piątek, 15 maja 2015

Piąteczek!




...czy też "piątecek!" - tak wykrzykuje Izabela na powitanie ojca, kiedy wieczorem odbieramy go ze stacji kolejowej.

Z większą werwą wstaję w piątek rano, bo wiem, że po południu już będzie luzik!
Czwartek jest intensywny pod względem lekcji dzieciaków, bo przygotowują się one do cotygodniowych testów. Czasem idzie to lepiej, czasem gorzej. Wczoraj na przykład, Monika chętnie uczyła się spellingów, czyli literowania słów angielskich. Każdego tygodnia mają 12 słów do nauczenia. Niby nie jest to dużo, ale też i nie mało, jak na pierwszoklasistów. Początkowo nauczycielka dyktowała słowa na testach, a dzieciaki miały je prawidłowo zapisać. Teraz, dyktuje już zdania i z ich kontekstu trzeba wywnioskować, o jaki wyraz chodzi. W angielskim, tak jak i w polskim, są słowa, które brzmią tak samo, a zapisywane są inaczej(morze, może). Tutaj jest tego o wiele więcej i zdarza się, że Monika popełnia błędy. Nie jest to jednak tak straszne, żeby się tym mocno przejmować; zapewne mieści się w normach.
Gosia też ma testy i są one - jak na 4-tą klasę przystało - o wiele poważniejsze. Dochodzi język irlandzki - też literowanie wyrazów, ale na ogół moja najstarsza pociecha nie ma wielkich problemów z zaliczeniem na maksa.
Izabelka, jako jedyna, cieszy się na razie wolniejszymi czwartkami i piątkami bez testów:)
Ostatnio Izabela zaczyna używać języka polskiego trochę częściej; gdzieś w główce pamięta, że za 6-7 tygodni lecimy do Polski. Czasem przekręci wyraz, tworząc coś pociesznego, ale używa swojej konstrukcji namiętnie i z całkowitą powagą. Mówi na przykład:
PANTOLFE, a nie PANTOFLE
WALINA, a nie WANILIA  i tak powstały polsko-angielskie WALINA ICE-CREAMS (lody waniliowe)
Zamiast zakładać kalosze, my PUT ON KALOSZES i GETTING BUŁKAS, zamiast kupiowania bułek.
Innym ciekawym wyrażeniem jest określenie natężenia uczucia, długości, wielkości, itp. Izabela mówi, że kocha mnie jak 154(I love you one hundred and fifty four), czekała tak długo jak 154, jest zła jak 154, itp.

Systematycznie, co piątek, dzieciaki liczą ile tygodni zostało do wylotu do Polski. Plan pobytu już jest opracowany na wszelkie sposoby: najpierw Warszawa, a potem Radzyń? A dlaczego tak? A może najpierw polecimy do Radzynia?,Samolot tam nie ląduje!?, A może tu zostaniemy 3 dni, i tu 3 dni, a potem znowu tam 3 dni.... Każda z nich ma swój przepis na pobyt. Każda ma już listę rzeczy do zabrania do PL i najchętniej już pakowałaby swój bagaż.
Natomiast Aerlingus robi mi co miesiąc niespodziankę i wysyła maila ze zmianami godzin lotu. Nie są to zmiany wielkie, ale wykupując parking długoterminowy w Dublinie, mają one jednak znaczenie. Jedna godzina przesądza czasem o opłacie za dodatkowy dzień. Stąd jeszcze nie dokonałam rezerwacji i nie wiem, kiedy to zrobię. Paszporty - wszystkie 4 - leżą jeszcze w ambasadzie i czekają na odbiór. Mamy plan spotkać się z Plunkettem i Lyn i wtedy odwiedić też ambasadę.

Tymczasem zaczął się sezon wycieczek szkolnych. Izabela zaliczyła swoją wczoraj. Byliśmy w Lullymore i choć pogoda nie dopisała na 100%, to dzieciaki wyszalały się na maksa. Monika już dostała pieniądze na swoją wycieczkę, która odbędzie się 4 czerwca. Kierunek - ranczo z kucykami. Gosia natomiast jedzie do parku wodnego(oby nie pod gołym niebem!), też gdzieś w czerwcu. Szczegóły nadal pozostają tajemnicą.

