wtorek, 19 stycznia 2016

Bunratty Castle, skansen; Co. Clare


Po zwiedzeniu pojedynczych domów, weszliśmy do miasteczka, również prowadzonego w formie skansenu. Wszystko tam działa, tyle tylko, że w formie sprzed lat. Najlepiej widać to na filmiku ze strony Zamku Bunratty. Naprawdę warto go obejrzeć, bo choć w angielskim, to bardzo wyraźnym. Zachęcam.

Natomiast my przechodzimy dalej... pub, w którym zamawiamy sobie piwo, czy też inne dobrości ;) z tym, że nie tym razem, przynajmniej nie my, bo inni zwiedzający i owszem, siedzieli sobie przy stołach i popijali, głównie bursztynowy napój. Oprócz tego budynek był także hotelem, ponieważ w XIX wieku wzrosło zapotrzebowanie na pokoje, jako że handel zaczął się pomyślniej rozwijać i coraz więcej podróżnych zatrzymywało się w miasteczku.





Oczywiście jak na typowe irlandzkie miasteczko, jeden pub to nic! Tutaj był jeszcze jeden(ale np. w naszym mieście naliczyłam kiedyś chyba 9)



Poczta funkcjonuje jak najbardziej, można nabyć pocztówkę i wysłać ją. Dostaniemy specjalny stempel, ze skansenu Bunratty taki, jak w dawnych czasach. W tle widoczny szyld herbaty Lyons - jednej z dwóch, najbardziej popularnych marek w Irlandii. Kiedyś znajoma powiedziała mi, że Irlandczycy dzielą się na zwolenników herbaty Lyons i Barry's; następnie zapytała mnie, którą ja pijam? :) Głównie Lyons :) i powiem jeszcze, że na każdy wyjazd do Polski zakupuję kilka paczek i rozdaję w rodzinie, bo ta herbata znalazłą uznanie również tam.



Typowy dom szeregowy; każdy z nich mieści jakichś drobnych przedsiębiorców, tutaj robótki ręczne, (głównie druty) oraz sprzedaż wełny. Motki cudne, wyroby także, a ceny.... odpowiednie do jakości.



Pani przygrywała turystom przez dłuższy czas:



Szkoła... wszystko wedle dawnej normy:



Można się nawet załapać na lekcję, ale nasze dzieci nie miały tego szczęścia.



Wzdłuż ulicy ulokowane są poszczególne sklepy: spożywczy, z narzędziami i naczyniami, artystyczny, itp.Wszędzie można zaopatrzeć się w najróżniejsze przedmioty.


Przepiękne zapinki do włosów - ceramiczne:



Dom doktora, bardzo poważanej osoby:



Te wszystkie narzędzia odrobinę mnie poruszyły, choć wiem, że przecież bez nich nie byłoby pracy lekarza w tamtych czasach.



W specjalnym studiu fotograficznym można zrobić sobie zdjęcia rodzinne bądź portretowe, w strojach z epoki.



Generalnie, poza zwiedzaniem, które naprawdę wypełnia cały dzień, pieniądze uciekają z  portfela, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Z tym, że tak jest w każdym z takich miejsc; grunt to zachować rozsądek.

Tym postem kończę cykl Bunratty.

39 komentarzy:

  1. Bardzo lubię takie skanseny! Zwiedzaliśmy taki w Japonii (tylko budynki, mieszkalne i usługowe) i w Norwegii (żywy skansen z pracownikami w strojach, podobny do tego, który opisujesz). Można się dowiedzieć dużo ciekawych rzeczy i zobaczyć je w naturalnym otoczeniu, samo "suche" czytanie o czymś to nie to samo. *^v^*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W mojej opinii takie skanseny to właśnie najlepszy sposób na zapamiętanie; zapamiętanie, przez "dotknięcie" historii.

      Usuń
  2. Całkowicie niezwykłe muzeum, to jak najprawdziwsza podróż w czasie:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham skanseny! Zwłaszcza gdy są to właśnie miejsca tzw. "żywej historii", gdzie możemy przez chwilę poczuć się tak, jakbyśmy cofnęli się w czasie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak właśnie było w całym zespole Bunratty. Niezwykły czas, niesamowite doświadczenie, szkoda, że na szybko

      Usuń
  4. Przybij piątkę, u mnie w szafce kuchennej też najczęściej gości Lyons :) W ogóle to coś mi się poprzestawiało w kubkach smakowych ;) Kiedyś piłam głównie owocowe herbaty Twinings, a teraz to tylko ziółka i herbatę ekspresową. Te wszystkie owocowe herbaty zwyczajnie przestały mi smakować.

    Zaczynam rozumieć pewnego kilkuletniego Irlandczyka, który kiedyś napił się mojej owocowej herbaty i stwierdził, że jest disgusting :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nadal lubię owocowe, ale muszą być mocne i wyraziste, bo po takiej Lyons wszystko wydaje się mdłe. Pytanie jeszcze czy wśród Lyonsa masz swojego faworyta? Ja tak, wygrywa absolutnie, bez równych sobie, czerwona

      Usuń
    2. Właśnie z tymi owocowymi bywa problem, bo mnie strasznie denerwują te lurowate wodniste herbaty, które nawet porządnie nie potrafią się zabarwić.

      Ja pierdziu, no to wyszło szydło z worka: taka ze mnie miłośniczka herbaty jak z koziej dupy trąbka ;) Taka jestem spostrzegawcza, że nawet nie zauważyłam, że Lyons ma swoje odmiany. Ja zawsze brałam tą, którą znałam - zielone opakowanie. Ale wyguglowałam też tę drugą i następnym razem koniecznie wypróbuję.
      A żeby się totalnie pogrążyć, to jeszcze dodam, że w ogóle nie zauważyłam żadnej różnicy w smaku.

