czwartek, 21 kwietnia 2016

Codzienność...



....niby tak samo, ale zawsze coś innego; jak to moja sąsiadka stwierdziła: nie może być tak, że wszystko toczy się ustalonym rytmem, zawsze musi być jakaś niespodzianka. Najczęściej taka, że rodzice muszą albo kombinować, co by tu z dziećmi zrobić, kiedy są w pracy, albo wyciągać portfel na kolejne opłaty.

W szkole początek i koniec roku - bo już powoli zbliżamy sie do finiszu! - to czas, kiedy są nawiększe wydatki.
Najstarsza zaczęła teraz kurs pływania(opłata) - dumna niesłychanie, bo zalicza wyższy poziom, którego się bała. Ledwo wysłałam pieniądze na basen, to już musiałam szykować kolejne, na kurs karty rowerowej. Nie powiem, fajna rzecz, bo specjalna firma przywozi kaski, rowery , jednym słowem cały potrzebny sprzęt do szkoły i tam uczą dzieciaki przepisów i prawidłowej jazdy na drodze. Oczywiście to kolejna opłata, a jakże.
Ledwie ochłonęłam przez "łikend", a tu znowu najstarsza przychodzi z wiadomością o wycieczce szkolnej w miejsce, gdzie będą taplać się w błocie i my mamy za to zapłacić :) No nic, jakoś to będzie. Tylko to powiedziałam i Małgosia, i Monika, przyniosły notki o opłacie na książki na kolejny rok.... a szykują się jeszcze przecież kolejne wydatki na wycieczki szkolne dwóch pozostałych dziewczyn... nic, tylko trzymaj się za kieszeń.

W międzyczasie Gosię zaopatrzyliśmy w okulary. Narzekała od jakiegoś czasu, że coś nie tak z jej widzeniem. Okazało się, że potrzebuje okularów - nie mocnych, ale takich, żeby poprawić jej odbiór rzeczywistości, zwłaszcza podczas czytania. Wychodzą tu godziny ślęczenia nad książkami, często w ukryciu przed rodzicami.

Nie mogę wyjść z podziwu, jak Gosia w ostatnim półroczu się zmieniła. Widać to w dobrym i tym złym zachowaniu. U optyka to ona podjęła decyzję, które oprawki chce wziąć. Artur - bo to on tam z nią był - dzwonił, żebym przyszła i interweniowała. Przyszłam, ale tylko po to, żeby się z  nim nie kłócić przez telefon. Uważam, że na tym etapie, Gosia niektóre rzeczy powinna wybierać sama. Mało jeszcze marudzi co do ubrań - a ma juz 12 lat - i większośc to ja kupuję, a ona akceptuje. Powoli jednak to się zmienia i pozwalam jej na pewne decyzje - w granicach rozsądku.
Moje najstarsze dziecko jest zachwycone swoimi okularami. Od razu poczuło się ważniejsze, doroślejsze i jakoś tak inaczej się zachowuje.



W momencie zaczytania nie zauważyła, że robię jej zdjęcia:


Nawet nie zwróciła uwagi, że pstrykam fotki, kiedy przygotowuje sobie jedzenie! Takie zdjęcia na luzie, z Gosią, to wyjątki.




Monika prosiła się o swoje ujęcie i to koniecznie podczas jedzenia :) Monika jeszcze się nie zmienia. Wciąż jest małym, rozbieganym dzieciakiem, który ma niezwykłe predyspozycje matematyczne i kocha wszelkie łamigłówki matematyczne. Do tego chce być małym dzieckiem, które się przytula.



Tymczasem Izabelcia... odkrywa świat książek. Fascynuje ją możliwość, którą odkryła jakiś czas temu. Literki układają się w słowa, a te w zdania! Widzę w niej przyszłą czytelniczkę.




Wzięła się nawet za polski elementarz i początek idzie jej nieźle. Aż żałuję, że nie zapisałam jej do libratusa!



Właśnie, odnośnie libratusa.... wysłaliśmy dokumenty do naszej stacjonarnej szkoły w Polsce, tam je sprawdzili i dziewczyny dostały już dostęp do swoich kont. Mogą zaczynać przerabiać materiał, który pomoże wdrożyć się zarówno im, jak i mnie, w działanie projektu.

