środa, 6 stycznia 2016

Zaszalałam ze skarpetkami



...i wydziergałam kolejne dwie pary. Wykorzystałam wszystkie motki fioletowej wełny oraz resztki pastelowych akryli. Ostatnia para jest najbardziej pomieszana, bo na sam ściągacz zabrakło mi kremowego akrylu i pomieszałam go z niebieskim.



W ten sposób, niemalże hurtowo, powstało łącznie 3 pary ciepłych skarpetek. Z powodzeniem jednak mogą być używane jako domowe kapcie, wełna jest całkiem gruba i dobrze izoluje, nawet w naszym domu.



Podsumowałam ilość wydzierganych par i wyszło, że w przeciągu roku powstało ich 12. Nawet nie spodziewałam się, że tak będę lubić ten rodzaj robótki.

13 komentarzy:

  1. Bardzo ładne skarpetki wyszły.
    Najważniejsze w robótkach jest właśnie to, by sprawiały one przyjemność, a przy okazji by powstało coś praktycznego albo tylko do ozdoby.
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnimi czasy zdecydowanie wolę szybki, krótkie prace i w większości sa raczej praktyczne :) ale taki jest teraz czas.

      Usuń
  2. Ja też ogromnie lubię ten rodzaj robótek. Na razie tylko oglądać, ale kiedyś dojrzeję do praktyki:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. koniecznie! to wiele przyjemności, w noszeniu także ;)

      Usuń
  3. świetne skarpety, jak mój syn dostał podobne od babci (i to zrobione z prawdziwej owczej wełny) oszalał ze szczęścia, w domu cały czas w nich chodzi, w dodatku mówi, ze prawie nie drapią :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie te z prawdziwej wełny są najlepsze, bo grzeją niesamowicie!

      Usuń
  4. Świetne skarpetki :-) Doskonałe wykorzystanie resztek włóczek :-)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, mnie też cieszą wykorzystane motki :)

      Usuń
  5. pięknie,skarpetki piękne a wykorzystane resztki cieszą,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję bardzo. oczywiście że super jest wykorzystać zalegającą włóczkę i mieć miejsce na nową

      Usuń
  6. Skarpetki super, podziwiam jak równo, starannie je wykonałaś ! Moja Mama w latach 80-tych robiła dla wnuczek skarpetki z anilany na maszynie dziewiarskiej. Miały jedną wadę, szybko się niszczyły i praktycznie nie nadawały się do cerowania [ też miały kolorowe paski].

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję; wiesz, że jakoś nad tym równym wykonaniem to się nawet nie zastanawiałam? wyszło tak, może dlatego, że już jakąś wprawę mam, jak by nie było.
      Te wełniane też nie są super mocne, ale trochę wytrzymują.

      Usuń
  7. Śliczne są te skarpetki! Moja babcia takie robi. Jesteś pracowita jak pszczółka:)

    OdpowiedzUsuń