czwartek, 14 lipca 2016

Ogród nie czeka...




...aż wyjdę z ciągu czytelniczego, czy też wrócę z kolejenj wycieczki. Ogród rozkwita...

Po majowej wizycie moich rodziców został mi liliowiec - dostałam go od nich w prezencie :)



Już na początku lipca zakwitł...








W ogrodzie zielono od tego ciągłego deszczu. Powojniki zakrywają już prawie całe ściany, a przecież część z nich była cięta prawie nad ziemią.




Niezawodne lwie paszcze:



...i nowe odmiany powojnika - to zdaje się 'Warszawska Nike'



...a tu 'Jan Paweł II'






Do tego mam melisę, z której intensywnie korzystam:


I miętę dwubarwną, którą to rok temu ktoś mi wytknął jako błąd, bo podobno to plektrantus :) Nie, to nie plektrantus, to mięta :)




Na początku czerwca na froncie wciąż kwitł powojnik górski:



Ale doszła też nasturcja i hosty w pojemnikach:



W tej chwili już wszystko sie rozrosło i obsypało kwieciem:



Niedawno skończył kwitnienie bluszcz, który obrasta moje ogrodzenie; pszczoły miały tam wiele pracy, tylko buczenie sie rozlegało całymi dniami:



Teraz czas geranii i lobelii:












To jeszcze raz front z wypalona trawą! Chyba gmina zarządziła spryskanie chwastów na chodnikach i oto efekt tych, którym "zawiało" roundapem w mój ogród!






Róże...






A na patio króluje donica z mieszanką: fuksja, bakopa, gerania:



Do następnego! Pozdrawiam kwiatowo.

4 komentarze:

  1. Jak pięknie... Cudne kwiaty :-) Piękna mieszanka kolorów.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie! A u nas tornado, ogród spustoszony :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Co tu dużo mówić - po prostu bajecznie :))
    Dziękuję za wspaniałe wycieczki w poprzednich wpisach. :)
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń