sobota, 19 września 2015

Szkoła w pełni



Rok szkolny ruszył pełną parą, zarówno w szkole irlandzkiej, jak i w polonijnej. Obie starsze córki poszły kolejny raz do szkoły polskiej, choć najstarsza mówiła, że już nie chce. Szkoda by jednak było zawiesić naukę po 4 klasach... Popłakała trochę, pokrzyczała, że jesteśmy(a głównie ja!) najgorszymi rodzicami na całym świecie i zaczęła rok szkolny. Najlepsze jest to, że zawsze wychodzi zadowolona. Mało tego, okazało się, że jej klasa jest pierwszą, która przetrwała w niezmienionym składzie przez wszystkie te lata! Żadne dziecko nie odpadło. Zobaczymy jak będzie z Moniki klasa polonijną.

Izabelka radzi sobie dobrze w szkole, z tym, że troszkę się nudzi. Dzięki starszym siostrom nauczyła się liter i cyferek, i w tej chwili rysowanie szlaczków denerwuje ją strasznie. Cóż, musi przez to przejść, żeby zacząć coś poważniejszego.

Cieszy mnie to, że Monika zaczęła troszkę więcej starać się przy pisaniu - chodzi o staranność, a także przy tworzeniu zdań. Monika to umysł ścisły. Matematyka to dla niej pestka, ale już dłuższe wypowiedzi.... W tamtym roku mieli tworzyć zdania z wyrazami, których literowania się uczyli. I np. słowo "pies" i Moniki zdanie: Mam psa. Tłumaczyłam, że to trochę za krótko, to ona: Mam dużego psa. Krótko, zwięźle i na temat.
W tym roku zaczynała podobnie, ale powoli zrozumiałą, że można się bawić słowami i zamiast powiedzieć: Mam statek, powiedziała: drewniany statek zatonął w dużej kałuży. Coś powoli dociera do tej matematycznej główki:)

Wrzesień to nie tylko szkoła. Dla mnie to czas porządków w domu, sortowania ubrań, przygotowania wszystkiego na zbliżającą się pluchę jesienno-zimowo-wiosenną... to jabłka od sąsiadki i nieustanne pieczenie zarlotek lub wekowanie słoików.

Do tego jest to czas mgieł.... i to chciałabym dziś pokazać. Nasz las w pewien lekko mglisty poranek:



W trakcie robienia zdjęć, mgła się unosiła i zanikała.

Zauważcie, że w kadr wchodzą liście ostrokrzewów, które u nas mają postać drzew :)

Najlepsze zdjęcia byłyby pół godziny wcześniej, ale wtedy odprowadzałam dzieci do szkoły.






Spacer w takim otoczeniu, to czysta przyjemność.













Czekam na kolejny podobny poranek, choć wiem, że z perspektywy kierowcy wygląda to zupełnie inaczej.

17 komentarzy:

  1. Piękny masz las pod bokiem, taki tajemniczy! *^v^*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ta mgła nadaje mu wyjątkowej magii

      Usuń
  2. piękne fotki, a dzieciaki, każde inne, ścisłe umysły wolą konkrety a nie ubarwianie zdań,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak, masz rację, ścisły umysł lubi krótko i na temat

      Usuń
  3. Oj,chętnie pospacerowałbym po takim lesie pełnym tajemnic...
    U nas podobnie: dzieci chodzą do szkoły miejscowej i polskiej (Misja Katolicka).
    Rok szkolny rozkręcił się na dobre, taka kolej rzeczy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szkoda, że mgła była tylko lekka. przy większej, fotki byłyby jeszcze lepsze.

      Usuń
  4. Uwielbiam mgłę, w lesie tworzy niesamowity, trochę baśniowy klimat:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dlatego zawsze, kiedy jest mglisto, próbuję coś uchwycić aparatem

      Usuń
  5. Ten las - CUDNY!
    No to jest nas juz dwie - "najgorsze" matki na swiecie... Mi tez zdarza się to usłyszeć od Starszego...
    Motylek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja już przywykłam do bycia najgorszą matką na świecie :) taki nasz los :)

      Usuń
  6. Łączę się w bólu z Izą - też jestem najmłodsza z trójki rodzeństwa i też wcześniej opanowałam materiał, jako że często towarzyszyłam bratu i siostrze przy zadaniach domowych. Mnie jednak mama postanowiła wcześniej wysłać do szkoły. Zaliczyłam wizytę w poradni, przeszłam odpowiednie testy i wyruszyłam do zerówki wcześniej niż powinnam. Zawsze byłam najmłodsza w klasie. Nigdy tego nie żałowałam. Dziecko powinno się rozwijać, nie uwsteczniać. A zajęcia, które są dla niego zbyt nudne/łatwe szybko zniechęcają.

    Nie lubię lasów, ale podobają mi się Twoje fotki. Ładnie prezentuje się taki zamglony pejzaż.

    Powodzenia, Aniu - we wszystkim :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taito, moje zdanie na temat tutejszego programu nauczania jest złe. z tym, że nie mogę nic innego wybrać, innej szkoły mam na myśli. uważam, że dzieciaki mają tak mało zadawane, tak mało pracują, że posyłanie ich do szkoły polonijnej tylko na dobre im wyjdzie. A Iza mam nadzieję, jakoś przebrnie przez pierwsze dwa-trzy miesiące :)

      z tą mgłą to tylko szkoda, że nie byłą większa i że już mi prawie "uciekła".

