czwartek, 13 lutego 2014

Po wywiadówce




...w tutejszej szkole. tym razem Artur miał całą przyjemność spotkania z obiema nauczycielkami. Pogoda u nas była okropna - wiało ze 140km/h, więc on pojechał do szkoły, ja zostałam z dziećmi.
Cóż... usłyszeliśmy pochwały, zarówno jednej, jak i drugiej dziewczyny.
U Moniki obawiałam się o zachowanie, bo jak to określiła ją nauczycielka w poprzedniej klasie - Monika jest bardzo popularna wśród uczniów(gadułka, która nie może przestać, wiercipięta, wszędzie jej pełno i tak przejęta swoimi odkryciami, ze nie słucha nauczycielki, a przy tym rozprasza innych). Obyło sie jednak bez uwag. Mam wrażenie, że tegoroczna wychowawczyni jest podobnie roztrzepana, jak Monika, tylko na większą skalę. Pani podkreśliła, że Monika doskonale radzi sobie z matematyką i - co ją ogromnie cieszy - zaczęła czytać książki z klasowej biblioteczki. Ja dodam tylko, że Monika chodzi też do biblioteki publicznej i bardzo lubi czytanie; naukę czytania, żeby być dokładnemu.

U Gosi obawiałam się samej postawy nauczycielki, wszak rok szkolny zaczęłyśmy OKROPNIE! Okazało sie jednak, że od czasu naszej interwencji, wszystko się zmieniło i wychowawczyni zaczęła doceniać starania naszego dziecka, które z kolei, w przyjaznej atmosferze, rozwinęło skrzydła. Ma talent do pisania, układa piękne teksty, wspaniale czyta i generalnie, nie ma problemów z żadnym z przedmiotów. Ufff! Ulga ogromna.
Teraz jeszcze kolejne 5 miesięcy i wakacje!!!!
Ponieważ dni stają się coraz dłuższe -  o 16.30 wciąż jest jasno, czuję wstępujący optymizm i energię.
Nawet wczorajsze załamanie pogody mnie nie dobiło, mimo, że mieliśmy trochę strachu. Huragan zaczął zrywać klepki z dachu. Poszło tylko 3 i jakoś się zatrzymało. Nasi sąsiedzi już nie mieli tyle szczęścia. Na środku ich dachu zieje ogromna dziura. Bałam się też o nasze auto, bo wiatr podnosił pełne kosze ze śmieciami i rzucał nimi po parkingu. Też jakoś uniknęliśmy nieszczęścia. Dziś tylko musiałam pozbierać śmieci, które przyleciały do naszego ogrodu.

I na koniec kwiat z mojego domowego ogródka. Własnie zaczynają kwitnąć irysy cebulowe:





7 komentarzy:

  1. Mnie też wichury przerażają, choć jeszcze żadna nie wyrządziła szkód. Ale mieliśmy szkody po innych żywiołach więc doskonale wiem jaka to bezradność. Dobrze, że skończyło się tylko na trzech klepkach i zaśmieconym ogródku.
    Gratuluję córczynych osiągnięć:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wczoraj usłyszałam o tym huraganie, przeraziłam się i miałam pisać do Was czy wszystko ok. Na szczęście tylko 3 dachówki:)
    A dziewczynki - cóż tylko gratulować i zazdrościć

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszędzie wywiadówki u nas też :) Cieszę się , że obyło się u Was bez "tych" rozmów z nauczycielkami, nikt ich nie lubi, rozmów oczywiście. A co do wichur, to ja chyba dziecko wiatru jestem, bo wiatr mnie uspokaja, nawet ten przeraźliwie dujący (pod warunkiem , że jestem w domu oczywista ) , sama zastanawiałam się nad tym ewenementem. Nie mylić z cieszeniem się , że komuś urwało dach, chodzi mi o wiatr jako zjawisko.Irysek pięknie rozkwitł:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Aniu, jak zobaczyłam tego irysa, to tak zatęskniłam za wiosną jak nie wiem co... Ale i u nas przebiśniegi kwitną, chyba z miesiąc wcześniej niż rok temu, a irysów miałam wiele w domu w zeszłym roku, więc może wyjdą, bo je wysadziłam na dworze.
    Wszyscy czytają Lackberg, moi rodzice też, a ja jakos się nie zabrałam - pewnie dlatego, że kryminały wolę jako filmy, które też zresztą właściwie słucham, bo ręce mam zawsze robótką zajęte. Ciekawa jestem, czy ci się podoba.
    Te opaski zielone wzorem, jak to nazywasz serduszkowym wyszły po prostu świetne, a kolor w ogóle wzorowi nie przeszkadza.
    Jeżeli chodzi o robienie na drutach z żyłką, to też nie znoszę wyciągania żyłki, a podobno niektórzy nie przepadają za robieniem na 5 drutach, mnie to z kolei nie przeszkadza, zwłaszcza z wełny, akrylu czy innej miękkiej włochatej wełny. Jak jest włóczka śliska, to na pewno gorzej, bo zsuwa się łatwo. Ostatnio jakoś więcej zaczęłam na drutach robić, choć cały czas szydełko to mój Nr 1.
    U nas też dni coraz dłuższe, po południu jeszcze o 17.30 nie jest całkiem ciemno, ale największy krok naprzód to fakt, że i rano widać postęp - wychodzę z domu o 8.30 i praktycznie jest jasno.
    A dziewczyny to macie zdolne bardzo, świetnie, że lubią czytać, bo to im otworzy całkiem nowe światy... Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  5. Pochwały naszych dzieci płynące z ust nauczycieli to miód na serce rodziców! Gratuluję wspaniałych córek - wiadomo, jak ogromny wkład w ich sukcesy mają mamy.
    U nas ostatnio też trochę wiało, ale nie aż tak jak u Was. Za to leje.
    Pozdrawiam,
    Motylek

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję za wszystkie komentarze

    Anka

    OdpowiedzUsuń