      Usuń
  5. A spinka do włosów faktycznie bardzo fajna, ale obawiam się, że u mnie by się nie sprawdziła - podobnie jak ileś tam jej podobnych. Te spinki zwyczajnie nie domykają się na moich włosach. Jestem zbyt kudłata ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zbyt kudłata? Zdjęcie po lewej mówi zupełnie co innego. :) Chyba, że Połówka tam wsadziłaś :) Niech żyją łysi!

      Usuń
    2. Ja bardziej obawiałabym się tego, że zaraz pójdzie w ruch i moje dzieci o "cudownych rękach" rozniosą ją w drobny mak.
      Gdyby tak patrzeć na załączone zdjęcie, to nie sposób nie zgodzić się z przedmówcą :)

      Usuń
    3. Hahaha, Ćwirku drogi, jesteś niemożliwy :)

      Wierz mi na słowo, jestem strasznie WŁOCHATA ;) Niczym szkocka krowa z Highlandów ;) Tylko dobrze się kamufluję ;)

      Zgadzam się - niech żyją łysi! [pana na zdjęciu uważam za bardzo seksi] :) I nawet z tej okazji wznoszę toast... herbatą z pokrzywy ;)

      Pozdrowienia moi drodzy :)

      Usuń
  6. Witaj Hrabino!

    Wspomniałyście dziewczyny o herbacie Lyon's, tak więc my w domu również najczęściej ją pijemy i to od dobrych paru lat. I także co jakiś czas obdarowujemy nią rodzinę w Polsce :) Bawarka, z cytryną, bez niczego - takie konfiguracje są u nas najpopularniejsze.

    Co do esetncji tego wpisu, to bardzo ładny ten skansen. Coś na kształ Ulster American Folk Park nieopodal Omagh w Irlandii Północnej. Tu w Bunratty chyba jest tych budyneczków więcej. A powiedz, kiedyś mieszkali w nich ludzie? Bo w UAFP wszystko zwozili do skansenu z okolicznych miejscowości. Tego typu miejsca znakomicie mogą pokazać to jak było kiedyś, możemy się tam przenieść i poczuć się tak, jak czuli się ludzie w 18/19 wieku. Popieram tego typu inicjatywy. :)

    pozdrawiam serdecznie z Longford! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj!
      Miło mi że zajrzałeś i napisałeś kilka słów.
      Skoro już zapytałam Taitę, to i do Ciebie skieruję pytanie: któa z herbat Lyons jest faworytką? czy może wszystkie sa na tym samym poziomie? U nas króluje czerwona, za swój niepowtarzalny, mocny smak.
      Budynki z Bunratty w większości są autentykami, przeniesionymi z różnych hrabstw. Co do eksponatów w środku, to mam mieszane uczucia(a nigdzie tej informacji się jeszcze nie dokopałam), bo niektóre zastawy stołowe wyglądały... może nie współcześnie, ale też i nie na takie z epoki. Mówię tu o domach w skansenie, bo sam zamek Bunratty to juz całkiem co innego.
      oje dzieci są ABSOLUTNIE zachwycone tego typu miejscami i np. Irish National Heritage Park musi być raz do roku odwiedzony; po paru latach wciąż im się nie znudził. Bunratty niestety przelecieliśmy za szybko, ale mamy zamiar tam wrócić.

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Hej Hrabino!
      Aż dziw bierze, że wcześniej się tu nie rozgościłem :) Blogujesz, blogujesz a ja zawsze gdzieś obok ;)

      Pytasz, więc odpowiadam: czerwona rzeczywiście jest mocniejsza, ale zielona również daje radę. Generalnie nie do porównania z polskimi herbatami. Te polskie lurowate, bezpłciowe, nie mające ciała :) Lyon's wręcz przeciwnie, choć moja żona ostatnio stwierdziła, że chyba się troszeczkę popsuł? Ja tego nie odczuwam.

      Budynki przeniesione? Czyli tak samo jak w UAFP. Jeśli pogrzebiesz w moim blogu to odnajdziesz 2 historie na ten temat a jeśli będziesz cierpliwa, to dotrzesz do końca tekstu :D
      Ja Bunratty Castle widziałem tylko z okna samochodu gdy jechaliśmy przez Limerick do Dingle i Kerry. Wyglądał masywnie :) Ogólnie lubisz odwiedzać Irlandzkie zamczyska?

      Usuń
    3. Bloguję i owszem, ale nie tak intensywnie i nie wszystko, wszystkich interesuje. Generalnie blog był z założenia formą kontaktu z rodziną i przyjaciółmi, którzy zostali w PL, a potem się troszkę rozwinął.
      Zgadzam się z Twoją Żoną absolutnie, trochę ten smak się zmienił na .... gorszy, po prostu. Oczywiście wciąż nie ma porównania zesłabymi herbatami i dlatego, także pod naszym kątem, woże trochę lyonsa do PL.

      W Twoim blogu to ja posiedzę sobie na pewno, tylko muszę to czasowo rozłożyć, bo moje życie regulowane jest szkołą dzieci, pracą męża i zajęciami pozaszkolnymi. Zamki, ruiny, lasy, trasy spacerowe, plaże, ale najchętniej dzikie. Ciągamy te dzieci ze sobą w każdy weekend, jak tylko pogoda dopisuje. Z tym, że musimy wszystko dobierać także pod ich kątem, ale z roku na rok jest łatwiej.
      Bunratty niby jest wielkie, ale jakoś tak wizualnie, z zewnątrz, poległo przy Cahir czy Rock of Cashel. Za to wnętrza i wszystko inne warte odwiedzenia i poświęcenia mu naprawdę pełnego dnia.

      Usuń
    4. No właśnie, jak Wy na siebie trafiliście? Nigdy wcześniej nie zaglądaliście na swoje blogi? [Ciekawska Taita Mode: On] ;)

      Usuń
    5. Hrabino, ja być może nie mam aż takich subtelnych smaków aby poczuć różnicę pomiędzy starą a nową Lyon's :) A kupujemy ją głównie wtedy, a w zasadzie tylko wtedy, gdy jest promocja, np. 160 opakowań z 6 na 3 euro.

      Trochę rzuciłem okiem i rzeczywiście są posty nie tylko i wyłącznie traktujące o podróżowaniu, ale też dużo rodzinnych historii. Widziałem również, że coś o robieniu na drutach? Wybacz, ale to nie będzie moja tutaj działka :)))

      Dzieci im większe tym łatwiej, choć z drugiej strony, to pewnie nie będą chciały zawsze i wszędzie z rodzicami się włóczyć, szczególnie gdy wejdą w wiek nastolatka :) Trzeba korzystać teraz ile się da, prawda? :)

      Te wszystkie atrakcje, które wymieniłaś, to czasem są tuż za rogiem, w najbliższej okolicy. Czasami warto poszperać we własnym hrabstwie a nie jechać na drugi koniec Irlandii.

      Dla mnie taki wyjazd do Bunratty wiązałby się z całodniową wycieczką, ale dojazd jest wygodny, więc kto wie, może nawet w tym roku byśmy się tam przejechali?

      Do Kliknięcia!

      Taito, trafiłem na ten blog z innego bloga. A mianowicie niejaka Gosia z Carlow stworzyła u siebie listę irlandzkich, polskojęzycznych blogów i zostaliśmy (Ty również zresztą, co pewnie już zauważyłaś) tam uwzględnieni. Późno bo późno się to spotkanie spełniło, no ale lepiej późno niż wcale :)

      Usuń
    6. Taito, nie, jakoś nei trafiliśmy :) ale teraz jak wpadłam na blog Ćwirka - po tym, jak się objawił w komentarzu - to siedzę i przeglądam starsze posty(tak, jak swego czasu robiłam u Ciebie ). I szczerze powiem, że trochę dołuję się,oglądając i czytając Wasze posty. Gdyby nie to, że piszę z myślą o rodzinie, to chyba w tym momencie już bym przestała. Poważnie.


      Ćwirku, uwierz mi, ja też poluję na promocje, bo czerwona szczególnie mi podchodzi i właśnie ona jest tą droższą.
      Nie podejrzewam, żebys dołączył do klubu rękodzielników, więc rozumiem, że część nie będzie Cię absolutnie interesować. Jakoś to pzreżyję... :)
      Z dziećmi to niby i łatwiej - bo faktycznie można już je zabrać na poważniejszy szlak(nasza 4-latka przeszła swego czasu 11km, po czym kolejne 2 mąż niósł ją na ręku, poległa :)) ale też najstarsza już nie chce jechać tu, albo tam, bo " its gonna be boring" - jak to określa.
      Wiesz, nasze hrabstwo i wszystkie okoliczne, w większości objeżdżone(choć na pewno znajdziemy jeszcze drobnicę), więc teraz zataczamy coraz większe kręgi, ale to łączy się z całodziennymi wyjazdami. I wtedy dobrze jest móc poczytać na takich blogach jak Twój, czy Taity, o ciekawych miejscach.

      pozdrawiam

      Usuń
    7. Nie żartuj Hrabino, że miałabyś nie pisać po przeczytaniu mojego bloga :) Każdy ma swój styl pisania i w każdym tekście można znaleźć coś ciekawego i interesującego. I u Ciebie, i u Taity, i u mnie i gdziekolwiek indziej ;)

      Czerwona mocniejsza i droższa, zgadza się. A powiedz, z 1 torebki robicie więcej herbat czy tylko jedną - siekierę? Ja mam takie zwichrowanie delikatne, że staram się zrobić kilka, bo ,,mi żal'' :))). Moja żona stuka się w głowę widząc to, no ale jak mogę spokojnie 2-3 kubki zalać, to dlaczego tak nie robić? :)

      11 kilosów z buta przez 4-latkę? Ładnie ją przetrenowaliście :) Ja też czasem biorę 3 letniego synka na ręce, a zdarza się, że na barana również.

      My na jakiegoś typu dłuższe, dzikie wędrówki jeszcze nie braliśmy dzieci. Głównie jeździło się do jakiś ogrodów, pałacyków, tego typu atrakcje. Jest tego pełno w Irlandii, więc można wybrać.

      Podobnie jak Ty, ja również posiłkuję się innymi blogami przed wyjazdem w nowe miejsce. Jakiś research jest konieczny, czy to internetowy, czy przewodnikowy. Pomaga i nie jedzie się całkiem w ciemno.

      Pozdrawiam!

      Usuń
    8. Aniu, no teraz palnęłaś jak dzik w sosnę ;) NIE MASZ się czym dołować, naprawdę nie rozumiem Twojego dylematu, choć to, co napisałaś o nas jest miłe. Ani nie brakuje Ci talentu do pisania, ani do robienia zdjęć. Poza tym zważ na to, że ja nie jestem tutaj żadnym wzorem do naśladowania: moje fotki pozostawiają czasami wiele do życzenia, a z weną różnie bywa. Przeważnie u mnie nie bywa ;) Mówię to całkiem poważnie, bez jakiejkolwiek fałszywej skromności. Nie masz powodów do wstydu.

      Klubu Rękodzielników to na pewno nie założymy [podziwiam Twoje fantastyczne prace, ale sama mam dwie lewe ręce], ale Klub Polujących na Promocje Lyons - już bardziej. Bo i ja się zaopatruję w tę herbatę, kiedy dają korzystne promocje :)

      I podobnie jak Ćwirek wyciskam z torebki, ile się da ;) Dwa kubki przeważnie. Jeden byłby pewnie za mocny. Przecież z tej jednej torebki można spokojnie zaparzyć imbryk herbaty. Wiadomo, każdy ma swoje preferencje, ale ja osobiście nie lubię bardzo mocnej i gorzkiej herbaty [nie używam cukru ani żadnych słodzików].

      Usuń
    9. Taito, Ćwirku

      Nie, no oczywiście, że będę pisac w swoim stylu, bo już taki mam; poza tym, nie mogę być chodzącą doskonałością - musze zostawić troszkę dla innych, prawada? :) a tak na poważnie, to z ogromną przyjemnością zaglądam Wasze blogi.
      No, to już dosyć sobie posłodziliśmy :)

      Z Lyonsa zawsze robię jedną herbatę, bo od lat uwielbiam siekierę, taką cierpką. I generalnie niewiele lokali może mnie zadowolić. W Lullymore robią swietną herbatę, czego nie omieszkałam wspomnieć facetowi, który nas obsługiwał. I od herbaty zeszło do tego, że ma żonę Polkę :)
      Generalnie większość osób - przynajmniej z mojego otoczenia w PL - robi sobie dwie albo trzy herbaty z jednej torebki, ale to nie dla mnie. I też nie słodzę, niczego, nie słodzę, ani herbat, ani ziół, ani kawy. Słodki smak zabija mi przyjemność picia,a mój A. ma zupełnie na odwrót :)

      Daliśmu Młodej popalić na tej wycieczce, ale to wyszło tak nieplanowanie, bo zgubiliśmy szlak i zrobiliśmy dłuższą pętlę i to do tego w górskim terenie :) ale jakoś nie zniechęciła się i dalje maszeruje dzielnie.
      Parki i wszlkiego rodzaju delikatniejsze rozrywki też zaliczamy, ale od ostatniego roku mamy taką umowę: raz jeździmy pod kątem pociech, raz pod naszym. Tak mnie więcej i wszystko gra.

      I zgadzam się, taki wcześniejszy rekonesans pomaga zdecydowanie, a jeszcze lepiej, jak już mam jakieś opinie i zdjęcia ludzi, którzy odwiedzili dane miejsce. Stąd też później dzielę się swoimi odczuciami, niejednokrotnie pod kątem zwiedzania z dziećmi właśnie.

      Ale dyskusja nam tu wyszła :)

      pozdrawiam

      Usuń
    10. Prawda, rozgadaliśmy się jak starzy znajomi, którzy całe wieki się nie widzieli, ale mnie to osobiście cieszy, bo lubię takie pogawędki na blogach. Zbliżają do siebie :) I cieszę się bardzo, że odpisujesz na komentarze.

      Lullymore - ciągle mam w planach je opisać. Herbaty tam nie piłam, zamówiłam tylko cappuccino [+jedzenie] i było okropne. Ale nie powiedziałam tego obsłudze ;)

      Usuń
    11. Ja też lubię podyskutować, ale tylko z niektórymi tak można. irytuje mnie, gdy ludzie nie odpowiadają na komentarze - to tak, jakby ignorować, albo wręcz olewać totalnie czytelników i to, co mają do powiedzenia.

      Ja zaryzykowałam herbatę - sama nei wiem dlaczego, zazwyczaj poprzetaję na "bezpiecznej" wodzie. Ciekawi mnie Twoje spojrzenia na Lullymore, bo na pewno jest inne.

      Usuń
    12. Dokładnie tal - nie z każdym można. Ale to też dotyczy samych czytelników, bo niektórzy zostawiają komentarze jednozdaniowe, albo takie jakby od niechcenia. Tak, jakby nie zależało im na treści tylko na samym zaznaczeniu faktu, że byli i czytali.

      To już teraz zdradzę Ci, że podobało mi się w Lullymore, i nie zepsuło tego kiepskie jedzenie ani napoje.

      Myślę, że przy odrobinie samozaparcia uda mi się nadrobić zaległości. Pracuję nad tym :) Wczoraj opisałam jedną zaległą wycieczkę do Irlandii Północnej [może jutro go opublikuję], dziś mam w planach pisanie kolejnego. I może mi się to uda, zakładając, że nie pojadę do centrum handlowego, do Tesco, Bootsa i Starbucksa ;)

      Pozdrawiam Cię serdecznie :) Miłej niedzieli :)

      Usuń
    13. Napiszę tutaj na dole, bo już nie wiem komu odpowiadać :)