      Usuń
  7. Czy ja wiem? Chyba bym polemizowała. Codziennie oprócz piątków, bo wtedy nie ma zadań domowych, odrabiam lekcje z dziewięciolatkiem, który rok wcześniej poszedł do szkoły i często jest to ponad godzina roboty [wliczając próbne dyktanda z irlandzkiego i angielskiego]. Czasami zastanawiam się, kto bardziej żałuje [on czy ja], że w tej klasie nie ma już "homework passów".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie wszystko zależy też od nauczyciela, bo najstarsza miała w 3 klasie pracy domowej na 1,5 godziny(ale w tej klasie nauczyła się najwięcej), a w 5 klasie ma na 20min.Kiedy jednak porównuję ilość swojej pracy domowej z podstawówki i ich ilość pracy domowej, dochodzę do wniosku, że mało mają zadane.
      Oczywiście wiem, ilość pracy domowej nie świadczy o tym, co zostaje w głowie :)
      Część Irlandczyków krytykuje mnie strasznie za dodawanie kolejnej szkoły dzieciom. W mojej opinii jednak, im więcej mają zajęć i pracy, tym lepiej się organizują, jeśli tylko trochę im w tym pomóc. A to, że tego nienawidza... to już inna sprawa :)
      Homework passy były u dwóch tylko nauczycielek i najstarsza była tym zachwycona!Część pan ma jakieś inne nagrody, np. siedzenie przez tydzień na miękkiej poduszce pod tyłkiem :) I na to trzeba zarobić.

      Usuń
    2. O, proszę, jaka ciekawa dyskusja nam się wywiązała na tematy szkolne :) O tych poduszkach to jeszcze nie słyszałam. Idea homework passów bardzo do mnie przemawia, nawet jeśli kojarzy się z pasem na tyłek za brak pracy domowej ;)

      Nieźle mnie zaskoczyłaś tymi 20 minutami pracy nad zadaniami, do piątej klasy jeszcze nie dotarliśmy ;)

      Z dziećmi jak z dorosłymi. Ci drudzy też często wykazują się lepszą organizacją, kiedy mają nawał zajęć. Rozleniwienie nie jest dobre. A moim zdaniem bardzo dobrze robisz, zawożąc dzieci do polskiej szkoły. Tu nie należy krytykować, tylko chwalić chęci rodziców i pragnienie, by dziecko nie zapomniało polskiej mowy, polskich korzeni i co nieco do tego się nauczyło. W irlandzkiej szkole na pewno nie nauczą się zbyt wiele o Polsce. Nie sądzę, byś sama wiele nauczyła się w podstawówce o Irlandii.

      Miłej niedzieli, Aniu. U nas kolejny piękny, suchy i bardzo słoneczny dzień.

      Usuń
    3. Homework passy ratowały nas nie raz, kiedy wracaliśmy późno z polonijnej szkoły :) najlepsze było to, że młoda wybierała sobie dzień, kiedy nie będzie odrabiać lekcji.
      Poduszki są niby fajne, lepiej się siedzi, ale i tak możliwość nierobienia pracy domowej jest lepsza, nie tylko w opinii ucznia :)
      Wiesz, te 20 minut to albo wynik nauczycielki z klasy 3, która naprawdę nieźle ich przycisnęła, ale też i zdyscyplinowała, albo tego, że młoda jest już mocno samodzielna. Od 4 klasy sama robi lekcje i nawet nie chce, żebym je sprawdzała, bo, jak to ujęła: nie jestem już dzieckiem! Na razie obywa się bez błędów nawet, więc chyba procentuje nasz rodzicielski wkład z pierwszych lat.
      Żeby jednak nie było tak różowo, to dwie młodsze nadal wymagają nieustannej opieki i pomocy w jakimś tam stopniu :)

      U nas też pięknie, bezdeszczowo, co o tej porze roku już jest miłe :) W sobotę zaliczyliśmy Tayto park, wrażenia dobre, dzieci podekscytowane, tylko najmłodsza rozczarowana, bo nie na wszystko się łapała. Dwie starsze zaliczyły najstraszniejsze, najwyższe i wszystkie naj... uciechy :)
      MIłej niedzieli dla Was również.

      Usuń
  8. Dokładnie tak - nie raz i nie dwa ratowały, kiedy człowiek nie miał czasu albo siły, albo okoliczności nie sprzyjały.

    Ja wolę jednak sprawdzić, bo mimo że dziecko nie ma problemów z nauką, to jednak od czasu do czasu zdarzy mu się jakiś błąd.

    W Tayto Park nie byłam. Jeśli się nie mylę, to u nas szkoła organizuje wycieczki w to miejsce. Fajnie, że udała się Wam wycieczka. Ja niedzielę spędziłam w domu na totalnym relaksie. W sobotę trochę się narobiłam - bycie perfekcyjną panią domu bywa męczące ;) - więc kolejny dzień weekendu chciałam spędzić w leniwy sposób. Co prawda przez moment nawet zastanawiałam się nad wyjazdem nad ocean, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło.

    OdpowiedzUsuń