Tydzień temu mieliśmy przyjemność być gośćmi na I Komunii u córki naszych przyjaciół. Corina i Shane postawili na grila, nie na restaurację i powiem jedno: wypadło wspaniale. To nasunęło mi myśl, żeby w przyszłym roku zrobić coś podobnego u nas. Dziś nawet już zaprzyjaźniony rzeźnik(jakkolwiek to brzmi) dyskutował ze mną o tym planie. Zapewnił mnie, że przygotuje dla nas wszystko i na pewno wyjdzie to lepiej, niż restauracja. Przy okazji zaproponowała pomoc swojego syna, któego próbuje wyswatać z moją siostrą:) Szykuje się impreza - jak to mówi Izabela - jak 154!

A tymczasem mój powojnik rozwija kolejne kwiaty:



...które w porannym słońcu wyglądają bosko!


Przed domem, kolejny powojnik górski, szykuje niespodziankę. Tym razem będą to kwiaty pełne:



Miłego weekendu wszystkim życzymy!




\

12 komentarzy:

  1. Powojnik piękny, to chyba jakaś nowsza odmiana? Mój iluś letni ( 15- 20 lat ) ma znikomą ilość kwiatów. Czeka go przesadzenie , może pokryje się kwieciem ?
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie jest to nowa odmiana, po prostu rośnie w łagodniejszym klimacie. Twój można spróbować przyciąć na 1m i zobaczyć, czy zakwitnie lepiej. Problemme mogą być przymrozki; często przez nie brak jest kwiatów.

      Usuń
  2. Przepiękny Twój Clematis :)
    Moje dopiero w pąkach i nie są tak wybujałe - nie wiem, co im tam nie pasuje.
    Były przesadzone w bardziej zaciszne i słoneczne miejsce.
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u nas, jak zawsze, miesiąc wcześniej wszystko kwitnie. u mnie działa, jak wspomniałam wcześniej, łagodny klimat :)

      Usuń
  3. Fajnie opisałaś dzieciaki:) Szkoda, że nie lecicie Rajanem, ale mam nadzieję, że mimo wszystko jakimś cudem zahaczycie o Modlin (i o nasz RODos:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam nadzieję, że zawitamy do Was, byłoby bosko!

      Usuń
  4. ale masz rękę do kwiatów, idą cudownie,a dziewczyny super, widać że nie możecie się doczekać wyjazdu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzieciaki już troszkę inaczej podchodzą do wyjazdów, stąd i inne ich nastawienie

      Usuń
  5. Też bym chciała mieć zaprzyjaźnionego rzeźnika.... *^o^*
    Cudowne masz kwiaty! Ja rozważam zakup kilku doniczek fuksji na parapet. No i czekam, aż moje miniaturowe róże będą miały pączki, dwa krzaczki z czterech ruszyły mi po zimie!
    Z tymi przekrętami językowymi może być dużo zabawy! Kiedy zaczęliśmy się uczyć japońskiego, mieliśmy w grupie taką zabawę: żeby powiedzieć po japońsku "nie rób czegoś" dodaje się do czasownika końcówkę "~naide", więc dodawaliśmy ją do polskich słów i wychodziło np.: "Michał, stukanajde!" kiedy kolega stukał krzesłem w moje biurko! *^w^*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki rzeźnik, to dobra sprawa:) my swojego znamy już prawie 10 lat.
      Fukscje są cudne!!! co prawda kochają je też mszyce, ale z tym można sobie dać radę. a róże miniaturki uwielbiam za ich urodę i doskonałość.
      O, językowo to w naszym domu wesoło! kiedy dziewczyny były małe, dwujęzyczność była powodem wielu zabawnych sytuacji. najmłodsza do tej pory dostarcza wiele radości, choć ona tego nie widzi. Sami tez zaliczyliśmy kilka wpadek, ale tak już jest z językami obcymi; potem człowiek się z tego może pośmiać

      Usuń
  6. Kiedyś słyszałam w radiu, jak pan wyraził się "piątek, piąteczek, piątunio" i od tego czasu w każdy piątek mi to sformułowanie się przypomina:-)
    Mam nadzieję, że wspaniale i rodzinnie spędziliście weekend, a pogoda Wam dopisała (u nas było raczej średnio).
    Z polsko-angielskiego słowotwórstwa Twoich pociech uśmiałam sie do łez. To musi być niesamowite móc na bieżąco obserwować, jak naturalnie dzieci potrafią łączyć języki, w których się wychowują.

    OdpowiedzUsuń
  7. U nas już na długo - a może na zawsze - pozostanie Izabeli "piątecek". Pogoda własnie nam nie dopisuej, zawodzi nas na całej linii!
    Przy dzieciach dwujęzycznych, ich nauce i naturalnym dla nich łączeni dwóch języków, zabawa jest przednia!

    OdpowiedzUsuń