu.


I to tyle, w największym skrócie.

środa, 26 października 2016

Zajawka przed szkolną imprezą





Wczoraj wieczorem mieliśmy telefon niespodziankę. Dzwonił Libratus, tzn. jedna z pań, które wspierają rodziców. Dzwoniła z zapytaniem, jak nam idzie i z pochwałą za ogromny postęp :) Wszak z 0% przerobionego materiału zrobiło sie po 63 czy nawet 75% u Małgosi(to znaczy że powoli doganiamy tych, co pracują systematycznie) i u Moniki zdaje się, że minęliśmy magiczną 50 :)
Dziewczyny otrzymały pochwałę, prawie uniosły się pod sufit, tak napęczniały z dumy. Monia od razu zagaiła: to może dziś odpocznijmy od lekcji? Mały cwaniak.
Już niedługo będziemy kontaktować się ze szkołą w Polsce, żeby ustalić terminy egzaminów... musimy to zrobić wcześniej ze względu na specyfikę pracy mojego męża i jego dostępność.

Z innej beczki...

Jutro szkoła dziewczyn ma imprezę halloweenową, ponieważ od poniedziałku zaczynamy tygodniowa przerwę. Dzieci są podekscytowane niezmiernie, bo nowy dyrektor zapewnia nowe rozrywki i zabawy. I tylko Iza smutna, bo właśnie jutro, przed 10, musimy być w ambasadzie polskiej w Dublinie, żeby Izabelka dostała w końcu polski paszport. Do tej pory jeździła tylko na irlandzkim, ale teraz wolimy nie ryzykować. Siostry zapewniają, że zadbają o nią i przyniosą jej jakieś ciastka ze szkolnej sprzedaży słodkości. Z tym, że nie o same słodycze tu chodzi...

Jako, że Gosia jest w 6 klasie, moim zadaniem jest przygotować coś na kiermasz ciast i ciasteczek. Zastanawiałam się co by tu zrobić i w końcu zdecydowałam się na takie rozwiązanie:






Ciasteczka mumie. Pomysł podpatrzony, wykonanie wymyślone. Polukrowałam ciasteczka i na mokry jeszcze lukier przykleiłam oczy. Kiedy już lekko podeschły, wałkowałam masę cukrową, nacinałam po bokach i owijałam ciasteczka.




Co do strojów, Monika i Iza poszły na łatwiznę; jedna chce być umarłą księżniczką, a druga panną młodą - też  nieżywą. Gosia natomiast wymyśliła sobie lalkę ze strasznym makijażem. 
Sam strój to nic wielkiego. Użyłam sukienki z poprzednich lat jako bazy, a na wierzch zrobiłam spódnicę z siateczkowej firanki z ikei. Firankę pofarbowałam na czerwono i czarno wkładami od markerów, usztywniłam mąką, pocięłam na pasy i zawiązałam na szarfie, bo maszyny przecież nie mam. 


Samo wiązanie niby proste, ale musiałam znaleźc sposób na to, żeby wyglądało to dobrze. W końcu się udało.




To już  efekt końcowy, a w pełnej krasie zobaczycie za kilka dni.



Sam pomysł wzięłam z przebrania Królowej Kier z Alicji w Krainie Czarów. Gosia jednak zrezygnowała z pomysłu bycia królową i poprzestała na lalce.

czwartek, 20 października 2016

Czas płynie...





...i w naszej szkole niedługo już halloween.

Od początku września jakoś tak szybko mi czas zleciał, że nie pisałam wcale, nawet zdjęć nie pstrykałam; od czasu do czasu zrobiłam "przebieżkę" po blogach i to wszystko.

W tym czasie powstało kilka rzeczy na drutach, to na szydełku... ale o tym później.

Tymczasem wspomnę o naszych doświadczeniach z Libratusem.

