piątek, 2 października 2015

Dzień rozrywki w Tayto Parku



W końcu uzbieraliśmy wystarczającą ilość pieniędzy oraz opakowań po chipsach(w zasadzie wszystkie dostaliśmy od kolegów z pracy Artura) za które otrzymywało się darmowe wejściówki i pojechaliśmy do Tayto parku.
Jest to typowy park rozrywki dla dzieci, młodzieży i dorosłych, coś na kształt ogromnego wesołego miasteczka, tyle, że stacjonarnego i ze zdecydowanie lepszym sprzętem, dostarczającym mocnych wrażeń.

Ponieważ nasze dziewczyny sa już duże - mam na myśli głównie wysokie, bo to wzrost liczy się w większości przypadków, od razu zakupiliśmy bransoletki dla każdego, które uprawniały do korzystania ze wszystkiego w niezliczonej ilości razy. Zdecydowanie w przypadku naszej 5-osobowej rodziny to się opłacało bardziej, niż każdorazowe kupowanie żetonów.

Artur zaczął z dziewczynami chodzeniem po takich jakby wiszących mostach, nazywany tu "podniebnym spacerem". Zanim jednak tam weszli, trzeba było wszystkich zapiąć w odpowiednie szelki, do których była doczepiana lina asekuracyjna.




Szelki były dopinane przez pracowników, którzy dobierali też odpowiednie rozmiary sprzętu.



Nie było opcji, że Izabela nie pójdzie, skoro tylko zmierzyli jej wzrost i się załapała :)



Do wyboru były trzy poziomy; moi poszli drugim, coś na wysokości 2 piętra. Gosia spanikowała, zawróciła, Iza przeszła połowę i załamała się najpierw na linie, a potem na kładce. Na szczęście pracownicy są na każdym poziomie, bo zawrócić niestety nie można. Jest tylko jedna "właściwa" droga - do przodu. Iza nie zaufała ojcu, który chciał jej pomóc. Przeszła, zarówno po linie, jak i kładce, prowadzona za rękę, przez obcego faceta. Chyba jego mundurek pracownika w jakiś sposób zapewnił ją, że nic się nie stanie :) Poniżej zdjęcie Izy na kładce:



Natomiast Monika zaliczyła drugi poziom sama, idąc za ojcem, na końcu. Mało tego, poszli jeszcze raz na 3 piętro, a to już jest naprawdę wysoko :)




Największą atrakcją parku jest rollercoaster, czyli wagonik mknący z prędkością błyskawicy w górę i w dół, po szynach, które czasem ułożone sa na ścianach prawie prostopadłych do podłoża. Jest to jedyna tego typu rozrywka w Irlandii, tylko w tym parku można pojeździć wagonikiem z taką prędkością, że wiatr wyciska łzy z oczu, naprawdę. Przejechałam się i było to niesamowite uczucie, aczkolwiek nie polecałabym tego osobom o słabym sercu.


Już sama brama wygląda ciekawie:



Konstrukcja, po której pędzają wagoniki wygląda tak całkiem niewinnie:



Iza niestety, ale nie załapała się na tę przejażdżkę, jak i na wiele innych ekstremalnych karuzel i wyciągów. Za to dwie najstarsze zaliczały wszystko po kilka razy !
Kiedy oni poszli na rollcoastera, my przeszłyśmy się do parku dinozaurów, otwartego w tym roku. Dinozaury są pokaźnych rozmiarów, poruszają się i wydają dźwięki.



Izabelka była tam taka malutka!!!



Weszła nawet do "jajka donozaura", żeby zobaczyć, jak wielkie ono było:



Nie zabrakło scenki "w trakcie posiłku"



Widać, że wszystko jest jeszcze nowe, młode - mam tu na myśli roślinność - ale ktoś postarał się o wykreowanie tego miejsca w naprawdę ciekawy sposób.



Jest nawet niby piaskownica, gdzie dzieci mogą odkrywać szkielet dinosaura tak, jak robią to archeolodzy w rzeczywistości:




Nie mogło zabraknąć fotki z T. Rex'em, nad którym widać jeszcze liny. Po tych linach zjeżdżały dziewczyny z Arturem. Liny zawieszone są między dwoma wieżami i ludzie mają przejażdżkę z jednoczesnym "rzutem oka", bardzo szybkim zresztą, na park dinozaurów.