Wracając do Izabelki... Straszna z niej gadułka. Ostatnio poszłam do ogromnego sklepu z ubraniami w celu nabycia kiecki na komunię(to już za dwa tygodnie). Wybrałam 4 modele, poszłam do przymierzalni i tu się zaczęło. Tego dnia byłam z Izą i Gosią, obie weszły ze mna do środka. Iza, na cały głos(a w wielkim, prawie pustym pomieszczeniu głos się niesie, zwłaszcza taki donośny) zaczęła komentować moje działania:
-Nie, ta nie jest ładna. Za krótka, prawda mamo? O tu coś wystaje, a co to, moge pociągnąć? O, za ciasna, potrzebujesz większej, bo guzik nie dostaje. Gosia nie zasunie, nie, nie da rady. Musisz mieć duuuużą sukienkę(budujące, prawda?) Ta jest piękna, ma takie koraliki.... Nie podoba ci się? Dlaczego, ja ja lubię. Koraliki cię drapią? Mnie też czasem coś drapie. Myślę, że powinnas ją wziąć, bo taka piękna. O, żadnej nie chcesz? To wiem, co zrobimy! Pójdziemy i wybierzemy kolejne i znowu będziesz przymierzać!

jednak nie... po tych czterech się poddałam i postanowiłam, że albo pójdę w sterej kiecce - w końcu świat się nie zawali, albo przyjadę sama(może z Gosią) i wtedy będę czegoś szukać.
Na razie jestem na etapie trawienia informacji, że albo ja jestem taka gruba, albo oni zaniżają rozmiarówki. Przychylam się do tej drugiej opcji oczywiście, ale nadszedł czas, żebym przyzwyczaiła się do myśli, że nigdy nie byłam fligranowa i nigdy szczupła nie będę. Jak już pogodze się z tym, będzie mi przyjemniej żyć. :)


A tymczasem w kuchni... chleb żytni na zakwasie:



Wiecie, że ja nawet nie wyobrażałam sobie, że coś może wyrosnąć bez wspomagania choćby drożdży? A jednak... Mój chleb jest dość płaski, bo porcję dzielę na dwa szklane naczynia, aby Artur miał podzielniejsze bochenki do pracy. 

W ogrodzie się dzieje, bo temperatury podskoczyły, spędzam więc tam troszkę czasu, żeby wszystko ogarnać. Nadszedł czas systematycznego koszenia trawników. Moja kosiarka potrzebowała naostrzenia noży - po dwóch czy nawet trzech latach intensywnego koszenia naszego ogródka i sąsiedzkiego. Przyszedł sąsiad, żeby pożyczyć sprzęt, jako ze trawa u niego też rośnie tak samo szybko. Usłyszał, że noże są strasznie stępione(że w zasadzie nie były ostrzone od czasu, kiedy on to zrobił), stwierdził, że popatrzy. Jego "patrzenie" skończyło sie tym, że mam wyczyszczoną, naostrzona i z lekka naprawioną kosiarke. A. zapytał, czy nasz sąsiad nie potrzebuje pożyczyć jeszcze czegoś, co przy okazji by naprawił :), na przykład rowerka Izy. Niestety, ten okazał się za mały.

Znikam :)



8 komentarzy:

  1. Najstarsza to już urocza pannica,okularki super dobrała,rosną dzieciaczki a wydatki razem z nimi,życie.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. prawda, że ładne sobie wybrała? a A. tak narzekał!

      Usuń
  2. Cudne są Twoje córcie :-)
    Jednak ci faceci to nie rozumieją kobiet :-)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) :) nie rozumieja i nie zrozumieją:)

      Usuń
  3. Podoba mi się sposób rozwiązania opłat za wycieczki szkolne w szkole mojego dziecka. W trakcie roku szkolnego PTO (=Parent-Teacher Organization, czyli taki Komitet Rodzicielsko-Nauczycielski) organizuje dwie zbiórki pieniężne, 1. sprzedaż ciasta na ciasteczka, 2. jogathon. Z zebranych pieniędzy finansowane są wszelkie wycieczki szkolne, i te bliższe, i te dalsze, łącznie z transportem, biletami wstępu piciem i snakami. I rodzice nie mają problemu, że nie ma pieniędzy na wycieszkę dla dziecka.

    Jeśli chodzi, natomiast, o kwestię okularów - Gosi bardzo do twarzy w okularach, ślicznie wygląda!

    Pozdrawiam serdecznie,
    Motylek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie takie zorganizowane sprzedaże robione sa na sponsoring innych rezczy w szkole. wycieczki to problem rodziców.
      też uważam, że pięknie jej w tych okularach.

      Usuń
  4. Uśmiałam się czytając monolog Izy w przymierzalni;) Mega!
    A propos wyboru kreacji komunijnej, miałam ten sam dylemat co Ty i podobne refleksje odnośnie swojej figury;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no własnie, a wiesz, jak skończyło się to u mnie? wzięłam dwuletnią sukienkę, która używam na zwykłe wyjścia "do miasta", do tego sweterek zwyklak i poszło :) przez to, że sukienka była czarna, wyszło elegancko, a ja wiedziałam, ze będe się dobrze czuła.

      Usuń