      Dziewczyny,

      Wydaje się być rzeczą oczywistą aby na komentarze odpowiadać. Szacunek, brak zniechęcania do dalszej dyskusji, do kolejnych komentarzy. Ja odpisuję, ale przyznam bez bicia, że był moment, w którym mocno zaspałem i nie odpisałem paru osobom... Karygodne. Tak się zastanawiam, że chyba ciężko byłoby odpisać, czy prowadzić te wszystkie dyskusje w momencie gdy blog jest popularny i komentuje go kilkaset osób na przykład :) Niewykonalne czasowo. Idealną dla mnie sytuacją byłoby gdyby na moim blogu dyskusja toczyła się nawet beze mnie, tak aby inni sobie dyskutowali pod wpisami, aby rozmowa toczyła się własnym życiem :)

      Pijacie kawy i herbaty bez cukru? U mnie z taką kawą rozpuszczalną proporcje praktycznie odkąd pamiętam są 2+2. Jakiś czas temu postanowiłem zmniejszyć cukier do 1 łyżeczki ale mi nie smakuje. Co dopiero w ogóle nie cukrować... Trzeba by się przyzwyczaić, musiało by minąć mnóstwo czasu ale na chwilę obecną chyba przegrywam walkę z cukrem. Z 1 torebki czerwonego Lyonsa, tak aby się nad nią poznęcać i wycisnąć wszystko, wychodzi dobra Bawarka. Lubicie? A co to za Lullymore? Jakaś kawiarnia?

      Wycieczkowanie rodzinne jest super, ale ma swoje pewne ograniczenia. Nie wszędzie da się wejść, nie wszystko można zobaczyć. Z takim naszym 3 letnim synkiem byliśmy pół roku temu w Lissadell House, weszliśmy do domu z przewodnikiem i nie dało się... :) Mały głośno gadał, jęczał i trzeba było z nim wyjść. Żona się poświęciła a ja z córką i siostrzenicą zostaliśmy. W naszym przypadku trzeba by poczekać aż dzieci będą na tyle kumate, że pojadą wszędzie. Oczywiście druga kwestia czy będą chciały wszędzie jeździć? Ale myślę, że jak od małego są oswajane z różnymi wyjazdami, to później łatwiej.

      Z tych całych wycieczek to osobiście lubię też takie samotne, wtedy wchodzę gdzie chce i robię zdjęcia tak długo jak chce. Jakieś groby korytarzowe, ruiny Opactw, prehistoryczne kamienie - wszystkie takie gdzie inni by się nudzili.

      Niby można by też brać dzieci na różnego rodzaju tułaczki po świecie, ale to chyba nie dla mnie... Imponuje mi to w jakiś sposób, jednak do tego trzeba by pierońskiej odwagi, poświęceń i generalnie zmiany trybu życia a to obawiam się, byłaby bariera nie do przejścia. :)

      Dobra dyskusja bo i fajni kamraci do dyskutowania! Dziękuję i oby nas wena nie opuściła ;)

      Usuń
    14. Moi Drodzy :) Piszę do Was znad pustego czerwonego kubka po czerwonej herbacie Lyons :) Zachęcona Waszymi wpisami wydałam Połówkowi polecenie, by w drodze powrotnej z miasta zatrzymał się w pobliskiej Centrze i kupił dwa opakowania. Akurat mieli promocję - dwa opakowania po 80 sztuk za 5 euro. Całkiem OK cena. Żeby zbytnio nie profanować herbaty, zaparzałam ją przez 3 minuty z jednej torebki. A nie jak wcześniej - jedna torebka na dwa kubki. Teraz dla porównania idę zrobić sobie zielonego Lyonsa :)

      Ja nie piję herbaty z mlekiem, bo nie przepadam za takimi wynalazkami ;) Pamiętam, że moja babcia w Polsce lubiła zrobić sobie - i wypić, rzecz jasna - bawarkę :) Nie wyobrażam sobie też słodzenia. Szczególnie herbaty. Cukier to zło ;) Z takiego założenia wychodzę w tym roku i w związku z tym odstawiłam wszystko, co go zawiera. Już kiedyś, przez ponad półtora roku, nie jadłam nic słodkiego ani nie piłam żadnych słodzonych napojów [mowa tu głównie o tych gazowanych] i jakoś mi tego nie brakowało, więc teraz też dam radę.

      Wypady rodzinne bywają fajne, ale nie ukrywajmy, że wyjazdy bez dzieci dają większą swobodę. Szczególnie wtedy, kiedy ma się w planach eksplorowanie ruin, różnych grobowców korytarzowych, czy po prostu intensywne zwiedzanie. Czasami ciężko utrzymać zainteresowanie dziecka na wysokim poziomie. Co ja mówię - czasami ciężko zainteresować dorosłego, a co dopiero malucha ;) Mama Połówka stwierdziła kiedyś, że ona zostanie w aucie, bo jej to nie interesują takie okrągłe wieże... Zatem, kiedy ona pilnowała auta, Połówek wspinał się do środka wieży w Kells, a ja robiłam jej dziesiątki fotek. Co z tego, że już wcześniej widziałam ileś tam podobnych okrągłych wież. Tamta była nową. Inną. I należało się jej moje zainteresowanie :)

      Usuń
    15. Jeśli idzie o komentarze, tom oczywiście, ja na takie dyskusje mogę sobie pozwolić, bo przesadnego ruchu u mnie nie ma :) ale gdyby faktycznie, jak pisze Ćwirek, komentowało mi ze 100 choćby osób, to odpowiedzieć na wszystkie komentarze byłoby wyzwaniem.
      Sama staram się poważnie traktowac tych, którzy piszą u mnie, podobnie komentując u innych albo się nie wypowiadam, bo za bardzo nie wiem jak ugryźc temat, poza np. podziwianiem, albo piszę już tak więcej :)

      Lyons w takiej cenie jest ok :) ja dostałam ostatnio 240 torebek za 7, więc kupiłam dla rodziny :) i co, jest różnica między zielonym a czerwonym?

