środa, 2 listopada 2016

Nasza tradycja...




... odwiedzania cmentarza po halloween i w tym roku się utrzymała. Poszliśmy zapalić lampki na grób sąsiadki, przeszliśmy przez cmentarz, porozmawiałyśmy ze sobą o tym, co w tym dniu ważne. Wspominaliśmy tych, którzy odeszli i których moje dzieci znają oraz tych, co odeszli, a których dzieciaki nigdy nie spotkały.



I już ostatni wpis podsumowujący nasz irlandzki halloween....

Artur w tym roku miał już  tylko 6 dzieci do prowadzania, w tym 4 nie nasze :)

Gosia poszła do koleżanki, ale za to do nas przyszły psiapsiułki Moniki i Izabelki; tak to już jest, że każde z naszych dzieci ma bogate życie towarzyskie - w przeciwieństwie do nas :)


Dziewczyny tym razem sporo pomogły przy organizacji imprezy.

Gosia i Monia namalowały ogromne tablice tematyczne:





Iza przygotowała trójwymiarowy plakat:



Do tego głowa czarownicy "na szybko", do zawieszenia na dworze, przy drzwiach.


Do tego przygotowały lampiony z kartonów po mleku, które wystawiliśmy na dworze.

W oknie - tradycyjnie, nie ogarnęłam pajęczyn i dekoracja gotowa :) Jej mieszkańcy mają się dobrze.



Pierwszy raz dynie na parapecie :)



A na słodko.... oczywiście jabłka w czekoladzie...



...które rozdajemy jako prezenty:



Zamówienie Izabelki - czekoladowe ciasto Missisipi ubrane w pajęczynkę:


Na stole królowały też mumie, takie, jak przygotowałam do szkoły; tym razem robiły je Monia i Iza i poszło im świetnie! Były też  mużdżki z preparowanego ryżu w białej czekoladzie(okraszone czerwonym barwnikiem), ale nie zachowały się do zdjęcia, podobnie, jak paluchy czarownicy.


Najmłodsza wyciągnęła sukienkę, którą uszyłam jej do przedszkola - 3 lata temu - i ciągała ją po domu. Taki mały słodziak...



...który zażyczył sobie być truposzem:





Monika, na prawdziwym halloween, wystąpiła jako marionetka. Usta sobie już rozmazała, bo pierwotnie nie były takie wielkie:



I na koniec mamuśka:



...która witała wszystkie dzieci w drzwiach:





I tym wpisem zamykamy październikowy temat strachów

8 komentarzy:

  1. ale działo się u Was ,wypieki ekstra,dekoracje super a mamuśka de best,

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja cię kręcę! Naprawdę przerażające charakteryzacje:-). Napracowaliście się nad wszystkimi dekoracjami, ale efekt jest niesamowity:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rewelacja :)
    Jaki wszystkie strasznie wyglądałyście :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. nadrobiłam zaległości :)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow, ale piękny nietoperek Izy! Zdolna z niej bestia! :) Ma talent po mamusi :)

    Zresztą, wszystko u Was pięknie się prezentuje. Widać, że się solidnie przyłożyliście do obchodów Halloween. Czyli zupełnie przeciwnie do mnie :) Ja w tym roku nawet dyni nie kupiłam i nie "wyrzeźbiłam", mimo że nawet lubię to robić. Nie miałam też żadnych słodyczy dla dzieci, dobrze więc, że nikt do nas nie zawitał [nie było samochodu przed domem, a światła od strony ulicy były wyłączone, więc pewnie wyglądało na to, że nikogo nie ma w domu].

    Zdaje się, że już w zeszłym roku to pisałam, ale powtórzę raz jeszcze: masz idealną urodę do takiej charakteryzacji. U mnie nie wyglądałoby to tak imponująco.

    PS. A tak na marginesie - czy do Was też dotarła ta głupia "moda" na klauny straszące dzieci i dorosłych? Do nas tak, choć na szczęście sama nie stanęłam oko w oko z takim przebierańcem. Aaa, byłabym zapomniała - Was też nie chciałabym spotkać nocą w ciemnej uliczce ;) Wyglądacie naprawdę przerażająco, nie wiem, czy moje słabe serce by sobie poradziło z takim nadmiarem wrażeń ;) Dobra robota, Aniu. Muszę powiedzieć, że jesteś 1 z 2 perfekcyjnych pań domu, które znam w wirtualnym świecie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Diewczyny, wszystkie cztery budzicie grozę w tych kostiumach i makijażach! Świetna robota, dekoracje, wypieki - jak zawsze u Was.
    A takie jabłuszko w czekoladzie chętnie bym przyjęła w prezencie;)
    Ślinka cieknie. Na kawałek ciasta Missisipi też:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspaniałe dekoracje :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń