niedziela, 17 kwietnia 2016

Slieve Bloom Mountains po raz .... kolejny


Tak koło 13, w niedzielę, wybraliśmy sie w nasze pobliskie góry Slive Bloom. Parking był zapełniony po brzegi, a nawet sie przelewało, można powiedzieć. Nie było jednak tak, żeby gdzieś nie upchać auta.
 Po załadowaniu plecaków, dzieci podjęły decyzję, którą ścieżka idziemy i wybrały trasę "naokoło",  a nie "w dół". To są ich własne określenia tamtejszych szlaków, które znaja już na pamięć.

Najpierw drewniana ścieżką przez tereny podmokłe:


Drzewa jeszcze bezlistne, ale za to rysunek pni i faktura kory zastępuje doznania estetyczne związane z zielenią.



Krótkie przystanki w oczekiwaniu na mnie, bo jak to Iza określiła - mama potrzebuje jeszcze jednego zdjęcia pnia.






Popołudniowe słońce dodawało klimatu i tak klimatycznym miejscom:






Zanim wyszliśmy na tę drogę, Izabelka zaliczyła kąpiel w błocie. No cóż... zdarza się. Zanim dotrzemy do auta, wszystko zdąży wyschnąć i odpadnie :)



Wszędzie pełno było maleńkich strumyczków, spływających z wyższych partii gór.



Zaczęliśmy skręcać i schodzić w dół.




Ten etap jest prosty, bo trzeba tylko uważać na mokre i śliskie deski i takie samo podłoże. Generalnie jednak, nawet jeśli  ktoś zaliczy upadek, to wyląduje w krzewinkach wrzosów, więc jeszcze nie tak najgorzej.



Potem zaczęło sie trudniej, bo ścieżka - już głównie gliniasta i mokra od licznych strumyczków, biegła naokoło zbocza góry. W dole płynęła rzeka, dość wartka po deszczach. 



Na zdjęciu widać po prawej stronie trawiasto-krzewinkowe zbocze góry. Można tędy spokojnie zjechać w dół, aczkolwiek nie polecałabym tego nikomu. Dziewczyny zaznajomione z trasą, wiedziały, że muszą tutaj być ostrożne.




Po jakimś czasie znowu było łatwiej. Teraz otaczały nas liczne brzozy.



I tak dotarliśmy do górnego wodospadu, gdzie zatrzymaliśmy się na picie i lekki posiłek.



I zdjęcie tegoż wodospadu, ale z samej góry.



Troszke niżej wygląda już  lepiej, to znaczy tak, jak wodospad powienien wyglądać:


Potem kolejnych kilka "stopni" w dół i kolejny wodospad.



Trzeci już nie załapał się na zdjęcie, bo jakoś tak szybko doszliśmy do skalnego koryta rzeki. Artur przezornie postanowił się tam nie zatrzymywać, żeby dzieci nie skąpały się, jak to było rok temu. Pozwolił im tylko umyć ręce i to wystarczyło. Monika wylądowała siedzeniem w wodzie - lodowatej wodzie!. Nie popłakała się, ale wyciszyła za to do końca wycieczki. Dobrze, że w aucie mam koc. Rozebrała się i owinęła nim, i tak dojechała do domu. Nauka na następny raz: jedziesz w te góry, bierz ubrania na zmianę dla swoich pociech.



Jedno z drzew po zimowych huraganach. Dziewczyny podziwiały jego wielkość. W zasadzie wielkość górnej partii korzeni(najstarsza ma 1.55cm wzrostu, więc podniesiona ziemia jest calkiem spora).


Ten sam "gigant" - określenie moich pociech - z drugiej strony. Wiele takich leżało, bo też ostatnia zima zafundowała nam chyba z 9 solidnych huraganów.



Zdjęć z wycieczki to nie koniec, będzie następna seria, bardziej przyrodnicza, niż rodzinna.

10 komentarzy:

  1. Uwielbiam piesze wędrówki, także z miłą chęcią przeszłam się z Wami:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniała wyprawa, na dodatek pełna przygód;) Drzewa, wodospady, mnóstwo zieleni, piękna pogoda... Ależ mieliście udaną niedzielę. Czekam na resztę fotek:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. reszta fotek to juz beda zdjęcia raczej przyrody :) wyprawa była pełna przygód, nie da się ukryć.

      Usuń
  3. Fajnie że dziewczynki chcą chodzić tymi samymi szlakami.Ale przecież zawsze można zobaczyć coś nowego,coś ciekawego
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziewczyny same czasem decyduja gdzie jedziemy. te góry mamy pod bokiem, więc wybieramy się tam często na takie spacery, gdzie decyzja zapada w drugiej połowie dnia.
      Oczywiście, że można zobaczyć coś nowego i ciekawego - ciekawszego niż to samo wkoło - ale jeśli dzieciom sie nie znudziło, to lepiej, zeby przejśc się w pobliskich górach, niż siedzieć na tyłku, bo na inne wycieczki jest za późno, prawda :)
      A nowych i ciekawszych wycieczek będzie tu znowu troszkę, bo raczej regularnie jeździmy na takie wyprawy.

      Usuń
  4. pięknie tam, na zdjęciach wygląda jakby cała góra była tylko dla Was: spokój, cisza i piękno przyrody

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie da się ukryć, że ludzi wielu tam nie ma :)

      Usuń