      Herbata z mlekiem to nie moja działka. Nie wchodzi w rachubę, nie trawię tego smaku, podobnie, jak nie jestem w stanie pzrełknąć posłodzonej - choć minimalnie - czy to herbaty czy kawy. Ostatnio pomyliłam się i pociągnęłam łyk mężowej, słodzonej oczywiście. Dobrze, że stałam koło zlewu, bo automatycznie wyplułam :) Za to nie stronię od słodkich przekąsek; nawet chyba mogę powiedzieć, że jestem uzależniona od słodkiego, dlatego już od jakiegoś czasu z tym walczę. I to na serio. Cukier uzależnia jak diabli, więc aktualnie jestem na odwyku(kolejny raz).

      Wyjazdy i zwiedzanie z dziećmi to na pewno sprawa nieco utrudniona, zwłaszcza, jak dzieci są małe; choć wtedy jeszcze nie dyskutują :) kiedy podrosną już zaczynają oponować nieco ostrzej. z koeli maluchy trudniej zainteresować zwiedzaniem, czy też wymagać, aby słuchały przewodnika(sytuacja, którą opisał Ćwirek dobrze jest nam znana z autopsji, też musiałam wyjść z dziećmi, za to pani przewodnik była tak uprzejma, że dla mnie samej weszłą jeszcze raz i opowiedziała o tym, co mnie minęło).
      Na wszelkich wycieczkach mąż bardziej zajmuje się dziećmi, żebym ja mogła choć w pędzie, ale zrobić kilka zdjęć. Natomiast wiem, że na większe wyprawy i to w dodatku takie włuczęgowo-turystyczne, na pewno nasze jeszcze są za małe. Stąd pewnie tak mało zwiedziliśmy.

      Taito, ja nawet tę samą wieżę potrafię na każdej wycieczce obfocić :)

      A Lullymore - to miejsce gromadzące i historię i rozrywkę dla dzieciaków(coś chyba pod kątem Twojej Rodziny, Ćwirku). Stąd jestem ciekawa opisu Taity, bo my tam jeździmy raz na rok :) Oczywiście jak na takie miejsce przystało, mają swoje zaplecze restauracyjne - szumnie nazywając! - gdzie można się posilić. Moje dzieci wybrały oczywiście frytki i kurczaki, a ja herbatę, z której byłam nieziemsko zadowolona, naparawdę. To może też być oczywiście wpływ dobrej wody, nie tylko herbaty. Ciekawe na co, oprócz kawy, nacięłą się Taita?

      Usuń
    16. Dzieci już tak mają, bo u nas panienka wybrała wielką porcję frytek [wersja dla dorosłego!] + chicken nuggets [oczywiście nie zjadła, bo to głównie oczy chciały, a nie żołądek], a do tego zupę i szarlotkę z bitą śmietaną. My zjedliśmy zupę i wypiliśmy cappuccino. Plus za dużą filiżankę, ale za smak już raczej nie - miałam wrażenie, że piję rozpuszczalne cappuccino z torebki, wiesz to z serii 10 torebek w opakowaniu. Zupa krem nie była nawet porządnie zblendowana, pływały w niej spore kawałki warzyw. Duży minus za chleb - wszędzie serwują do zupy brązowy chleb, przeważnie sodowy, a w Lullymore dostaliśmy dwie pajdy zwyczajnego, taniego chleba tostowego. Ale miejsce tak czy siak bardzo mi się podobało - zaskoczyło mnie na plus. Dobra, wystarczy tych spoilerów. Więcej w poście w - miejmy nadzieję - niedalekiej przyszłości.

      Co do dyskusji - całkowicie się zgadzam. Nie ma szans odpowiadać każdemu na komentarz, kiedy ma się ich setki, bo są też takie blogi. To by zabrało całą wieczność. Kiedy jednak ma się kilka(naście) komentarzy, to można na każdy odpowiedzieć. Tym bardziej, że często odpowiedz można ująć w krótkiej formie. Nie każdy jest taką wirtualną gadułą jak Ćwirek czy ja ;)

      Ładnie się załatwiłam wczoraj tą herbatą. Wypiłam dwa duże [ok. 400 ml każdy] i mocne kubasy Lyonsa o dość późnej porze. Wcześniej w ciągu dnia zaś cappucciono rano i macchiato późnym popołudniem. Po 23:00 położyłam się do łóżka i przez półtorej godziny nie mogłam zasnąć, co praktycznie nigdy mi się nie zdarza. Myślałam, że tam zwariuję. A spać trzeba było, bo pobudka po 6:30. Dziś już będę mądrzejsza. Jeden kubek herbaty do obiadu mi wystarczy :) Nie będę ryzykować kolejnej nocy nerwowego przewracania się z boku na bok w oczekiwaniu na sen.

      Jejku... Hrabino, mam nadzieję, że nie masz nam za złe, że tak się rozgadaliśmy pod tym postem! Bierz to jednak za komplement ;)

      Usuń
    17. I to właśnie, odnośnie dzieci i ich jedzenia na wyjazdach, próbowałam wytłumaczyć mojej koleżance! o zdrowe jedzenie walczę w domu, wszelkie przekąski bez cukru itp, do auta ładujemy torbę owoców i warzyw na przegryzki, ale w miejscach takich jak ta "jadłodajnia Lullymore" nie będę kruszyć kopii o frytki!
      Cappuccino nie zamawiam na ogół, bo chyba nie jestem nawet wielką jego fanką, mąż czasem coś tam weźmie, ale on z kolei wielkim smakoszem nie jest; smak takiego cappuccino sobie wyobrażam, taka lura po prostu.

