czwartek, 20 października 2016

Czas płynie...





...i w naszej szkole niedługo już halloween.

Od początku września jakoś tak szybko mi czas zleciał, że nie pisałam wcale, nawet zdjęć nie pstrykałam; od czasu do czasu zrobiłam "przebieżkę" po blogach i to wszystko.

W tym czasie powstało kilka rzeczy na drutach, to na szydełku... ale o tym później.

Tymczasem wspomnę o naszych doświadczeniach z Libratusem.

Już na początku września dostaliśmy dokładną rozpiskę poszczególnych tygodni i w zasadzie od 1 września materiały do nauki były dostępne na naszych kontach. Dziewczyny, pełne zapału, siadły do pierwszych lekcji... i tu niespodzianka. Materiału jest dużo, wszak to wszystko, co w szkole w Polsce, a czasu mamy zdecydowanie mniej - tylko trochę po lekcjach i weekendy. Nie oszukujmy sie jednak, dzieci nie będą pracowały non-stop przez ileś godzin. Do tego trudności ze zrozumieniem tekstów, tłumaczenie, itd. Jednym słowem, po pierwszych lekcjach byliśmy do tyłu z materiałem. Dodatkowo dzieci zniechęciły się, szczególnie przerabianiem wierszy, których nie mogły pojąć. Wszystko to sprawiło, że libratus praktycznie zatrzymał się w miejscu.
Kiedy do nas zadzwonili ze szkoły w Polsce - naszej szkoły partnerskiej z Warszawy - mieliśmy już 5 tygodni w plecy. Przyznaję jednak, że ta rozmowa bardzo nam pomogła. Nauczycielka zachęcała do próbowania, odpuszczenia sobie rzeczy trudnych, a zajęcia się tymi, które sprawią dzieciom frajdę(do tych ponad ich siły możemy wrócić później, pod koniec roku szkolnego, kiedy będzie dzeciom troszkę łatwiej). Absolutnie zakazała, jeśli tak można to ująć - rezygnowania z kontynuacji nauki, bądź egzaminów. Ten telefon dał moim córkom ogromnego kopa, a jednocześnie może zachęcił do podjęcia trudu? Od tego dnia, 6 lub 7 października, dzieci pracowały CODZIENNIE!!!!! Raz było to 60 minut(czym mnie zaskakiwały) a innym razem ponad godzinę(co już mnie szokowało :)) Kiedy miały dość, wyłączaliśmy konto i sprawdzały postęp procentowy(bo taki jest liczony).
W tej chwili nadrobiliśmy prawie 2 tygodnie! co jest ogromnym osiągnięciem. Do tego dzieci pracują raczej z ochotą, rozkręcaja sie po pierwszych minutach i dalej czas pędzi. Ogromnym plusem jest to, że mój mąż wciągnał się w to zadanie i oboje systematycznie uczymy i pracujemy z naszymi pociechami.
Jakie wyniki tego będą? Nie mam pojęcia, ale jak zauważyła nauczycielka z Polski: nawet jeśli, w najgorszym wypadku - którego ona nie przewiduje - nie zaliczą egzaminów końcowych, to to, czego się nauczyły, nikt im nie odbierze. I tego się trzymamy i kontynuujemy naukę Gosi - w klasie 5 i Moniki - w klasie 3. Iza zaś dzielnie chwyta za elementarz i czyta po polsku :)


Teraz trochę dziergadełek:


Komplet dla Izabelki. Na otulaczu pojawią się kwiatki w kolorze pomarańczu z czapeczki:



Dla Izki, do spania :)



Wiem, że wyglądają okropnie, ale te dwie pary są używane jako kapcie i tu sprawdzają się znakomicie. Raz, że brązowe włóczki sa niezwykle wytrzymałe i ciepła, dwa, w końcu znalazłam zastosowanie do tych resztek :)



Tutaj coś nowego. Szydełko chyba 10 i paski materiału ze starych poszewek, sukienek, itp.


Powstaja powoli, bo są niezwykle materiałożercze!



