czwartek, 14 kwietnia 2016

Zaczytana




...w Follecie i innych.



Wpadła mi rękę książka "Hammer of Eden"(Młot Edenu) K. Folleta. Najpierw leżała dwa tygodnie, potem pomyślałam, że zaraz będę musiała odnieść ją do biblioteki, albo przedłużyć termin, więc zaczęłam czytać... I wsiąkłam. Dwa dni i książka zaliczona.
Ludzie, którzy walczą o prawo do życia wedle swoich zasad, w odcięciu od świata. Czy można walczyć o to za wszelka cenę? Czy można walczyć o życie w zgodzie z naturą i aby to osiągnąc zabić człowieka/ludzi... kto ma rację?

Przeczytaną odniosłam do biblioteki, wzięłam kolejną Folleta, ale przy okazji wpadła mi w oko ta:




Nie wiem, czy jest tłumaczenie polskie, ale powiem Wam tak: piękna, urzekająca książka, przenosząca czytelnika do świata naszego dzieciństwa, no przynajmniej mojego.
Wychowywałam się na wsi, w czasach, kiedy niewiele było, kiedy jeszcze jeździliśmy na łąkę wozem drabiniastym, zaprzężonym w konia i zbieraliśmy siano - moi rodzice  czy babcia bardziej niż ja oczywiście. Ja miałam swobodę i czerpałam przyjemność z tych dni całymi garściami!, choć wtedy o tym nie wiedziałam, a może nie zdawałam sobie sprawy.
Pamiętam żniwa, jakie opisuje autorka, chodzenie na grzyby, świnobicie i nawet! rwanie pierza u sąsiadów. Ależ to była frajda dla dziecka.
Teraz nagle ta książka przeniosła mnie do tamtego świata, tym bardziej pieknego, że nieosiągalnego. Tym bardziej pożądanego, bo niemożliwego do przywrócenia. Wtedy bardziej liczyło sie "być" niż "mieć".
I dodam jeszcze tylko: mało ważne, że ona mieszkała w Irlandii, a ja  w Polsce, bo życie na wsi wszedzie było piękne i ciężkie zarazem.

Do tego wszystkiego książka jest pisana wspaniałym językiem, z poczuciem humoru; niektóre teksty sa przekomiczne. Wyobraźcie sobie lata 50 i akuszerkę odbierająca dziecko, które urodziło się trochę wcześniej, niż wychodziłoby to z kalendarza poślubnego. Wszyscy dookoła wiedzą o co chodzi, a ona komentuje to tak: to wspaniałe że mieli już tyle dokonań, zanim wzięli ślub :)

I tyle.




3 komentarze:

  1. Już sprawdziłam - u nas to jest tytuł "Jak wolne ptaki" i jest dostępna w mojej bibliotece więc zapisuję na listę. Folleta nie muszę zapisywać, można brać z półki każdą jego książkę w ciemno.

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie Follet jest taki, więc go sobie dozuję :) A z kolei książka A. taylor była dla mnie tak piękna, że nie mogłam odżałować, że już się skończyła.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam serdecznie,
    Od dawna po kryjomu, nie przyznając się nikomu ;)
    podczytuję Pani bloga czerpiąc garściami inspiracje, emocje, uśmiech, dobre słowo ;)
    Mam pytanie, wręcz ocierające się o politykę i prywatę.
    Jak tak na prawdę wygląda na Wyspach podejście do tematu Brexit-u? Czy jest się czego bać? Czy raczej po prostu politycy nasi nas straszą, bo nie maja nic lepszego do roboty :) Jakie są Państwa odczucia? Bo przecież dzieciaki mają szkołę, przyjaciół. Jesteście zadomowieni.
    Jeśli można, prosiłabym notkę o tym. Nie ukrywam, że zastanawiam się czasem nad emigracją.
    Pozdrawiam cieplutko i miłego dnia życzę
    Nimidaris

    OdpowiedzUsuń