piątek, 26 lutego 2016

Wzdłuż wybrzeża...



...czyli wybrane zdjęcia z różnych etapów naszej wycieczki po zachodniej stronie Wyspy. Będzie trochę namieszane, bez chronologicznego ułożenia.


Widoki, jakie sie tam roztaczają, porywają serca i przykuwają wzrok nie tylko tych, którzy zwiedzają Irlandię pierwszy raz.

Zdjęcie autostwa Ani

Ania zachwycałą się tutejszymi krowami i namiętnie robiła im zdjęcia. Co ciekawe, owce - prawie wizytówka Irlandii - wcale nam nagminnie nie wchodziły w drogę. Nawet, powiedziałabym, że bardzo sporadycznie się pojawiały. A kiedy już były, spały na poboczu i maszerowały środkiem jezdni(takie rzeczy popularne są np. w Curragh, przez które przejeżdżamy nagminnie), to bateria wysiadła w aparacie. Zamiast owiec mamy więc krowy:

Zdjęcie autostwa Ani

W Doolin zatrzymaliśmy się rankiem drugiego dnia naszej wycieczki, kiedy niebo zasłaniały ołowiane chmury i mżawka równo padała. Na szczęście po jakimś czasie zaczęło się przejaśniać, mżawka ustała i nawet słońce nieśmiało wychylało się zza chmur.
W Doolin jest mały port, skąd odpływają stateczki na Wyspy Aran i Klify Moheru. Kiedy przechodziłam, dwa razy zaczepiali mnie z zapytaniem, czy nie chciałabym się załapać na wycieczkę, a widząc pokaźną gromadkę dzieci, proponowali od razu ceny ze zniżkami. Gdyby nie to, że przynajmniej dwie osoby cierpiały na chorobę lokomocyjną(a tego dnia wiał dość silny wiatr, baliśmy się, że dla nich wycieczka będzie w formie "przewisu przez burtę" i trudnego rozstania ze śniadaniem), to pewnie zdecydowalibyśmy się popłynąć.



Zeszliśmy nad wodę i tego dnia tylko tyle. Moczenie w Atlantyku dzieci i ja zaliczyliśmy wieczorem, dnia poprzedniego. A jaka afera z tego wyszła! Dzieci miały ze mną zejść do wody, zamoczyć stopy i tyle, ale wiadomo, fale, pluskanie... i nagle przyszła taaaaaka fala i zalała dzieciaki do pasa. Jak już były takie mokre, to pozwoliły sobie usiąść na piachu i kolejna fala nie miała już najmniejszego problemu z zamoczeniem ich całkowicie. Oberwało się mnie, że jedyna dorosła, a taka niepoważna, bo ubrania zostały w B&B, a tu wieczór zapadał i robiło się coraz chłodniej. Do tego jak wsiąść do samochodów w totalnie przemoczonych ciuchach? Przyznam, że kiedy pluskaliśmy się w wodzie, to o tym nie pomyślałam :)
Za to następnego dnia miałam satysfakcję, bo bez tego przemoczenia, dzieciaki znajomych nie zaznałyby Atlantyku na wyjeździe.



Widzicie te jasne skrawki nieba? Pogoda robiła wszystko, żeby nam sprzyjać :)


Uwielbiam te spienione grzbiety fal...




Lisdoonvarna (dzień pierwszy, a w zasadzie jego późne popołudnie). Pojechaliśmy na jedzenie, bo po Bunratty i klifach dzieci były wymęczone i wściekle głodne. Wybraliśmy to, co nam akurat wpadło w oko czyli The RitzAnia porobiła im piękne zdjęcia, kiedy czekaliśmy na posiłek:

Zdjęcie autostwa Ani


Tak wygląda ktoś, przed kim stawia się talerz z jedzeniem :) 

Zdjęcie autostwa Ani

Jedzenie było wyśmienite jak dla nas. Obsługa bardzo, bardzo miła.

Zdjęcie autostwa Ani

Jazda wzdłuż wybrzeża. Mogliśmy wybrać drogę większą, lepszą, ale nie byłoby takiej frajdy, jak jechać wzdłuż oceanu drogą R477. Z każdej strony malownicze widoki.

Zdjęcie autostwa Ani

A tutaj tutaj tutaj  to fotki z internetu, z google map.

Po drodze do Burren wstąpiliśmy na plażę, ale jak wspomniałam wcześniej, ten dzień nie nadawał się już do kąpieli w oceanie. Wszyscy zapięli się szczelnie w kurtki, a na samej plaży wywiało nas solidnie.



To wszystko nie przeszkadzał dzieciakom bawić się wyśmienicie.



Czy musze dodawać, że buty były jednak przemoczone? Ponieważ ocean akurat się cofnął, dzieci biegały po odsłoniętej plaży, szukały kamyków i muszelek, a przy okazji co i raz wpadały do maleńkich kałuż utworzonych w zagłębieniach terenu.



Wszystko w otoczeniu nadawało się na umieszczenie na zdjęciu:



Głązy, kamyczki...






A nad plażą górowały zielone górki, trawa szumiała tam i z powodzeniem udawała "zielone wydmy"



Kiedy już byliśmy przewiani do żywego, wsiedliśmy do samochodów i ruszyliśmy dalej, wzdłuż wybrzeża:

Zdjęcie autostwa Ani

Deszcz towarzyszył nam non stop, z małymi przerwami, kiedy mieliśmy czas na krótkie przystanki i zdjęcia:

Zdjęcie autostwa Ani

Ocean wszędzie poodsłaniał duże przestrzenie, tworząc malownicze scenerie.

Zdjęcie autostwa Ani

Przebijające sięprzez chmury, promyki słońca robiły naprawdę dobrą robotę. Dzięki nim nie wszystkie zdjęcia wyglądają tak szaro.

Zdjęcie autostwa Ani

10 komentarzy:

  1. Cudowna wycieczka, obejrzałam wszystkie zdjęcia z ogromną przyjemnością! *^o^*
    Ja nad oceanem byłam w Japonii i totalnie zaskoczyło mnie, jak bardzo tam wiało!... To był o wiele silniejszy wiatr niż te, które znałam znad Bałtyku albo z pobytu nad Morzem Śródziemnym czy Czarnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wieje, wieje, nawet jak nie wieje to i tak wieje :) może to kwestia tego, że te kraje leżą na wyspach? ale widoki warte tego wywiania, a kiedy pogoda ładna, to i kąpać się można :)

      Usuń
  2. Wspaniała wycieczka, widoki piękne.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. cudowne widoki a córcie pięknie pozowały do fotek,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję. dzieciaki chyba jakoś inaczej podchodziły do zdjęć robionych przez koleżankę

      Usuń
  4. przepiękne zdjęcia cudownych miejsc

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale się rozmarzyłam po takich pięknych widokach:) Lubię takie klimaty. Irlandia to kraj przestrzeni, w przeciwieństwie do Holandii, gdzie jest ogromne zaludnienie i zagęszczenie budynków. Ania ma talent fotograficzny. Choć kocham wodę i przyrodę, to najbardziej zachwyciły mnie... portrety dziewczynek:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ładne wyszły ich zdjęcia, prawda :)
    Przestrzeni ci u nas dostatek, szczególnie w pewnych rejonach kraju :)

    OdpowiedzUsuń