Na drutach włóczka fantazyjna: spotkałam jeden motek w SH i kupiłam. Dobrze, że nie nabywałam jej w większej ilości! Efekt ciekawy, ale praca upierdliwa, delikatnie określając.



W szkole irlandzkiej zbliża się halloween. W tym roku nowy dyrektor wprowadza nowe rzeczy, nowe rozwiązania i muszę powiedzieć, że działa szybko, prężnie i... organizuje ciekawe zajęcia.

Już w przyszłym tygodniu musimy z Gosią upiec coś na szkolny targ z okazji halloween. Pieniążki idą na szkołę i potrzeby uczniów.
Teraz jestem na etapie wymyślania i tworzenia stroju Gosi. Tym razem bez maszyny, bo moja stara wyzionęła ducha po 11 latach pracy(jak na lidlowską markę i zadania, które wykonywała, całkiem nieźle).

Gosia zakończyła pływanie w ramach szkolnych zajęć. W tamtym roku ukończyła poziom pierwszy - dopiero co nauczyłam ją pływać, a w tym roku zaliczyła 5 lub 6. Efekt taki dlatego, że przez cały miniony rok, co tydzień, jeździliśmy z dzieciakami na basen. Nawet nabyliśmy specjalne okularki:


Oczywiście "no name" firma :) ale nie parują, przyciemniają nieco światła lamp i generalnie - jak Małgosia określiła - są cool! W jej wieku to teraz ogromnie ważne. 
Dla mnie istotne jest to, że dzieci pływają - nawet Iza radzi sobie w wodzie - i czerpią z tego radość. My przy okazji spędzamy ponad 2 godziny razem na basenie i też czerpiemy z tego przyjemność. 




22 komentarze:

  1. Twoja włóczka jest ciekawa i podoba mi się bardzo ten przestrzenny efekt ale... pewnie nie wiedziałabym co z niej zrobić :)
    Kwestia edukacji emigracyjnych dzieci bywa trudna. Zakładam tak bo moje dziecko odchowało się w Polsce, dopiero na studia ruszyła za granicę a po nich wpadła do nas na trochę i jakoś tak się zasiedziała :)
    Widzę jednak dzieci znajomych i często zastanawiam się jak to możliwe, że tak beznadziejnie mówią po polsku...
    Nie wspominając już o jakiejś wiedzy o ojczyźnie rodziców.
    Kompletnie nie mogę pojąć jak można nie dostrzegać, że dwujęzyczność to taka olbrzymia zaleta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to musze Ci powiedzieć, ze moje dzieci naleza do tej grupy, która mówi beznadziejnie po polsku mimo naszego trudu i mimo tego, że my, rodziece wiemy, jak dobrze znać języki. dzieci, zwłaszcza małe, tego nie pojmują i tyle.. nie wdaję się jedank w dyskusje na temat tego, bo to trudna i bardzo indywidualna sprawa.

      Usuń
  2. Widzę, że sporo się dzieje - a to pochłania czas...

    Bardzo podoba mi się komplet dla Izabelki - nawet bez kwiatków.

    Ja kupuję takie okularki do pływania w ilościach hurtowych - moje dzieci nawet w ogródkowym basenie ich używają i bardzo sobie chwalą.

    A pływanie jest BARDZO zdrowe.

    Pozdrawiam ciepło,
    Motylek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. musze przyznać, że faktycznie okulary się zużywają przy takim użytkowaniu

      Usuń
  3. długo Cię nie było,super że jesteś,zajęć masz sporo,komplet Izy super, cóż skarpetki -ważne że spełniają swoją funkcję ,tez tak zrobiłam ale wpis dopiero będzie, fajnie że dzieciaczki pływają,podziwiam za nauczanie w ramach programu,pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas zleciał tak szybko i nagle okazało się, że to już październik

      Usuń
  4. Zawstydziłaś mnie tym pływaniem Córek, bo ja od czerwca jakoś odpuściłam... Ale czas wrócić na basen, bo przez jesień i zimę to dla mnie jedyna forma aktywności.
    Gratuluję też dziewczynkom postępów w Libratusie! Ale to w dużej mierze Wasza zasługa, Waszego wsparcia i mobilizacji. Szczerze Was podziwiam!
    Szydełkowanie z pasków materiołowych bardzo mi się podoba, to nie tylko fajny recykling, ale też bardzo efektowna robótka:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Renya, z tą pracą to czasem jest taka orka! na ugorze, można rzec :)idzie się załamać, naprawdę. Próbujemy jednak dalej.

      Usuń
  5. Dużo się u Ciebie dzieje :-) Bardzo jestem ciekawa przebrań Twoich córek na Halloween.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już niedługo przebrania się pojawią :)

      Usuń
  6. Stare poszewki itp.do szydełkowania....fajny pomysł. Jakoś nigdy nie pomyślałam, aby je w ten sposób wykorzystać .
    Dzięki za pomysł.

    OdpowiedzUsuń
  7. U nas tez mega zaleglosci z Libratusa ale teraz tydzien wolnego w szkole i planujemy nadrobic. Trzymam kciuki za motywacje Twoich dziewczyn. Ja zapisalam mojego syna do opcji 'kolega z lawki'... Polecam!!! U nas to jest kolejny element motywujacy, ze nie tylko nauka i nauka ale tez mozna miec kolege/kolezanke ktora tak samo uczy sie w 'na dwa etaty'.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymaj kciuki, trzymaj :) też mam nadzieję na ten tydzień wolnego i na to, że uda się troszke podgonić.

      Usuń
  8. Witam,
    Pierwszy raz trafiłam na tego bloga gdyż zainteresował mnie temat Libratusa. Dzięki za kilka słów otuchy, dobrze wiedzieć, że nie tylko moja córka ma różne, raz cięższe, raz lżejsze chwile :-) z Libratusem. Robimy z córką Libratusa już drugi rok (aktualnie 3 klasa), jest dużo materiału więc córka jest często zniechęcona, raczej jesteśmy na bieżąco ale często jest to przepłacone wielkim żalem, że nie ma czasu na nic innego, ale staramy się aby weekendy były wolne. W okolicach września rozmawiałam z jedną z nauczycielek ze szkoły partnerskiej i dowiedziałam się, że jesli dziecko jest bardzo zmęczone czy zniechęcone to nie musi przerabiać zadań dodatkowych. Cenna jest dla mnie też twoja informacja, że nie trzeba przerabiać wrzystkiego od deski do deski, wystarczy żeby dziecko poznało jakiś "zarys" danego materiału.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj, nauka poza krajem to temat rzeka :) z Libratusem nie mma doświadczenia, bo to mój pierwszy rok. To chyba Ty wiesz więcej :) z tym, że mam dzieci w 3 i 5 klasie, więc pracy jest dużo, sama wiesz.
      Nie zrozum tylko źle wpisu, nauczycielka poradziła, żeby omijać trudniejsze opcje, ale wrócić do nich kiedyś, kiedy będzie łatwiej.
      Natomiast nie przerabiam tak dokładnie wszystkiego, bi część rzeczy umieją ze szkoły irlandzkiej, teraz omawiamy je tylko po polsku.

      Usuń
  9. Gratulacje dla dziewczyn i dla mamy za tak ciężką pracę, naukę na "dwa etaty". Nic tylko podziwiać i brać z Was przykład. Życzę dużo sił i nieustającej motywacji. No i mimo wszystko też trochę wolnego czasu na odpoczynek, zabawę, wycieczki... Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dziękuję :) dużo sił się przyda na pewno.

      Usuń
  10. O, my też zaczęliśmy rok z Libratusem. Na razie to dopiero pierwsza klasa, więc jakoś idzie. Świetnie się czyta Twój blog. Na razie "dotarłam" do 2013 roku ;) Zastępujesz mi polskie książki. Pozdrowienia z sąsiedniej wyspy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia z nauką z Libratusem.
      Dziękuję za miłe słowa, to napełnia trochę większą energią do pisania; i podziwiam za wytrwałość w czytaniu!
      To my takie "sąsiadki" jesteśmy ;)
      Pozdrawiam

      Usuń