      Gratuluję nieprzespanej nocy! Nieźle się załatwiłaś, taka porcja "dopalaczy".... O, mnie też strasznie denerwuję, kiedy z jakiegoś powodu nie mogę zasnąć, widzę na zegarku północ, pierwsz, drugą... a ja ciut świt muszę wstać!

      Gadajmy, gadajmy... :)

      Usuń
    18. Zostałem w tyle, ale spokojnie - ja Wirtualny Gaduła zaraz to nadrobię :) Od czego by tu zacząć?

      Taito - za 5 euro dwa opakowania po 80, czyli w sumie 160.
      Hrabino - za 7 euro 240.

      Hmmm... Takie powiem średnie promocje :)W mojej robocie trafiają się 160 za 3 euro albo 160 z kubkiem ostatnio na Święta były za 5 euro :)

      Z tymi promocjami to nie tylko na herbaty się poluje. Identycznie z kawą, którą kupujemy - w sumie tylko dla mnie, bo ja u nas tylko pijam kawę taką normalną rozpuszczalną czy sypaną (rzadziej) - po sporych zniżkach. A powiedzcie, jak u Was z cukrem jest? Ja na temat cen cukru mam jakiegoś bzika, bo wszędzie, czy to w Dunnesie, Tesco, SuperValu, Lidlu itd. kilogram najzwyklejszego kosztuje 1.19e, a mamy tu w Longford taki sklep Super Savers, gdzie cukier jest za 79 centów a taka Siucra, czyli lepszy model za 89 centów :) Od lat tylko tam kupujemy. Dzieje się z tą ceną dlatego, że oni to wszystko sprowadzają z Anglii.

      Co do tego cukru w jedzeniu, to napisałem, że chyba przegrałem walkę z mniejszym słodzeniem napojów, ale na swoje usprawiedliwienie dodam, że od długiego czasu praktycznie w ogóle nie pijam Coca-Coli, Fanty i tym podobnych gazowanych napojów. Najlepsze jest też to, że dzieci nasze tego nie piją. Mały sobie do głowy wbił, że Cola jest ostra - a jak coś jest ostre to nie wypije, nie zje.

      Nie wiem, może się to im z czasem pozmienia, ale też takim naszym małym sukcesem jest to, że w ogóle nie chodzimy do McDonalda. Niedobre, drogie i niezdrowe. Bywacie czasem w takich przybytkach?

      Aaaa Taito, teraz doczytałem, że herbata z Centry. Tam jest drogo generalnie i to by wszystko wyjaśniało :)

      Nie wiedziałem Taito, że herbata tak na Ciebie działa? U mnie to jakoś inaczej funkcjonuje, zdarzy mi się wypić kawę po 22, ale żadnego problemu z zaśnięciem nie mam wówczas. Przeważnie jest tak, że się kładę, minuta pięć i już śpię. Druga strona medalu jest taka, że często gęsto chodzę spać po 1 w nocy, więc pewnie dlatego szybciej padam... Wstaję potem o 8:30 i łażę taki lekko zmęczony.

      Z tym dyskutowaniem i komentowaniem, to mam chyba jakieś zwichrowanie, bo bywam czasem lekko zniesmaczony, gdy ja dajmy na to 10 linijek a odpowiedź w 3 linijkach :) Ale to czasem chyba warto krócej, konkretniej a nie takie lanie wody, jak to twierdzi moja żona :) Żeby było śmieszniej, to ja pisać lubię i piszę dużo, ale w życiu jestem raczej milczkiem i się zbytnio nie rozgaduję. Mówcą byłbym kiepskim, nie potrafię opowiadać w ogóle :) Taka ciekawostka.

      Dzieci jedzą oczami, oj jedzą! Hrabina pewnie wie coś o tym :) U nas jest czasem akcja: Robimy Pizze! Super, Yeaaa - krzyczą dzieciaki. Pizza gotowa i z trudem zjadają po 1 kawałku :) Ale za to do głupot pierwsze. Słodycze i tym podobne pierdoły w każdych ilościach... Pizza w sumie też niby kojarzy się z fast foodem, no ale taka domowa jest inna :)

      Hrabino, takie wyprawy z namiastką włóczęgostwa pewnie zostały by w głowie dziecka na długo. Oczywiście aby było bezpiecznie i bez zbędnego ryzyka. Cały czas z tyłu głowy mam nocowanie z dzieciakami w namiocie. Gdzieś w terenie, najlepiej nad jeziorkiem, ewentualnie na polu namiotowym. Ale żeby była przygoda i fajna zabawa. Nie myśleliście nigdy o czymś takim?

      Nie da się Taito zainteresować dziecka tym czym my się interesujemy podczas wyjazdu. Jakiś zamek, opactwo to może jeszcze, ale gdy pojawią się kamienie, stare kopce i jeszcze gdy trzeba podejść pod górę, to już jest problem. Ale to się nie ma co dziwić. Zresztą czasem wydaje mi się, że tylko my - wyprawowe świry - patrzą z uwielbieniem na okrągłą kilkusetletnią wieżę, cieszą się z wejścia do grobu korytarzowego, czy zachwycają dolmenem :) Większość ludzi to nie rusza.