Już na początku września dostaliśmy dokładną rozpiskę poszczególnych tygodni i w zasadzie od 1 września materiały do nauki były dostępne na naszych kontach. Dziewczyny, pełne zapału, siadły do pierwszych lekcji... i tu niespodzianka. Materiału jest dużo, wszak to wszystko, co w szkole w Polsce, a czasu mamy zdecydowanie mniej - tylko trochę po lekcjach i weekendy. Nie oszukujmy sie jednak, dzieci nie będą pracowały non-stop przez ileś godzin. Do tego trudności ze zrozumieniem tekstów, tłumaczenie, itd. Jednym słowem, po pierwszych lekcjach byliśmy do tyłu z materiałem. Dodatkowo dzieci zniechęciły się, szczególnie przerabianiem wierszy, których nie mogły pojąć. Wszystko to sprawiło, że libratus praktycznie zatrzymał się w miejscu.
Kiedy do nas zadzwonili ze szkoły w Polsce - naszej szkoły partnerskiej z Warszawy - mieliśmy już 5 tygodni w plecy. Przyznaję jednak, że ta rozmowa bardzo nam pomogła. Nauczycielka zachęcała do próbowania, odpuszczenia sobie rzeczy trudnych, a zajęcia się tymi, które sprawią dzieciom frajdę(do tych ponad ich siły możemy wrócić później, pod koniec roku szkolnego, kiedy będzie dzeciom troszkę łatwiej). Absolutnie zakazała, jeśli tak można to ująć - rezygnowania z kontynuacji nauki, bądź egzaminów. Ten telefon dał moim córkom ogromnego kopa, a jednocześnie może zachęcił do podjęcia trudu? Od tego dnia, 6 lub 7 października, dzieci pracowały CODZIENNIE!!!!! Raz było to 60 minut(czym mnie zaskakiwały) a innym razem ponad godzinę(co już mnie szokowało :)) Kiedy miały dość, wyłączaliśmy konto i sprawdzały postęp procentowy(bo taki jest liczony).
W tej chwili nadrobiliśmy prawie 2 tygodnie! co jest ogromnym osiągnięciem. Do tego dzieci pracują raczej z ochotą, rozkręcaja sie po pierwszych minutach i dalej czas pędzi. Ogromnym plusem jest to, że mój mąż wciągnał się w to zadanie i oboje systematycznie uczymy i pracujemy z naszymi pociechami.
Jakie wyniki tego będą? Nie mam pojęcia, ale jak zauważyła nauczycielka z Polski: nawet jeśli, w najgorszym wypadku - którego ona nie przewiduje - nie zaliczą egzaminów końcowych, to to, czego się nauczyły, nikt im nie odbierze. I tego się trzymamy i kontynuujemy naukę Gosi - w klasie 5 i Moniki - w klasie 3. Iza zaś dzielnie chwyta za elementarz i czyta po polsku :)


Teraz trochę dziergadełek:


Komplet dla Izabelki. Na otulaczu pojawią się kwiatki w kolorze pomarańczu z czapeczki:



Dla Izki, do spania :)



Wiem, że wyglądają okropnie, ale te dwie pary są używane jako kapcie i tu sprawdzają się znakomicie. Raz, że brązowe włóczki sa niezwykle wytrzymałe i ciepła, dwa, w końcu znalazłam zastosowanie do tych resztek :)



Tutaj coś nowego. Szydełko chyba 10 i paski materiału ze starych poszewek, sukienek, itp.


Powstaja powoli, bo są niezwykle materiałożercze!



Na drutach włóczka fantazyjna: spotkałam jeden motek w SH i kupiłam. Dobrze, że nie nabywałam jej w większej ilości! Efekt ciekawy, ale praca upierdliwa, delikatnie określając.



W szkole irlandzkiej zbliża się halloween. W tym roku nowy dyrektor wprowadza nowe rzeczy, nowe rozwiązania i muszę powiedzieć, że działa szybko, prężnie i... organizuje ciekawe zajęcia.

Już w przyszłym tygodniu musimy z Gosią upiec coś na szkolny targ z okazji halloween. Pieniążki idą na szkołę i potrzeby uczniów.
Teraz jestem na etapie wymyślania i tworzenia stroju Gosi. Tym razem bez maszyny, bo moja stara wyzionęła ducha po 11 latach pracy(jak na lidlowską markę i zadania, które wykonywała, całkiem nieźle).

Gosia zakończyła pływanie w ramach szkolnych zajęć. W tamtym roku ukończyła poziom pierwszy - dopiero co nauczyłam ją pływać, a w tym roku zaliczyła 5 lub 6. Efekt taki dlatego, że przez cały miniony rok, co tydzień, jeździliśmy z dzieciakami na basen. Nawet nabyliśmy specjalne okularki:


Oczywiście "no name" firma :) ale nie parują, przyciemniają nieco światła lamp i generalnie - jak Małgosia określiła - są cool! W jej wieku to teraz ogromnie ważne. 
Dla mnie istotne jest to, że dzieci pływają - nawet Iza radzi sobie w wodzie - i czerpią z tego radość. My przy okazji spędzamy ponad 2 godziny razem na basenie i też czerpiemy z tego przyjemność.