czwartek, 3 września 2015

Dublin prawie wieczorową porą...




..., na szybko i z piątką dzieci.
Proszę się zatem nie łudzić, że napiszę tu o zwiedzaniu miasta czy wstawię oszałamiające zdjęcia. Próbowałam nadążać za wszystkimi, pilnować dzieciaków w tłumie ludzi i przy okazji robić jakiekolwiek fotki. A  wszystko zaczęło się tak:

 W połowie sierpnia przyleciała do nas moja przyjaciółka ze studiów. Przyleciała w dodatku nie sama, ale z przyległościami: mężem i dwójką dzieci w wieku bardzo zbliżonym - a nawet niemalże takim samym - co moje dziewczyny.
Jako że lądowali o 16, a potem jeszcze wypożyczaliśmy samochód(najpierwsiejszy raz, a więc nie mieliśmy najmniejszego doświadczenia, mimo to poszło szybko, gładko i przyjemnie. Tu muszę pochwalić obsługę Europcar; jestem naprawdę zadowolona z całokształtu). W każdym razie, w centrum wylądowaliśmy dopiero ok. 18.30, zostawiając samochody na parkingu odpowiednio długo czynnym i ruszyliśmy "na chwilę" na miasto.





Dublin jest... trudno powiedzieć, jaki jest. Lubię po nim chodzić, kiedy nigdzie nam się nie spieszy. Lubię nawet po nim jeździć, kiedy wiem, gdzie mam się kierować. Lubię jego wąskie uliczki, ozdobne kamieniczki, mosty, parki.... Wiele rzeczy lubie tak naprawdę w Dublinie. Może dlatego, że tam nie mieszkam:) ?




Między 20 a 21 światło dnia powoli gasło i zdjęcia, bez ustawień aparatu, wychodziły słabo. Cieszę się, że choć kilka przepięknych frontów udało mi się jako tako zarejestrować.



Oczywiście wszędzie szyldy, szyldy i jakieś reklamy, choć moja przyjaciółka była generalnie zachwycona tym, że Irlandia nie jest nimi "oklejona i obstawiona". Dla nas, mieszkających tu już trochę, wydaje się to normalne; wręcz powiedziałabym, że byłam zdziwiona jej stwierdzeniem, bo aż tak mało bannerów to tutaj nie ma.




Ponieważ wieczór zapada u nas już nieco wcześniej, stąd nie mogliśmy za bardzo poszaleć w stolicy Irlandii. Artur poprowadził nas krętymi uliczkami; zahaczyliśmy o Temple Bar, gdzie kwitnie życie artystyczne, gdzie wieczorami puby "przelewają się" ludźmi, którzy wpadli na jedno piwko i obejrzenie meczu; przeszliśmy koło  Trinity College, dość znanej uczelni irlandzkiej. Byliśmy koło(i tylko koło, a nie w środku) budynku Poczty Głównej(General Post Office), która gromadzi pamiątki powstania irlandzkiego i proklamacji wolnej Irlandii. Pendragon napisał o tym troszkę, warto tam zajrzeć.

Poszwędaliśmy się jeszcze tu i tam, i trzeba było wracać, bo zrobiła się 22.30 i dzieciaki padały po całym długim dniu. Poza tym Dublin ma swoje pokusy i chociaż spędziliśmy tam tak mało czasu, to pieniądze strumieniem wypływały z kieszeni, a przed nami był jeszcze pełen tydzień jeżdżenia po kraju. Trzeba było zachować coś na późniejsze atrakcje.



Budowle sakralne zawsze przyciągają uwagę swoją architekturą; żałowałam, że wszystko to oglądam tylko w przelocie.





Kolejne kamieniczki...









Czasem ozdobne drzwi wejściowe przyciągnęły uwagę:



Albo zielono podświetlone okna nad sklepem Arnotts:






Reszta zdjęć, niestety, ale nie nadaje się do publikacji z różnych względów. Może innym razem, kiedy pojedziemy tam sami, uda mi się zrobić więcej i przede wszystkim ładniejszych ujęć.

8 komentarzy:

  1. szybka a jakże śliczna wycieczka,

    OdpowiedzUsuń
  2. Dublin postrzegam jako urocze małe miasteczko, fajne do zwiedzenia w kilka dni ale nie chciałabym tam mieszkać, nie było między nami chemii. Chociaż kamieniczki rzeczywiście ma słodkie. ^^*~~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że powoli obejrzymy sobie ten Dublin :) bo choć nie jest wielki, to ma mnóstwo ciekawych miejsc do zobacznia. W porównaniu z Warszawą to faktycznie miasteczko :) choć w tej chwili, po tym, jak mieszkam tam, gdzie wrony zawracają, wydaje mi się zbyt duży i zbyt hałaśliwy.

      Usuń
  3. Klimatyczne miejsce ! Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma swój urok, inny o każdej porze dnia.

      Usuń
  4. z piatka dzieci! :) Czapki z glow. PS> to ten czas roku znow gdy mamy Sculpture in Context w Botanic Gardens, moze okazja na ponowne odwiedzenie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że mi o tym powiedziałaś! Możliwe, że wybierzemy się do botanika :) choć raz już w tym roku byliśmy.
      Tak, z 5-ką dzieci maraton po Irlandii był trochę wyczerpujący, ale daliśmy radę i co najważniejsze, i goście - w tym dzieci - i my, byliśmy zadowoleni.

      Usuń