      Dobra koniec, bo ktoś jeszcze pomyśli, że ja naprawdę jestem jakiś nienormalny Anonim tak zwany Gall :)

      Usuń
    19. To gdzie Ty pracujesz, że masz takie promocje? 80 torebek czerwonego normalnie kosztuje 3.70 dlatego tak sobie pomyślałam, że chyba się machnąłeś pisząc, że 160 kupujesz za 3 juraki! w takiem razie nasze promocje wyglądają żałośnie :) ale ja w centrze nei kupuję, szybciej w tesco.
      Co do cukru to powiem szczerze, że nie zwracam aż tak uwagi, bo nie idzie go u nas aż tyle. A. zaczął słodzić miodem, dziewczyny herbat nie piją,a jak już mają miętę do szkoły to też z miodem, ja nie używam. Ale masz rację, że cena jest w tych granicach. Ja bardziej poluję na proszek do prania :), bo jako.ś przykleiłam się do persila i tyle, a i na wodę destylowaną do żelazka, bo idzie u nas tego hektolitry(do prasowania munduru A. i dziewczyn + wszystko inne :))na razie obczaiłam 5-litrowe baniaki w sklepie samochodowym.
      U mnie napoje słodzone gazowane sa od święta,ale ja nadrabiam sobie wodą gazowaną, podobnie jak A.
      Do maca chodzimy, ale też od święta. Najbardziej chyba na to wpłynęły przyjęcia irlandzkie tam np. organizowane, albo wyjścia do kina z happy endem w macu. Poszliśmy tu na kompromis - dzieci znają ten przybytek, polubiły smaki, niestety, więc od czasu do czasu tam zaglądamy, bo wiem że jak nie będzie to owoc zakazany, nie będa się do niego tak wyrywać, czy też w starszym wieku cichaczem wymykać. Taką mam przynajmniej nadzieję. Generalnie moge powiedzieć, że bywanie od maleńkości w domach irlandzkich bardzo popsuło moje dzieci. kurczaki, frytki, chipsy.... na tony!
      Ja, podobnie, jak Taita, po mocnej herbacie nie idę spać i to mnie irytuje, bo często mam pobudki o 5, a najpóżniej przed 7.

      Niektórym lepiej idzie pisanie, innym mówienie :) ja z kolei nie prawie nigdy nie spotykam się z ludźmi w realu. Mogę pisać, ale już spotkać, czy nawet rozmawiać przez telefon... nie bardzo. ale komentarze pisze często obszerne, po czym jestem przerażona ich długością i redaguję :)

      Jasne, że pizza domowa to co innego! a z tym jedzeniem oczami to tak... w ogrodzie botanicznym w Dublinie na przykład... mają super przybytek jedzeniowy, nie próbowałam co prawda obiadów, bo dzieci zamówią obiad i deser i potem dojadam to po nich, deser mam na myśli :) ciasta mają boskie, przynajmniej marchewkowe i czekoladowe i chyba banoffee. Teraz juz nawet A. nie zamawia niczego, bo resztki nam spokojnie wystarczają :) jakkolwiek to brzmi.

      O takim wyjeździe to myślałam ja, ale ja wychowywałam się na wsi, więc jakby warunki prostoty mi nie przeszkadzają. A. tego nie widzi i zapiera się ze wszystkich sił. Ale przygoda byłaby niesamowita, dzieci na pewno by pamiętały. Ze szkoły polonijnej mają organizowany biwak z okazji dnia dziecka. Zostają pod namiotami. Ostatniego lata moje obie starsze pojechały, miały ognisko, zmarzły w namiocie, ale wróciły niesamowicie szczęśliwe. I to bez mamy i taty wszystko się obyło!

      Nasze dzieci, musze to przyznać po prawie 3 latach wycieczek, lubią góry i spacery. Ruiny jak najbardziej, ale tam z kolei trzeba mieć oczy naokoło głowy. I faktycznie, trzeba mieć świra na punkcie takiego zwiedzania, bo jak podpytuję wśród znajomych, to praktycznie nikt nie jeździ w takie miejsca. Morze, jezioro, jakiś super plac dla dzieci, park wodny.... to tak, ale ruiny. Oczywiście w takiemiejsca też dzieciaki zabieramy; choćby będąc w Kerry, zwiedziliśmy 3 plaże na 3 dni pobytu :)

      A wiecie że ten post pobije rekordy komentowania :)

      Usuń
  7. wspaniałe,tam czas stanął w miejscu,podoba mi się,powiem że chciałabym tam zamieszkać,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamieszkac.... chyba wtych lepiej wyposażonych domach :) bo pozostałe to już nie taka przyjemność; ale rozumiem odczucia, bo chętnie spędziłabym tam więcej czasu

      Usuń
  8. Aniu, szalenie Ci zazdroszczę tej i wcześniejszych wycieczek.
    A patrząc na dom doktora, pomyślałam natychmiast o Hobbitach...
    Motylek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Motylku, to chyba wiesz jak bardzo mnie skręca, kiedy Ty z kolei wstawiasz te wszystkie widoki z USA, czy też miejsca rozrywek dla dzieci. :)

      Usuń
  9. Hrabinko, wspaniała jest Twoja relacja ze skansenu. Pięknie tam, kolorowo i różnorodnie. Zdjęcia, które zamieściłaś, bardzo działają na wyobraźnię np. w szkole już widzę nauczyciela w okularach srogo spoglądającego na dzieci zza katedry;) Super, że jesteście taką "zwiedzającą" rodzinką i tak wiele ciekawych miejsc pokazujecie dziewczynkom...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo; sama jednak nie ustępujesz w zwiedzaniu i też jeździcie w wiele pięknych i ciekawych miejsc.

      Usuń