Iza naprawdę cieszyła się z tego spaceru i z prawdziwym zachwytem oglądała dinozaury




Żeby zrekompensować jej tę ciągłą odmowę zabawy, bo za mała, poszłyśmy do kina 5D na krótki filmik, Iza przejechała się też na kucyku całkiem długą trasą:



Skakała też na linach podwieszonych do pulsującej "wędki" jak ja to określiłam. Taka prosta zabawa, a tak się Izie podobała; zresztą nie tylko jej, kolejka była nieziemska!



Zaliczyliśmy też OGROMNY plac zabaw. I to naprawdę ogromny. Liny, ścianki do wspinania, tunele i wiele, wiele innych rzeczy.


Tayto park ma też mini Zoo, którego zresztą nie obejrzeliśmy, bo dzieciaki skupiły się na zabawie. Uwieczniłam jedynie przepiękne czarne łabędzie


Artur, w którymś momencie, rozmawiał z pracownikiem i dowiedział się, że w planach na przyszły rok mają być jeszcze inne atrakcje. Uważam, że pieniądze wydane w tym parku są naprawdę dobrze zainwestowane. To cały dzień zabawy na powietrzu(pod warunkiem, że pogoda dopisuje), szaleństw i radości :)

12 komentarzy:

  1. Wow, miejsce zupełnie dla mnie! Przejażdżka na kucyku i pulsująca wędka, a do tego jakby była jakaś spokojna ławeczka na której mogłabym zjeść watę cukrową. *^O^*
    Strasznie boję się rollercoasterów i innych tego typu atrakcji, dlatego w ogóle nie chodzę do parków rozrywki, kiedy podeszliśmy pod diabelski młyn w parku Kansai w Tokio to zrobiłam się autentycznie zielona...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My z kolei nie mamy oporów co do takich "mocnych wrażeń", ale to, że nasze pociechy też się nie bały...

      Usuń
  2. Ach, ale moje dzieci miały by tam uciechę! I te dinozaury - Emilia uwielbia dinozaury!
    Kiedy byliśmy w Angli, Krzyś zaliczył takie podniebne kładki - SZALENIE mu się podobało! Biegał po nich 5 godzin, az prawie siłą musiałam go z nich .ciągać bo Emilia z nudów dostawała na głowę - nomen omen, wpis czeka na opublikowanie, tylko za duzo biezących spraw do opisania mam ciągle...
    Jak byliśmy w wesołym miasteczku w sobotę, tez kupiłam dzieciom bransoletki - tak jak i twoje dziewczyny, moje dzieci korzystały z kazdej atrakcji po kilka razy i myślę, ze jak bym miała płacić za kazdym razem, to wyszło by to 2-3 razy drozej.
    Super miejsce - szkoda ze TAK DALEKO od nas...
    Motylek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. takie bransoletki to super sprawa, bo naprawdę, pojedyncze żetony to fortuna!
      Wiem jak to jest z zaległymi wpisami, ja też takie mam i czekają, czekają...

      Usuń
  3. Ale czaderski park! Słyszałam nazwę, nieraz obiła mi się o uszy, ale jeszcze nigdy tam nie byłam. Nie widziałam, że tak super się przedstawia. Dzięki za ten wpis. Coś mi się wydaje, że kiedyś możemy tam zawitać z chrześnicą Połówka, bo ona zdecydowanie mogłaby skorzystać z wszystkich atrakcji [wystarczająco duża], a poza tym ona lubi takie atrakcje.

    Ciepłe pozdrowienia i uściski w ten chłodny [czy tylko mi się wydaje?] wieczór.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. park jest naprawdę świetny, ale nie da się ukryć, że trochę to wszystko kosztuje, dlatego my zbieraliśmy się pół roku. Jak ktoś ma blisko, może kupić roczną wejściówkę, ale to naprawdę tylko dla maniaków; poza tym wejściówka nie obejmuje bransoletek, tylko sam wstęp.
      W każdym razie, raz na rok, jeśli dzieci dają radę, można się tam wybrać.

      Usuń
  4. ale super, ale pooglądać bo ja wymiotna jestem, fajnie że dziewczyny miały taką frajdę, no i rodzice też, brawo dla Izy że zrozumiała że niektóre rzeczy jeszcze nie dla niej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iza była strasznie rozczarowana! Z tym, że jak nie można, to nie można.

      Usuń
  5. Świetne miejsce! Spędziliście wspaniały dzień, dziewczynki miały dużo atrakcji.
    Dla każdego znalazło się coś miłego:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miejsce wspaniałe i warto je od czasu do czasu odwiedzić.

      Usuń
  6. Wspaniały park i wspaniale spędzony dzień. Chyba na długo pozostanie w pamięci. :)
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj na pewno! do tej pory jest mowa o nim i kiedy będzie następny raz?

      Usuń